Mucha w paczce.

Dziś mje naszło, że tak jak kiedyś Czykita chciała zostać pizzą, o tu o tym było:

https://kefirimorfeusz.wordpress.com/2018/07/06/mozesz-byc-kim-chcesz/

to ja TEŻ mogę przecież chcieć kimś zostać. Analizowałem dUgo, ale wyszło, że nie dam rady, bo koty nie umią snuć sieci i być pająkami.

Dlaczego pająkami? Bo paczcie: siedzi se pająk na sieci, nałapie se much czy tam innego substytuta chrupek. Zakonserwuje w takich komicznych paczkach i se siedzi. Nic nie robi, tylko tę sieć robi i te muchy owija w paczki. I siedzi.

Mje się wydaje, że to git życie, ale naszło mje to nie po obserwacjach nabalkonowych. O nie. Tu mam słabe pająki.

Duża odkryła specjalnego fajnego pająka, co robi jakby namiot z sieci, pająk  jest wjelki i czarny jak ja i se siedzi w tym jakby namiocie i jak zgłodnieje, se paczkę z muchą otworzy.

Kurde no, zafascynowałem się i mam nadzieję, że jak kiedy tam będę reinkarnował, to jako ten oto pająk, co żyje se na Maderze. Cyrtophora citricola, maderski pająk, co pakuje muchy w paczki. Ehhh…. a mi żałują już cukierasów. Dobrze, że choć paczkę z serem dziś ukradłem.

Obczajcie (kliknijcie zdjęcie) – tent web spider, jak go po angielsku zwą, no i jego namioty i paczki.

Obiecuję jeszcze coś o dalekim kraju napisać. Czekajcie.

Reklamy

Jestem!

A poza tym, że jestem, to mam urodziny. Takie domowe, bo dziś mija 9 lat, jak żem pociągiem przyjechał z Łodzi i tu żem zamieszkał.

Można w cholerę długo gadać, jak było, jaki byłem, jak żem miał kumpla Kefira i parę bab do kumplowania. Jak ważyłem mało, potem dużo, teraz tak sobie. Lata lecą nieubłaganie, jak chrupy z wora rozdartego. Ale w sumie to nie mam się co uskarżać, łapę na Zuzannę podnoszę regularnie, wczoraj na przykład nawet żem ją pogonił w cholerę. Kąsam, jak mje kto wkurza, lubię se pojeść dobrego i popić coś z kubka Dużej.

Nie będę się rozkręcał z Fspomnieniami, bo tego mam w cholerę, ale paczcie – dostałem cukierasy od Matki Zastępczej i mam piękny obraz z wyznaniem uczucia do mje. I love Morf. Piękna sprawa, dziękuję cioci FEluni. No.

Jak kto chce składać życzenia, to raz raz, bo chyba mje się spać chce. A w zanadrzu, znaczy zara niebawem już, to mam parę git opowieści, o dalekim kraju, o reinkarnowaniu i moim do tego podejściu, tak więc obczajajcie regularnie.

A to ja dziś, w moje dziewiąte domowe a chyba tak z 16 albo i większe normalne urodziny.

IMG_7818

 

Czekajcie i chrupcie.

Postanowiłem se powypoczywać, bo to jest na pewno odmienne od tego, co normalnie robię, że leżę w plamie słońca i śpię.

Obczajam se, czy naprawdę wypoczywanie jest inne.

Dlatego poczekajcie na mje, ak kto się nudzi, to proszę – to jest maszyna do popkornu,

robi popkorn hałaśliwie, ale za to bez soli i tuszczu. Coś dla Zuzanny.

Jak pochrupiecie, to ja wypocznę i wrócę.

P1200054

Są dni ważne. I bardzo ważne.

21 lipca 2008 roku, żem jeszcze był w łódzkich śmjetnikach  chyba, a do Dużej wprowadził się KEFIR.

10 lat. Szmat czasu. Bym chciał przypomnieć, że bez niego nie było mje, na 100% by mje nie było.

