Inkontynencja i sprawy podobne.

Żem się spocił na poduszkach łap od samego pisania tego słowa. Ale dobra, dziś będzie o niespodziankach fizjologicznych, czyli co jest, jak ktoś ma dupsko nieszczelne.

Duża jakoś miała ostatnio głowę nieszczelną, pomysły jej wylatywały z głowy, dlatego mje tu długo nie było. Poza tym latała za inkontynentnymi kotami. Znaczy za takimi, co mają problem z kuwetowaniem.

Dzielimy je z grubsza na takie rodzaje:

  • trochu jak Czykita, czyli czeba odsikać ją a kupę se zgubi sama i bez pieluch lata,
  • trochu jak mały gnom Szatan, co Fszystko sam gubił i pielucha była mu niezbędna,
  • trochu jak ja, znaczy kuwetuję, ale coś tam gubię ale no nie, jaka pielucha, co Wy,
  • są jeszcze typy pośrednie.

Czemu poruszam te cieknące sprawy? Bo określenie „korzysta z kuwety” to jest plus wjelki i jak ktoś ma z tym problem, to jest skreślony często i domu nie znajdzie.

Po pierwsze: każdemu się może zdarzyć wpadka, każdy może być chory na pęcherz, czy bać się czegoś i nasikać w kąt albo w łóżko. To czeba mieć w pamięci, kot to nie pluszak kurczę no.

A jak kot jest jak taka Czykita na przykład, to najpierw trzeba wziąć głęboki oddech i se porządnie przeanalizować, czy się da radę, czy nie. I jak dom wygląda. Czy jest czykitodostępny, bo ona tylko na podłodze bytuje.

A nie od razu uciekać przed nią. Wiecie, ktoś ją kiedyś nazwał, że to hospicyjny czy jakiś paliatywny kot. Po trzeba odsikiwać. Dobrze, że ona nie słyszała i że by i tak nie zrozumiała, bo jest gUpia i poluje na owady. Byłoby jej przykro, bo jest pełna życia (raczej wrzasku) i wesoła (znaczy gUpkowata).

Jak to z tym wysikiwaniem jest na przykładzie pokracznej Czykity: bierze się ją trzy razy dziennie na podkład i masuje a ona się drze i sika. Wyciera się pupę kawałkiem ręcznika papierowego i mamy pustą Czykitę, co z wrzaskiem leci obczajać balkon. Podkład to tniemy na dwie albo trzy części i jest wjelce oszczędnie.

W sumie to jakby my psa mieli – czeba iść ze trzy razy na spacer i tyle. A tu można Czykitę odsikać nawet w piżamie.

Nie chcę nikogo namawiać, że niby to proste i dla każdego, na pewno nie. Ale weźcie no nie demonizujcie tych niekuwetowych czy tam coś. Aha i warto przy takim dywanów nie mieć, bo po co nerwy jak się co przydarzy, a Wam perski kobjerzec zaśmierdnie.

My mamy super eleganckie podpupniki, co się łatwo piorą i jest git.  Trochę pokracznej Czykity dla Was. I obiecuję ogarnąć DUżą, żeby była kontynentna w pomysły. No.

Reklamy

Robimy rzeźbę.

Czas bikini się zbliża nieubła… nieóbła.. znaczy już Fkrótce będzie. Ludzie dostają obłędu i pchają te zimowe tUstości w stare kostiumy i się im wylewa.

Jest ratunek. Fitnes, znaczy ćwiczenia, aż się spocisz i dyszysz.  I nie wolno cukierasów jeść, tylko się pocić, machać nogami, dyszeć i głodzić.

Zuzanna se wzięła do serca wyzwanie bikini i postawiła na steper, coby rzeźbić dupsko.

Mje się podoba jej kreatywne podejście, pełne wykorzystanie możliwości stepera i zajadłość w ćwiczeniu zadu.

Obczajcie, specjalny, wyjątkowy program Zuzanny, efekty som jakie som, obczajcie Zuzannę!

Krok pjerwszy: wczołgaj się na steper, odpocznij

P1020395

Krok drugi: półobroty na steperze

Krok czeci: rzeźbimy uda:

P1020398

A Czykita robi trening na podłodze, też skuteczny i z przyrządami

P1020397

Podejmujecie wyzwanie?

