Niedziela kiedy cały świat wszczymał oddech.

Opowiem od początku. Było jeszcze lato i my się cieszyli słońcem i żarciem trawy. Baba wyła na głos dniem i nocą.

My, a ja w szczególności, wulkanizowaliśmy się na balkonie a Baba wyła i paczała w ścianę. Zamieszkała na szafie w kuchni. Sikała tam i spała. Tam jadła i miała potem kuwetę, bo inaczej w szafę lała.

I wyła nocami. A jak Duża do niej po krześle na szafę właziła to Baba jej nie poznawała i się bała okropnie. Oczami się bała i kurczyła się w kącie. Strasznie trochę, no nie?

Zabrali Babę do lekarza i się okazało, że ona taka okropna z wierzchu ma całkiem zdrowy środek jak od młodszego kota.

I dalej wyła do ściany. Leki dostawała – nie działy. Potem inne dostała. I suplement na stary łeb.

Minął miesiąc i wyła jakby mniej ale z szafy nie złaziła wcale. Duża liczyła tabletki i jej wyszło jakieś 40 dni brania i wtedy Baba zeszła z szafek na blat. Raz.

Potem znów. Potem na blat zeszła z lodówki kuweta. Dobre to było, bo wcześniej w lodówce w cholerę żwirku my mjeli, komiczna sprawa.

Minął tydzień i widziano Babę na stole, jak pozierała na pokoje. I znów minęło coś tam czasu i zlazła Baba na podłogę i udała się spać do łóżka. Na trochę. Potem uciekła na szafę.  Aż do pamiętnej niedzieli, co świat wszczymał oddech a  Baba wtedy zlazła z szafy i przespała noc w łóżku i se łaziła po domu. Nie wyje. Trochu się jej łeb naprawił.

Ale wjecie, jak nie wodnista biegunka to przemarsz formacji militarnych, wjenc Baba przestała jeść – znaczy pysk ją boli i zęby w nim. Pan wet jej od ręki i na poczekaniu trzy zęby wyrwał i tera jest pewne, że jej tylko trzy zostały kły i że ma chorą gębę w środku ale jak je, to jest git. Duża się przeraziła, że po tym rwaniu się Baba znów relokuje na szafkę, ale na razie jest pokojowa a nie szafowa.

Się uprasza w Dzień Czarnego Kota, znaczy MÓJ pomyśleć o Babie ciepło.

Reklamy

z okazji wJelkiego święta. Celinka.

Dziś dzień zwierząt. Powinno być tak, że święto nie jest potrzebne, bo jest spokój, zdrowie i opieka zafsze.

Ale jednak świat jest paskudny i taki dzień świąteczny powinien przypomnieć, że kurde jest w cholerę do zrobienia.

Pomijam tera moje straszliwe potrzeby pożerania chrupek dla kocich bebisiów  i spacerów o 23 w nocy i że MUSZĘ mieć swoją poduszkę w łóżku. Moją milusią podusię.

Mówię o rzeczach paskudnych, co ich nie powinno być.

Niechciane kocie i psie malce, ludzie, co maltretują nas. Cyrki ze zwierzętami. Laboratorja i inne takie testy straszne, co często do niczego nie służą. Psy na łańcuchu albo w kojcu latami krążą jak roboty. Koty przymarzające do betonu. Straszne „hodowle” psów, kotów, świń, krów… Konie, co na mięso idą a są ciężarne, coby więcej ważyły.

Dla nich niech się zdarzy śfjęto. Niech się świat zmieni. Od jednej małej rzeczy nawet się zmienia. Od sterylki wioskowej kotki. Od znalezienia domu dla szczeniaka z ulicy. A do tego olejcie cyrki i kosmetyki i jedzenie nadziane cierpieniem zwierzaków. Może kto jeszcze co innego wymyśli?

Pacjentka Czykita się pyta za pomocą słodkiej minki: co TY zrobiłaś/eś dziś dla zwierzaków, hę?

IMG_5837

U nas zaś chuda, smutna i kiwaczkowa Celinka. Może dla niej znajdzie się dom? Jest fajna, 100 % kuwetkowa, prawie zdrowa, trochu smarka. Nie słyszy nic ale widzi i fakt – trochu się kiwa jak chodzi. Ale chodzi i się nawet zaczyna bawić, bo ona dzieciństwo nieco zgubiła. Czemu się kiwa? Może przechorowała coś jak w brzuchu matki była. I ktoś mówił, że ludzie ją kopali.

Bardzo potrzebny dom, ona ma ledwo 2-3 miesiące i jest miła i mruczy!

Jakby ktoś mógł – rozgłaszajcie proszę, Duża Fszystko o niej opowie i doradzi. 

 

Udanego świętowania!

Rosół.

