ZMIANY, zmiany!

Trza iść z duchem czasu. Zauważyłem, że mam tu już mało mjejsca na foty i ogólnie ciasno mi się robi jak dużej w spodniach z ubiegłego roku.

To żem coś zmienił i od teraz zaraz będę publikował tu:

http://www.blog.bandatrojga.pl

Obczajajcie od niebawem, a może nawet od już.

Nie ma strachu, archiwa nie zginą, tam je też wgram, jak ktoś lubi se podróżować do tyłu w czasie.

Mam już tam, na nowym, git niespodziankę ciekawą.

No to wpisujcie do ulubionych nowy link!

 

Reklamy

Najlepszy prezent.

Się działo, raczej słabo się działo, choroby kocie były i takie tam problemy. Ja bym może i znalazł jakiś promyk słońca w tym Fszystkim i Wam bym opisał, ale sam żem chorował.

Było kiepsko, jak to ze mną czasem, trochę starości, trochę chorych jelit, trochę nogi bolą. No i jak żem strasznie z jelitami się zmagał, żem nie spał z Dużą i nie odzywałem się wcale, to już panikowali. W nocy mje Duża obczajała, ja żem spał, ona mi głowę podniosła, mje łeb opadł, ona znowu to samo i spanikowała, że nie żyję. Żyłem i żyję, tylko spałem wjelce mocno. I byłem wielce nieszczelny w różnych kolorach.

Ciągły się te problemy, było strasznie dużo sprzątania i namawiania mje, żebym cokolwiek zjadł.

Aż pewnego dnia żem przemówił rano cicho „njjjjja” i Duży się ucieszył. Chciałem na spacer, też się ucieszył. I za jakie dwa dni już się darłem zwyczajowo i byłem upierdliwy a Mikołaj przyniósł Dużym prezent.

Nie pokażę.

Ale Duży to opisał i zostawił na lodówce. Ten opis pokażę.

 

P1210104

To HoHoHO udanych prezentów i mam nadzieję, że o mje pamiętaliście.

 

Chwiejny krok i mętny wzrok.

Jak w tytule, takie są uroki bycia starym dziadem. Mje się już zdarzyło nie wskoczyć na coś, albo żem lazł po stole i spadłem, tak sam z siebie. Zkonfundowałem się czy jakoś tak, znaczy gupio mi było i walnąłem Zuzannę. Wzrok mam w sumie ostry i przenikliwy, ale nie o mnie ten tytuł.

To jest o Owcy. Jest to żywa skamielina, ale wielce fotogeniczna, Duża na zdjęciach nie widziała, że to stara baba. Poważnie, modelka normalnie w czerni.

Ale jak już przyjechała, to oczy takie mętne i takie strasznie puste miała, jakby nie widziała, albo nie chciała już niczego widzieć. Mje takie oczy przestraszają, tak paczą koty, co idą za Tęczowy Most. Ale nic, baba obsyczała mje i walnęła z liścia, znaczy żywa jest i widzi oczami, w co wali.

Jak mje przywaliła, to się obaliła. Na tyłek, bo ona chodzić nie chciała, z bólu, nogi się bujają jak z gumy, łazi na stopie, nie na palcach, jak kot i się obala. Czemu?

Bo jej kręgosłup jest gorszy niż mój i Kefira razem wzięte, Duża na komórce fotę widziała i mówi, że może nie tak źle, ale na komputerze – makabrycznie popsute kręgi ze starości i do tego od urazu starego też. To i ją boli, cała w filcu była, paczcie, zdjęcie jest od Animal Security.

38712029_1925055964224981_1834323310272315392_n

No i taka zła, obolała, potem obstrzyżona, se siedziała w fundacji. A do nas przyjechała nie tyle się naprawić, bo się kręgosłupa nie da odnowić ale da się uspokoić ból. To na pewno. No to Owca zażywa rehabilitacji, a w przerwach je duuużo, w tym mięcha i wydala.

Potem śpi. Ma własną kuwetę, żeby bliżej miała. Mje się to bardzo spodobało i też tam żem jej lał, ale ona mi za to przylała tak, że już wolę pójść dalej do swojej kuwety.