Tytuł własności.

Znaczy JAK udowodnić, że coś jest Twoje. Czeba mjeć tytuł własności.

I teraz tak: Zuzanna ma karton po pieluchach ze sklepu na L. Znajduje upodobanie w tym kartonie. Nie tylko ona. No to udowadnia, że ma tytuł własności i śwjeży oddech.

Paczcie, to nowoczesna historia w obrazach. Lepsze niż czytanie kodeksów – prawo w obraskach. Żeby było poważniej, żem użył znaczków, co wyglądają jak Czykita, takie pokręcone, znaczy paragrafów. Komiczne.

§ 1. Zuzanna posiada karton:

P1020330.JPG

§ 2. Mały Bentley podważa jej prawo własności poprzez przyłażenie i się gapienie:

P1020333                                     P1020332P1020331

§ 3. Ostatecznie Zuzanna okazuje mu szczerbatą paszczę (zwraca uwagę brak kła)  i niezwykle świeży oddech i tak wygląda Zuzannowy tytuł własności:

P1020334.JPG

§ 4. Po okazaniu powyszszego czy coś tak, Bentley nie podważa już prawa Zuzanny do kartonu i idzie se gdzie indziej się ekscytować.

§ 5. Zuzanna korzysta se z prawa własności:

P1020335.JPG

Ja mam inne wyobrażenie o prawie, wjęc jak ja coś chce, to idę i paczę na kogoś, kto to ma. I każdy oddaje mje od razu tytuł własności do tego czegoś, bez gadania. Ale to już inny paragraf.

 

 

Morf w ogrodzie.

Kiedyś już było o ogrodnikowaniu, jak my z Kefirem wywalali donice. Dawno w cholerę, ale wracam do tematu, a jak kto chce pogrzebać w kuwecie pszeszłości, to zapraszam tu:

https://kefirimorfeusz.wordpress.com/2013/09/10/ogrodnikowanie-jest-trendy/

Anno domini 2018, znaczy TERAZ  żem się fspiął na lewel ekspert, bo to jest tera nadal trendy: ogrodnikować.

Jest w cholerę porad wszędzie, na szczęście Duzi opstawiają tradycyjne uprawy – dobra trawa do żarcia i rzygania, dobre kocimiętkowe zioło, sukulenty, co atak jądrowy wyczymają, skoro zimę i lato z Dużą wyczymały  i dżefko iglaste jako choinkę.

Ale zachciało im się mądrości. Duża postanowiła zakupić na kocim bazarku poradnik o kfjatach. Nie byle jaki – STARY – z 1956 roku, bo tam jest o kwiatach, co tera są niemodne a są ładne i nie wymyślone z kosmosu i genetyki.

Jak ja, też jestem ładny i niemodny jak te łubiny i malwy i floksy.

No i mądry ten poradnik i filozoficzny on jest. Nawet o starożytnych kfjatach było i że niejaki Piliniusz, co w cholerę czasu już nie żyje to powiedział, że kfjaty to uśmiech i radość rośliny. A potem autor dodał praktycznie, że jedna taczka obornika wystarcza na 10 m2 ogródka. Popracuję nad tym.

Duża się zachwyciła i już zasiała maciejkę i coś tam jeszcze komicznego a potem JA żem wyraził swoją opinię o kfjatach i w związku z tym widzicie, jak ksiąszki się suszą po moim wyrazie opinii. Żem obrzygał obje.

Duża ratowała i uratowała. Bo skąd się dowie o uprawianiu driakwi, sępoty pnącej i ogniślepka, no skąd?

A Czykita i tak kopie w zasiewach jak dzika locha. Czarno widzę zapach maciejki o zachodzie słońca.P1020337

Majówka – krótkie podsumowanie.

Krótkie, bo żem większość majówki przespał. Jak się obudziłem, to nie było Dużych i Matka Z. mje zabawiała. I spacerowała ze mną. Potem zasnąłem. Jakoś mi się pokleiły te dni w jedną git kulę spania i że Matka Z. mje drapała za uchem, było git ciepło i żem się wulkanizował.