Niedziela, my chcieli się wpasować w klimat i mjeć rosół, taką zwyczajową niedzielną zupę na kościach i żeby mjęso ukraść z kury na przykład.

Rosół jest wyznacznikiem niedzielności w niektórych obszarach społeczności i my oczekiwali, że do nas on kiedyś też zawita. Szanse nędzne były ale nadzieja umiera na końcu.

I stało się! Duża była chora i smarkała i takie tam a wiadomo – rosół jest pantaceum na wszystko i zawsze.

Matka Zastępcza mówi: przyniosę rosół.

Mje się oko zaświeciło, że kurę se wyciągnę z niego.

I pojawił się wjelki słój w rękach Matki Z.

Gorący słój….. W nim ROSÓŁ i marchefka. I woreczek z pietruszką obok dla ozdobności rosołu. Paczcie:

P1190447

I wtedy się okazało. Mogłem przypuszczać – znam Matkę Z. i swoją Dużą.

WEGAŃSKI rosół. Moje obrzydzenie widać w oku na fotach na końcu.

Zuzanna jeszcze wjerzyła w prawdziwość rosołu ale zara i ona się przekonała, że to nie kości tylko pietruszka.

No i taka niedziela pod znakiem marzeń, co umarły jak nadzieja na rosół.

Tyle, że Duża ozdrowiała po rosole raz raz  a Duży se kupił kurę sam i nam Fszystkim dał.

I fotorelacja z obczajania wegańskiego rosoła:

 

 

Jak wszedłem w jesień.

Normalnie. Na balkonie bawiłem się w rozczomsacz obornika, potem to sprzątali.

Potem dostałem wielką paczkę leków na starą głowę a w tym leku mam nawet wyciąg z czegoś tam, co Duża ma w czerwonym winie i to pomaga na stary łeb.

Także moim okiem pacząc to jesień zapowiada się całkiem git.

Duża pragnie zaczymać lato i kupiła to. Summer edyszyn. Bez komentarza.

P1190439

Lepiej by wino se kupiła, skoro tak dobrze na mje ma działać ten resweratol czy coś. Czymajcie się ciepło.

Po czym poznajemy, że Rudy zdrowieje.

Po tym:

P1190438

Rudy zachorował. Normalnie NIKT nie wie, na co. Tylko i aż mjał gorączkę bardzo brzydką. Baliżeśmy się o niego, bo to małe takie, łatwo się psuje.

No i nic innego – tylko temperatura w tyłku mierzona za wysoka. Nie kichał, nie smarkał, nie sr… , znaczy no wiecie o co biega.

Leżał, nie jadł i był ciepły za bardzo. Był, pewnie, że był u weta. I mu się podobało, mruczał z termometrem w tyłku, co oznacza, że go oszałamjała ta gorączka. Leki brał.

I dziś już się darł, że głodny i tę myszkę wykończył i zielone flaki jej wypruł. Chyba będzie dobrze, no nie?

Od tego chorowania poszły w cholerę postępy w chodzeniu, bo słaby się zrobił i się przewraca. Ale musi mu siła wrócić. Musi.

Na pewno dziad rośnie – tak z pół kilo u nas przybrał i wygląda już jak kocur trochu a nie klops. Niech się naprawia.

W cholerę myszy jest do wyprucia, no nie? Warto żyć. To ja pójdę walnę Zuzannie z liścia, bo mje wąchała jak spałem. I myślcie ciepło o Rudym.

 

jakby nigdy nic…

…wracam z wieściami, bo mje nie było.

Ale wiecie, nie mam za bardzo nic do robienia se jaj. Mje jakoś ponuro się zrobiło i żem jesień i starość swoją i Baby poczuł. O Babie będzie później.

Malce mamy: są popsute, czasem bardzo, smutno paczeć, jak im dzieciństwo ukradł zły los. Wypadek z okna albo jaka wada od urodzenia. I nie wiadomo co będzie dalej. Mje nachodzą myśli takie syfiate jak zasra..a kuweta, smutne że aż.

Ale też kurde no – one się bawią z tymi swoimi nogami popsutymi i mają to gdzieś. Te nogi. I że z tyłka kapie. Duża naprawia ile się da, ale kotki zagadki to trudny temat.

W sumie wiecie co – jak żem się Wami podzielił tym moim myśleniem, to mje olśniło. Mje też kapie. Z tyłka. I nogi mam nie takie jak trzeba  i nie umjem już skakać na różne rzeczy.

A jest wcale git.

Paczcie, to prawda, że jak się smutkiem podzielisz, to on, ten smutek się maleńki robi i znika.

To ja się podzielę też trochu radością, bo ona od dzielenia się to większa się robi. Obczajcie te malce, cholera tam z tym, że nie wiadomo co im jest i co będzie.  Paczcie, jakie klopsy komiczne: Czykita czy tam Chiquita i Stuart. Tadam, paczcie:

Stuart pomaga Dużej robić bazarek na koty z Wjelkiego miasta:

IMG_5814

a Czykita jest słodka jak porcelanowa figurka, ale to zmyłka, cwana jest!