Raz na jakiś czas wyłazi z pokoju i lezie gdzieś. Obczaja nas, poleży i wraca. Je, rehabilituje się, śpi i wydala.

Chrapie, ostatnio nawet na plecach brzuchem do góry spała. Ma ze 20 lat, mówią. No to niech się od boleści uwolni, bo jak przyjechała, to strach był paczać, jak kroki robiła chwiejnie i się obalała.

Wiemy – szału nie będzie, nie pobiegnie, nie wskoczy nigdzie. Ale będzie zgryźliwą babą, co se tupta i śpi w ulubionej budce. Ludzi nie bardzo lubi, ale toleruje, ostatnio nie buczy, jak ją za uchem gładzić. Koty obczaja, ale na dystans trzyma, lubi jeść i miękko pod dupskiem mieć. No i git.

Jakby kto mimo wszystko ją pokochał – to jest w Poznaniu pod opieką Animal Security. Można też im pomóc piątakiem.

A tera paczcie, jak Owca chodzi po pięciu dniach rehabilitowania się.

https://drive.google.com/open?id=15O2ar76Ak511IYUVGavmgGV7jiv0K_9v

i jak się bawi czasem, choć zmysły to ma tępe, zawiesza się nieco, ledwo słyszy i węch słaby. Ta mysza jednak śmierdzi odmładzająco (wiem, gdzie ją zdobyć!). Obczajcie:

https://drive.google.com/open?id=1WyZoVvHJOo2K7iNW3LEowCoaAe76hKK1

Jako stary dziad jestem zdania, że żywym skamielinom cza dać szansę i pomoc. Jak ktoś ma wątpliwości to uprzejmie przypominam, że też będziecie tacy hehe jak ja i Owca, będziecie kwękać wstając, dyszeć na schodach i masować kolana. No. Każdemu się należy, żeby nie bolało.

Aha, Owca ma też już lepsze oczy.

 

 

 

 

Cukieras albo Carmen.

Halloween czy jakoś tak, mje się zawsze widziało to święto, można bezkarnie chcieć cukierasy.  Jak Wam się chce, to obczajcie moje helołinowe wpisy z innych lat, na przykład:

https://kefirimorfeusz.wordpress.com/2013/10/

https://kefirimorfeusz.wordpress.com/2015/10/31/saszetka-albo-bobek/

Miewaliśmy zwykle te helołiny z jakimiś gnojkami, mniej i bardziej popsutymi.

No to że tradycja ponad Fszytsko i cza pielęgnować jom, to mam na te dyniowe święta też coś.

CARMEN.

Się suwa, nie chodzi, kocha żółtom piłkę i namiot, co szeleści. Tłucze się z Czykitą, strasznie jest żarłoczna, kocha ludziów, mruczy nawet u weta, bo som ludzie, mje się nie boi, się przytula.

Zdrowa jest ale…… no albo się ją wysika, albo się sama posika, ale na pewno nie jest kuwetowa. Trzeba ją pomasować, to sika i wtedy pieluch nie potrzeba. Teraz ma chory pęcherz, to ma problem i posikuje, ale już się leczy i bierze tablety. A jak to grzecznie robi! Aha, ma tak z pół roku i czeba ją sterylizować za czas jakiś. Ale kocha… i szuka…

https://www.olx.pl/oferta/carmen-CID103-IDvZLow.html?fbclid=IwAR10lZdKqOiZDxq4uOBgzdJN0TzxNzCnSITSFr7ivzvEZwsUbR9mCBB1vwM#e7cbc4ab95;promoted

to jest jej ogłoszenie. My o niej też ogromnie wjele wiemy. Kto ją pokocha tak odpowiedzialnie i na przekór czy coś, no wbrew Fszystkiemu?

763768249_1_1000x700_carmen-koszalin

A taka jest FILM: https://drive.google.com/open?id=1sn-gvI_D09VQdtK1h1JRPrScR5uidbGS

Komu taki….psikus, trochę sikus ale serce ma złote, powaga, skoro JA tak mówię.  Domu na zaFsze jej życzę. Z innym kotem, bo ona wielce lubi się wesoło tłuc.