Kiedyś se siedziałem, ziewnąłem i zauważyłem, że też pokracznej Czykity nie ma. Zasnąłem i nagle wleźli Duzi z walizami, znaczy u Babci i Dziadka w wJelkim mieście byli. Z Czykitą, co ma chorobę lokomotywną czy jakoś tak, znaczy rzyga w aucie. Rzyga jak kot. Duża prawie płakała a Duży nosił Czykitę na rękach wśród dżew  jak robili przystanki. W drodze do mJasta na K. dostała wielce poważny lek na rzyganie i on tyle naprawił, że się tylko śliniła.

No dobra, walizki i słoiki przytargali i jeszcze coś. To jest Bentley. Jak miał 3 tygodnie pogryzł go pies, potem 3 tygodnie był w tym domu nadal i niewiele się działo i teraz ma 3 miesiące i już nie ma domu, ma pieluchę i opiekę dobrych ludzi. I dobry humor, bo to gnojek jest, ona nawet z kupą po pachy mają dobrego humora. Zazdroszczę im. Duża też.

Sosnośląskie koty – to taka mała grupa i on jest o nich. Zobaczymy, jak będzie z gnojkiem, na razie JA jemu pozwalam wejść do kosza.

To jest on:

P1020281P1020312P1020313

Na ostatnim zdjęciu jestem JA i on. W koszu. Z dedykacją dla Cioci Od Kosza :).

Jak on przyjechał, to była połowa tej majówki. Potem żem znowu zwyczajowo se spał i mje się śniło, że widzę psa. A ty BYŁ pjes. O tym będzie niebawem.

A jak się czeba było ogarniać, że koniec majówkowania, to przyjechał kot, co ma wszystko – nogi, oczy, kuwetuje, chodzi, no git kot ale…. ma wjelką ranę. I tę ranę próbuje naprawiać od dawna bardzo i u nas też po to przyjechał – na zrobienie łaty na tą dziurę w kocie.

Se tak patrzę na to wszystko, to mje żal, że malce nie chodzą, Czykita pogięta na ciele i umyśle, Niuniek dziurawy. Ale z drugiej strony to jest też ważne, że KTOŚ je lubi, dba i chce o nie zawalczyć. Ja tam też pomagam. Na przykład pozwalam leżeć w koszu i nie spuszczam łomotu kotu. Mam swój honor, gnojka nie tukę. A niech tam, „miks norweskiego leśnego” – tak  ma napisane w papierach, prawie Książę Pan a kupę gubi.

Dodam tez, że sporo się sprząta dzięki niemu i często Czykita może zwalać pranie z suszarki, tak więc ona się cieszy, czego i Wam życzę.

26 stopni, to to ja rozumiem!

Czekałem kurde no pół roku. Po drodze orkany mje zdezelowały kosz. Jak już lód wyciekł ze szczontków kosza, jak Duża posprzątała, to nadal było w cholerę zimno.

Kosz wrócił, skąd przyszedł, znaczy na śmjetnik. Moje kosze są zawsze ze śmieci, bo ludzie wywalają takie na pranie – piękne ładne, tylko coś tam się ułamało i już wyrzucają, a ja mam wJelce dużo radości z tych koszy. Tylko one się psują zimą i od orkanów.

A tera w koszowej biedzie poratowała mje dobra Ciocia i PACZCIE, taką pakę dostałem:

P1190886P1190885

I znów było w cholerę zimno i w sumie dopiero teraz BALKONUJĘ! W nowym GIT koszu, on jest stabilny, mocny i chyba na huragany odporny. WYPAS! Niniejszym dziękuję Fszytskim, którzy mje koszową pomoc  oferowali!

A to ja i nie tylko ja w koszu:

To trzymajcie się ciepło!

 

Jak ukradliśmy miesiąc.

„Śmierdzi jej z pyska i nie je, to trzeba uśpić” tak się jedna pani wyraziła i uśpić i żeby nie płacić za to. „i tak zdechnie, jej matka tak miała i zdechła”.

To ją Fundacja Pręgowane i Skrzydlate wzięła pod te skrzydła swoje i leczyła ile się dało. I Duża pojechała w wjelką sobotę obczaić tę kicię i prezenty zawieźć. I poznała Malunią no i koniec – oczy jej się zaświeciły, „Babik, po prostu Babik” pomyślała i wzięła. Żem ją zobaczył i też pomyślałem „Baba z wściekłymi oczami” i że trza  się mjeć na baczności.