IMG_5902

a tu są razem:

P1190420

a tu osobno emanujom słodyczą:

P1190415

IMG_5822

Podobało się? Trzymajcie kciuki za ich nóżki i pęcherze i jelita i Fszystko.

Wykwintny dizajn i eleganckie wykonanie.

Zachwyci każdego kota.

Tak pisze w opisie. I dalej:

Mruczki nie oprą się najlepszej egipskiej przędzy bawełnianej i palecie kojących duszę barw. 

Całości dopełnia zaskakujący kształt prostokąta, nawiązujący do tak lubianych przez koty kartonów.

Ja pierniczę, to nie jest koniec, obczajcie:

Każdy kot jest indywidualnością, dlatego doceni możliwość samodzielnego komponowania i kształtowania przestrzeni legowiska.

Bardzo praktyczny jest uchwyt, łudząco podobny do tego do zawieszania na haczyku, ale chodzi o kocią zabawę i miejsce do zaczepiania pazurków. Spod legowiska wystaje kusząco metka ze składem i namawia do wielogodzinnych polowań, które zakończy drzemka na niebiańskiej poduszce.

 

Hehe wrobiłżem Was!!!! To Duża napisała ten opis a on traktuje o ręcznikach, co je zrzuca z suszarki pacjent Połek i robi to nieustannie co pjęć minut.

I za nic ma mjętkie poduchy i budki i koce.  I dla niego niebjańska poducha to dwa frotowe niebieskie ręczniki ze sklepu z meblami na I.

I tyle. A opis mje się widzi, trzeba zachować, może go shandluję do jakiejś podusi dla kotów i będę mjał na cukierasy.

Tak to wygląda co chwilę:

P1190408

Chłopy – znaczy my – i miłość.

Dziś Wam opowiem jak MY, znaczy chłopy, pokazujemy miłość.

Jest wjele nieporozumień jak chodzi o pokazywanie uczuć. Na przykład – ja macham ogonem = odejdź albo bendzie antybiotyk w ruchu.

Pies macha ogonem – zostań i się będziemy kumplować.

I tak samo bywa mjędzy babami i chłopami. Tera Wam zacytuję, jak Duży tUstej Zuzannie mówił, że ją kocha wjelce.

Było tak: przyjechali Duzi tymczasowi Juliana. Go zabrać do siebie. No i Zuzanna jak zawsze zabrała tUsty tyłek i się chowała wjelce przestrachana.

Jak pojechali, to Duży uspokajał Zuzannę wjelce romantycznie po mojemu:

„Zuzannko, nie bój się, ty jesteś nasza tak na zafsze, do końca.”

Tera mój komentarz – Duża do tego momentu słuchała zachwycona.

A potem „Zuzanko, do końca samego, aż do pudełka na buty”.

Duża się zamyśliła….

I dalej „A może zrobimy z Ciebie diamencik?”

No i co kurde, to wjelce romantyczne fszystko, że Zuzanna jest księżniczka i takie tam i komuś się nie podoba?

Tytanik wymięka przy tym. Mje się tak widzi.

 

a to Zuzanka.

P1190197

Szaleństwa Panny Baby M.

Jak wiecie, Baba jest metuzalemowa i nietuzinkowa czy jakoś tak. Nie jest na pewno tuzinkowa, bo jest jedna a tuzin to 12. Dwunastu bab bym nie zniósł.

Ale do rem ad rem i po kolei.

Był konkurs Schroniska Na Paluchu „Po co Ci stary pies, po co Ci stary kot”. Duża uznała za stosowne zgłosić Babę, bo ona (Baba) jest z Palucha. No i zgłosiła i o głosy na Babę prosiła.

Paczcie Państwo, Baba wygrała w kategorii kociej. I jak nam listonosz przytargał te zdobycze z wygranej, to mje się oko wybałuszyło, jakie GIT dobra.

Ten drapak mje ucieszył, bo my takie lubimy a nasz już dogrywa czy tam dogorywa, znaczy odchodzi z tego padoła. Małym drapakiem się z malcami podzielimy. Piękne dary.

Zuzanna też je docenia. Tylko Baba nie okazuje entuzjazmu, bo jest zajęta mieszkaniem na szafie i darciem się w nocy. My jej dajemy perełki magiczne na bycie starym i upierdliwym. Czekamy niecierpliwie na efekty i ciszę w domu.

Ale i tak gratulujemy Babie, dziękujemy Wolontariuszom ze schronu. Duża nie chce oddać kubeczka. Nikomu.

To nasza, znaczy Baby wygrana i jak Zuzanna z niej korzysta.

WP_20170820_009

P1190346