A najśmieszniejsze jest to, że jak Kefir był w ogłoszeniach, taki chory, paskudny i bez łapy, taki czarny, i taki nierynkowy, to Duża wciąż myślała, że ktoś jom ubiegnie i Kefira zabierze do domu do siebie, wciśnie się do fundacji po niego z wrzaskiem, jak tłum w markecie do nowej kasy.

Naprawdę, myślała, że stoi kolejka po niego, bo taaaaki śliczny i taaaaki słodki.

Nie stała.

Duża była jedyną chyba, co chciała go wziomć. Śmierdział ropą, zęby chore, chudy był i mjał smutne oczy. Fundacja mu pomogła ale leczyć się musiał jeszcze długo.

Wiecie, on się nie umiał niczym bawić, taki był trochę smutny. No się wie, JA żem przyszedł za rok, to żem go rozweselił, aż kłaki latały, ale to temat na innom opowieść.

Razem żeśmy byli parę lat. Tukliśmy się. Ale czymaliśmy się razem, Bez niego, jak on zniknął i jego śmietanki, to żem chciał zamknąć tego bloga w cholerę.

Bo jak – tak bez Kefira.

Każdemu życzę, żeby spotkał na swojej drodze takiego kota, psa, człowieka, kogoś tam. Kto będzie git i postawi życie na właściwe tory.

No.

 

DSC04851

 

Nieumiarkowanie i piratowanie.

Obczajcie, jak Czykita jest nieumiarkowana, coś strasznego.

Ma JEDEN krzywy zad a poczebuje DWÓCH legowisk, taka śmjetnikowa Czykita pokręcona, a taka rozpustna i nie umie się podzielić.

Już żem chciał jej wtłuc z tej okazji, żeby się zmiarkowała w nieumiarkowaniu, ale się okazało, że ona się bawi w piratów, że niby przejmuje wrogi okręt i dokonuje abordaża, znaczy wali w okręt bokiem i przesadza zad na drugi pokład.

Nie wjem, skąd u niej tyle wiadomości o piratowaniu ale na wrogim okręcie znalazła kiedyś skarby i kosztowności, w tym śmjerdzące piłki i zatyczkę od uszów.

Warto było ryzykować.

https://drive.google.com/open?id=1LzHa7oOIN-w7tEqqbLekUdrbjg1WPrX8

Możesz być kim chcesz.

Się nie ograniczaj, se dąż do marzeń i bądź sobą, se wyznaczaj swoje cele i kreuj swój świat i jeszcze kto to doceni i powie jakie to różnorodne i jakże wspaniałe.

Oczywiście w świecie ludzi to jest pusta gadka, jak moja miska nad ranem.

W świecie ludzi ceni się takąsamość, znaczy pasowanie do szablonu, pokazują to na przykład reklamy, bo jak jeden gupi baton ma być dla każdego wyjątkowy? Albo auto, co jest ich setki tysięcy a niby to jedno jest „specjalnie dla ciebie”, głupoty i tyle. A spróbuj se być sobą, to zobaczysz, jak z szablonu wylecisz z hukiem.

Żem to Czykicie tłumaczył, żeby nie przeginała, bo śwjat jest trudny ale ona wymarzyła sobie być pizzą.

Znalazła karton, co był po czym innym, ale jej się w marzenia wpasował.

P1190988

Potem się wdrapała na tyłku do kartonu i rozmyślała, czy jest pizzą z brokułem czy ze szynkom. A potem se zdała sprawę, że nie jest płaska i nie da się zamknąć ale Czykita nie rezygnuje z marzeń i nie ogranicza jom bycie kotem.

Nadal pracuje nad byciem pizzą i mje mówi, że to ja mam ograniczone szablonem widzenie śwjata i że ona jest już pizzom. Cały dzień poświęciła na spełnianie marzenia i nie dała se odebrać planu i kartonu.