Ale to bardzo wymęczony Babik był i se raczej spał, trochu tuptał, czasem zapominał, gdzie jest, takie tam. I chora była strasznie na nerki. Se była, żebyście wiedzieli jakie smakołyki my mjeli dzięki niej, fszelkie saszetki z sosem, pasztety z jelenia!!!, sardynki, no Fszystko, nawet jajo od pszepiórki. Bo ona nie chciała jeść i trzeba było kusić.

A piła tylko wodę, jak w niej kostka lodu była. I pięknie mruczała.

Czasu się nie cofnie, to tak być musiało, że ona nam se poszła dokądś tam, gdzie nie ma chorych nerek.

Akurat minął miesiąc, jak ją wyrzucili, bo z pyska śmierdzi.  Tośmy razem z Pręgowane i Skrzydlate ukradli dla Maluniej miesiąc, że się grzała w słońcu i jadła te sardynki, czy co tam chciała.

Taki Babik.

Maliny i starość.

Duża miała wczoraj urodziny, ważna rzecz, ja żem się zachował ładnie i nie kaszlałem i mje wrócił wigor i zwyczajowy wku… w….   no wkurzałem się jak zwykle.

A Duża  dostała paczcie jaki tort od Matki Z!!!! Samodzielnie wyprodukowany powaga.

Mje tam nie zachwycajom jakoś za bardzo wypieki, ale Czykita była wniebowzięta, obczajała kuliste maliny kazała się posadzić na stole i wyżerała śmietanowe nadzienie.

Duża się zaś zachwyciła, bo paczcie, na torcie som koty! Dostała też kubki i skarpety z kotami, się wie.

Wjelce git! Sprawę popsuła trochę Czykita, bo chciała zdekonstrułować tort, ale jej zabrali.

P_20180413_190848P_20180413_190952

Ja żem zachowywał się najpoprawniej, jak się da i nawet dziś jestem niebywale milusi.

To był kawałek o malinach i trochu o starości Dużej ale tera będzie o prawdziwej starości, bo oprócz tortu to my dostali jeszcze dzień wcześniej wielkie pudło, znaczy klatkę, a w niej coś jakby prezent.

Popsuty Kacper lat 12 przyjechał do nas, bo mu nogi połamało i miednicę a weci opcieli mu kawałek kości ze stawu w tyłku i tera on musi se ten staw taki na niby zrobić z mięśni. Po to przyjechał.

Kurde, wiecie, on gada po mojemu, Duża sama mówiła „Kacper gada morfoidalnie”. Bo to wielki, stary i porządny kocur jest, co wjele widział i przeżył. I nie były to miłe przeżycia. Dlatego będę z nim się bratał mentalnie. Fajny gościu, śpi, je, kuwetuje i 3 x śpi, bo odpoczywa po tym życiu na wsi w patologii i po cierpieniu.

Obczajcie jego lepszą stronę, bo po drugiej ma łyse i poszyte wzdłuż i wszerz czy coś.

P_20180414_103358.jpg

Na razie musi być dużo w klatce, żeby się ładnie sklejał. On się nie gniewa, se wypoczywa, widać, że poczebuje tego.

No to tyle u mje. I mam ten git kosz, mam na balkonie ale mje jest ze starości za zimno na razie na ten balkon, kurde no. Taki się zrobiłem zmarznięty ale nic, czekam na upały, się wulkanizować będę, czego i Wam życzę.

Jak wyczekiwałem wiosny.

To było kurde nie do ogarnięcia. Zimno w cholerę. Jeden dzień słońce mje wyszło, Duża się zachowała porządnie i umyła mje balkon. Nie zdążyłem se nawet poleżeć jak – UWAGA – zaczął potem padać śnieg i zasypał okno.

Tego mje było za dużo. Rozregulowały się mi jelita do tego, szczegółów oszczędzę. Wkurzony obczajałem dziewki ślizgacze, jak się bawią a Czykita to nawet i na mróz poszła. Takie som przywileje młodości. Cieplejszy tyłek i gupota.

Po drodze był u nas kocur Antoni, co ziemniaków i chleba broni. Nic śmiesznego, tak go wygłodzili źli ludzie, że jadł Fszystko i z ziemniakiem uciekał i warczał.