Mądrego domu, co nie modli się do czystej podłogi i perskich dywanów, co wie, że czeba dom przyszykować do takiego kota. Jest też mnóstwo ludzi, co takie koty mają.

Duża ma taką grupę, tam się opiekunowie i zainteresowani życiem z niepełnosprawnościowym kotem, no tak się spotykają na fejsie. Tważą, znaczy gębą grupy jest Czykita. Obczajcie, jak kto chce – dołączcie.

https://www.facebook.com/groups/2732839246857313/?source_id=1777604105804637

Rozgadałem się, a cukierasy czeba przygotować na jutro, może jakie ludzkie młode przyjdą?

 

 

Gotowy na jesienne trendy.

Pjer Kardę czy inne guczi mje nie ruszają. Moja elegancja tkwi w prostocie i w tym, że jestem sobą. Niezależnie od tego, co mówią, że niby się nie myję, robię wszędzie makabryczny syf  i jestem nieszczelny.

Mam styl. Może kto pamięta, że miałem płaszcza na jesień. No i mam nadal, ale ten płaszcz to taki już pase, demode i staroć. Błękity są przebrzmjałe.

To żem dostał do przymierzenia od znajomej z wjelkim sklepem dla zwierząt (Tajga w Kaliszu)  nową garderobę, nie wiem jeszcze,  co wybiorę, ale obczajcie, jak mje przyoblekli. Duża Właścicielka z tego sklepu nie raz i nie dwa podarowała biedom coś od siebie, karmę czy zabawki. Fundacyjne biedy dostawały wypas chrupy i witaminowe preparaty. Pamiętam i to było zawsze git!

To ja żem obiecał, że wystąpię w kampanii jesiennej kolekcji mody i akcesoriów, żeby podziękować.

Obczajcie:

model nr 1 – klasyczna angielska elegancja, aż się prosi skompletować z kijem do golfa i filiżanką herbaty. Golf wysmukla i nadaje mje rys intelektualisty. Problem tylko taki, że rozmiar za mały, ale propozycja godna polecenia i rozważenia.

P1200206

model nr 2 – kontrastowe wzory, luźniejszy krój, swoboda, co ją widać w zawadiackim kapturze. Mje się spodobało. Taki miejski szyk.

model nr 3 –  mast hew, znaczy konieczność na niedawne dni, bo był wiatr i lało, żem to przespał, ale jakbym musiał wyjść, to idealna sprawa – pelerynka nieprzemakiwalna z kapturem.

P1200215

Modeling jest wyczerpujący, to żem się musiał najeść – chrupy dla wrażliwych brzuchów w misce w pastelach, też wjelce trendy i też z Tajgi.

Tera to chyba pogonie Zuzannę, wygrzała mje miejsce na kanapie, pośpię sobie.

P1200224

Rany, jak te modelki mają pod górę. Ja to przynajmniej mogę zjeść ile chcę.

 

Dziurawy dywan i ćwiczenia umysłu.

Mam dla Was ćwiczenie na umysł. No kreatywność też.

Było tak: nie mamy dywanów, bo jesteśmy, znaczy ja zacząłem te passę – niekontynentni, pacjenci też w sumie tak mają często. Wypadki się u nas zdarzają częściej, niż gdzie indziej. Ale każdy chce mieć mjętko po pupą, niektórzy uczą się chodzić i muszą mieć po czym a nie się na kaflach rozjeżdżać.

No to wymyśliła Duża wykładzinę remontową. Tanie to w miarę, można zmienić, jak się za dużo wypadków zdarzy, niektórzy pacjenci zabierali ze sobą tę wykładzinę do ćwiczenia w domu, jak tam mieli za ślisko.

To by było tytułem wstępu. A teraz obczajcie i zgadnijcie dlaczego nasz dywan jest w dziury? No? P1200183

Czykita jak widać TEŻ się dziwi. no….

więc……

w sumie……

to ja…

żem usiadł na tym dywanie remontowym …..

 

………….a wczoraj żem miał większy problem niż zwykle z jelitami. No i Duża mówi – wytniemy pasek, wyrzucimy, będą dwa małe dywany i już.