Ta to umi walczyć, no nie? Obczajcie film o spełnianiu marzeń.

https://drive.google.com/open?id=1jJ5tnSZ5szibRVuzO1-jI4r0bMO8WKxg

Aha, fundacja od Czykity czyli Tabby Burasy i Spółka też ma marzenie – własny dom dla kotów.

Jakby kto zamiast na kawałek pizzy, na ten dom piątaka dał, byłoby bliżej do marzenia. Tu jest zbiórka:

https://www.ratujemyzwierzaki.pl/kdsikociarnia

 

 

 

Odkrywanie codzienności.

Dziś będzie o tym, że można szukać małych cuduf wokół siebie, w swoim otoczeniu i jak się rozejrzysz wkoło łba swojego to tam som te cuda. Brzmi jak z gUpiego poradnika typu „jak nie mając rąk znaleźć szczęście w kuble na śmieci”, ale coś w tym jest.

Jakbym Wam zalecał zachwycać się codziennościom, że się na pszykład kończą cukierasy, cudami  pogody (szlag mje trafił, słońca w plamach nie ma), uśmiechami przechodniów (zwykle z kogoś a nie do kogoś) czy coś to mi dajcie wjęcej kapsuł na głowę. Na razie mje jedna wystarcza i mam zdrowy ogląd sprawy i nie wydalam kału z tęczą ani nią nie wymiotuję. Przedkładam trawę.

Ale odkryłem coś w mojej codzienności, co mje zachwyciło jak szczebiot ptasząt (heheh on zachwyca Zuzannę, krwią jej oczy zachodzą).

Był se koszyk do spania dla małego psa czy kota. Duży ze czy lata temu kupił na jarmarku. I NIKT go nie tknął, Duża czymała w nim podkłady i pieluchy, bo atrakcyjniej się prezentował niż plastik.

Aż pewnego dnia JA żem go odkrył na nowo, jak śwjat po burzy mje on wypiękniał w moim oku, ten kosz. I paczcie, żem się ułożył, potem Duża te podkłady zabrała i tera MAM zachwyt w codzienności.  Na trochu, bo mje się rzeczy nudzą.

Inkontynencja i sprawy podobne.

Żem się spocił na poduszkach łap od samego pisania tego słowa. Ale dobra, dziś będzie o niespodziankach fizjologicznych, czyli co jest, jak ktoś ma dupsko nieszczelne.

Duża jakoś miała ostatnio głowę nieszczelną, pomysły jej wylatywały z głowy, dlatego mje tu długo nie było. Poza tym latała za inkontynentnymi kotami. Znaczy za takimi, co mają problem z kuwetowaniem.

Dzielimy je z grubsza na takie rodzaje:

  • trochu jak Czykita, czyli czeba odsikać ją a kupę se zgubi sama i bez pieluch lata,
  • trochu jak mały gnom Szatan, co Fszystko sam gubił i pielucha była mu niezbędna,
  • trochu jak ja, znaczy kuwetuję, ale coś tam gubię ale no nie, jaka pielucha, co Wy,
  • są jeszcze typy pośrednie.

Czemu poruszam te cieknące sprawy? Bo określenie „korzysta z kuwety” to jest plus wjelki i jak ktoś ma z tym problem, to jest skreślony często i domu nie znajdzie.

Po pierwsze: każdemu się może zdarzyć wpadka, każdy może być chory na pęcherz, czy bać się czegoś i nasikać w kąt albo w łóżko. To czeba mieć w pamięci, kot to nie pluszak kurczę no.

A jak kot jest jak taka Czykita na przykład, to najpierw trzeba wziąć głęboki oddech i se porządnie przeanalizować, czy się da radę, czy nie. I jak dom wygląda. Czy jest czykitodostępny, bo ona tylko na podłodze bytuje.