Nogi popsute miał i ogona nie było. Ale gościu był równy chłop, za pięciu rozrabiał, jak urośnie będzie taki git jak ja. Pojechał szukać domu do Tabby Burasy i Spółka.

Oprócz walki z zimą to my walczyli o stałą kupę ślizgacza Kiwi. Szło jak to zimą – po grudzie ale Duża raduje się każdym bobkiem, szczęście łatwym jest na moje oko.

W końcu był poniedziałek świąteczny i zwyczajowo śnieg na dachu. A za dwa dni Duża prała letnie ciuchy, bo nie mjała co wdziać. Oszaleć można. Stabilność mje jest milsza, więc się wulkanizowałem na oknie i na łóżku.

A propos znaczy w związku z łóżkiem – obczajcie, jak my w starym składzie jeszcze się na starym łóżku grzejemy.

P_20180206_133531

Tera mam nowe, bo kanapa sprężyną zaatakowała mje Dużą i nastąpiła konieczność przemeblowania. Ja żem to zaakceptował a durne dziewki latają też zachwycone.

Z nowych rzeczy to mam jeszcze kosz, ale to jest sprawa na odrębną, znaczy osobą historię. A ze starych to mam na trochu jedną starą babę. A to już kurde temat na trylogię. Obiecuję, że z wiosną się ogarnę i nie bedę Was zaniedbywał, no.

To jest MOJE nowe łóżko. Idealnie się wpasowuje w plamy słońca, bo na balkonie to mje jeszcze za chłodno.

I zobaczyłem to łóżko i żem wiedział, że będzie dobre.

Tom na nim spoczął w plamie słońca i żem widział, że i to jest dobre.

To żem me strudzenie w plamie słońca złożył i jąłem wypoczywać.

 

P_20180410_115127

Czyli tak: jak wypocznę, ogarniam opowieść o nowym koszu i starej babie. A na razie to Fszystkiego słonecznego życzę.

 

 

 

Popsute uuuuu, wyrzucić?

Zajmę się tematem popsutości.  Różnie można to widzieć. Na przykład czasem moje jedno oko to jest taki defekt, że aż, a moja defekacja to uuu defekt w skali mega. Bo jestem trochu niekontynentny. Nieszczelny znaczy. A dla Dużej to nie są defekty.

Morfik kuleczka słodziutka – o tak do mje mówi.

Ale są felery większe i przez nie trudno o opiekę na przykład. Taka Czykita. Kiwi. Antoni.

Łączy ich to, że sami nie sikają. UUUUU popsute. I nie chcą się naprawić, bo człowiek skrzywdził, auto przejechało. I czasem nie daje się odzyskać Fszystkiego.

Kto takie zechce? Mało kto. Duża się martwi, że czasem nikt.

A jak tak pomyśleć mądrze i na spokojnie, to obczajcie:

jedyne co czeba z takim Antonim, to 3 razy dziennie wziąć go na ręce i nacisnąć pęcherz. To jest łatwe, można się naumieć raz raz. Wysikujemy się do kuwety, kibelka, na podkład, jak tam komu wygodniej. I tyle.

Coś jak wyjście z psem – też czeba regularnie ale nie czeba o 6 rano w listopadzie w deszcz wychodzić, se można w piżamie siknąć Antka czy Kiwi i nawet dalej spać, jak kto chce.

I tyle. Taki feler, mały a drogę zamyka do domu.

Czykita ma tak samo i Kiwi też. Zajmuje to nam z 10 minut dziennie i mamy trzy koty wysikane i już.

Czykita i Kiwi są podłogowe, suwają się, ale Antoni to kurde jest ponaddźwiękowy gUpek, jest wszędzie, skacze, kradnie bułki, no kurde zupę na kokosowym mleku ukradł ostatnio. Wesoły jest, trochu kuleje ale jemu nic nie przeszkadza, jak poczebuje na szafę wejść.

Tylko i aż to sikanie. Kurde no, trza je odczarować, chyba każę Dużej jaki filmik o tym zrobić, żebyście się nie bali i pokazywali innym, że to łatwe.

A tu nasze pacjenty z felerami. Ale z sercami i chęcią do kochania. No.