A nie od razu uciekać przed nią. Wiecie, ktoś ją kiedyś nazwał, że to hospicyjny czy jakiś paliatywny kot. Po trzeba odsikiwać. Dobrze, że ona nie słyszała i że by i tak nie zrozumiała, bo jest gUpia i poluje na owady. Byłoby jej przykro, bo jest pełna życia (raczej wrzasku) i wesoła (znaczy gUpkowata).

Jak to z tym wysikiwaniem jest na przykładzie pokracznej Czykity: bierze się ją trzy razy dziennie na podkład i masuje a ona się drze i sika. Wyciera się pupę kawałkiem ręcznika papierowego i mamy pustą Czykitę, co z wrzaskiem leci obczajać balkon. Podkład to tniemy na dwie albo trzy części i jest wjelce oszczędnie.

W sumie to jakby my psa mieli – czeba iść ze trzy razy na spacer i tyle. A tu można Czykitę odsikać nawet w piżamie.

Nie chcę nikogo namawiać, że niby to proste i dla każdego, na pewno nie. Ale weźcie no nie demonizujcie tych niekuwetowych czy tam coś. Aha i warto przy takim dywanów nie mieć, bo po co nerwy jak się co przydarzy, a Wam perski kobjerzec zaśmierdnie.

My mamy super eleganckie podpupniki, co się łatwo piorą i jest git.  Trochę pokracznej Czykity dla Was. I obiecuję ogarnąć DUżą, żeby była kontynentna w pomysły. No.

Robimy rzeźbę.

Czas bikini się zbliża nieubła… nieóbła.. znaczy już Fkrótce będzie. Ludzie dostają obłędu i pchają te zimowe tUstości w stare kostiumy i się im wylewa.

Jest ratunek. Fitnes, znaczy ćwiczenia, aż się spocisz i dyszysz.  I nie wolno cukierasów jeść, tylko się pocić, machać nogami, dyszeć i głodzić.

Zuzanna se wzięła do serca wyzwanie bikini i postawiła na steper, coby rzeźbić dupsko.

Mje się podoba jej kreatywne podejście, pełne wykorzystanie możliwości stepera i zajadłość w ćwiczeniu zadu.

Obczajcie, specjalny, wyjątkowy program Zuzanny, efekty som jakie som, obczajcie Zuzannę!

Krok pjerwszy: wczołgaj się na steper, odpocznij

P1020395

Krok drugi: półobroty na steperze

Krok czeci: rzeźbimy uda:

P1020398

A Czykita robi trening na podłodze, też skuteczny i z przyrządami

P1020397

Podejmujecie wyzwanie?

Tytuł własności.

Znaczy JAK udowodnić, że coś jest Twoje. Czeba mjeć tytuł własności.

I teraz tak: Zuzanna ma karton po pieluchach ze sklepu na L. Znajduje upodobanie w tym kartonie. Nie tylko ona. No to udowadnia, że ma tytuł własności i śwjeży oddech.

Paczcie, to nowoczesna historia w obrazach. Lepsze niż czytanie kodeksów – prawo w obraskach. Żeby było poważniej, żem użył znaczków, co wyglądają jak Czykita, takie pokręcone, znaczy paragrafów. Komiczne.

§ 1. Zuzanna posiada karton:

P1020330.JPG

§ 2. Mały Bentley podważa jej prawo własności poprzez przyłażenie i się gapienie:

P1020333                                     P1020332P1020331

§ 3. Ostatecznie Zuzanna okazuje mu szczerbatą paszczę (zwraca uwagę brak kła)  i niezwykle świeży oddech i tak wygląda Zuzannowy tytuł własności:

P1020334.JPG

§ 4. Po okazaniu powyszszego czy coś tak, Bentley nie podważa już prawa Zuzanny do kartonu i idzie se gdzie indziej się ekscytować.

§ 5. Zuzanna korzysta se z prawa własności:

P1020335.JPG

Ja mam inne wyobrażenie o prawie, wjęc jak ja coś chce, to idę i paczę na kogoś, kto to ma. I każdy oddaje mje od razu tytuł własności do tego czegoś, bez gadania. Ale to już inny paragraf.