A Duży cwanie jak łasica to tylko te znaki wodne wyciął i tera mamy dizajnerski wzór, gnojki wsadzają w dziury łapy i szukają schowanych piłek i ogólnie jest niebywale interesująco.

Jak zawsze dzięki mnie, no nie?

Niesnaski i Marcel bez niczego.

Nie mogłem się zdecydować, czy mam tu dać jakieś zdjęcie, czy mam nie dać. Zdjęcie byłoby niezbyt przyzwoite i by się Zuzanna wściekła, ogon by napuszyła.

Jest tak: mamy pacjenta Marcela, bez domu, ogona i niczego, okropnie biedny, bo nie wiadomo co i jak i kiedy się stało a zwieracze nie działają.  Nie działają, jest więc w swoim własnym pokoju i se tam uskutecznia mikcję i defekację na podkłady. Duża stara się go naprawić i obserwuje te procesy, co żem je w pocie czoła nazwał kunsztownie w poprzednim zdaniu.

No i te podkłady wrzuciła do kosza. Zamiar był wjelce git – od razu wynieść, ale zapomniała, albo ganiała za Czykitą, nie wjem, podkłady zostały na parę godzin w tym koszu.

Duża wraca, paczy, olany ten kubeł po całości. Od razu Zuzannę podejrzewała, bo tUsta Zuzanna jest wielce terytorialna i jak ktoś jej się nie podoba z moczu, to ona reaguje. Rzadko jej się ktoś nie podoba, ale taki dorosły kot, co niedawno miał jajca jeszcze…oooo to się nie podoba.

No nic, podłogę wymyli, wyrzucili. Śmieci, nie Zuzannę.

Na drugi dzień Duży obczaił, jak Zuzanna wlazła na krzesło, co jest wjelce zabytkowe i ma korzenie wjelce szlachetne. Siadła se, zad wypięła i obsikała śmietnik. Tego właśnie Wam na focie nie pokażę.

Sprytnie – tak z góry. Sikała i paczała se na Dużego. Skończyła, poszła. Cza było krzesło z korzeniami ratować. I śmietnik. Poszło sporo wody, enzymu do odsmradzania no i chyba się udało, niesnaski powinny się skończyć.

W sumie to chciałbym w tym przemycić, w tej opowieści, taki dodatkowy smrodek, nie że moczu, tylko dydaktyczny smród.

Jak kot sika nie do kuwety to COŚ Wam komunikuje. I trza to rozkminić z sobą, z kotem/kotami a nie wrzeszczeć albo ścierą machać, albo kota oddawać.

Naprawdę, my się prosto komunikujemy. Tylko trza posłuchać, podumać, poanalizować. I chcieć taki komunikat, jaki Zuzanna nadała czy tam nalała, zrozumjeć i zareagować jak trzeba.

Są od tego fachowcy – no nieskromnie powiem – moja Duża na przykład i mogą Wam pomóc.

Ja się komunikuję inaczej, się drę i kąsam. Jak chcem czyjeś terytorium, to paczę na tego kogoś i on se idzie raz raz no i mam co chcę. A Zuzanna jest inna i inaczej komunikuje.

Duża zaś nauczyła się, że albo się zaraz wynosi takie śmieci albo się duuuużo sprząta. Pojętna.

Aha – Marcel – jak pojedzie od nas to on będzie potrzebował jeszcze dużo: karma, podkłady, pieluchy, leczenie, bo to okropnie trudny przypadek. Jakby kto miał i chciał, to tu jego zbiórka:  https://pomagam.pl/Marcelbezogona

 

 

Najlepszego, bo Dzień Zwierząt.

Słabo lubję wielkie okazje, wolę tak zwyczajnie, bez hałasu. Ale jest Wielkie Światowe Święto.

Gnojki podłogowe Czykita i pacjentka Carmen dostały czochradło, nie kumają po co, ale się bawią wjelce git w inny sposób, niż że się czochrają.

Zuzanna biega na balkon po liście, „mam liścia”, oznajmia i nie chce prezentów. Ma też karton.

Ja mam świńskie chrupki, bo ostatnio dają mi już Fszystko, nawet z firmy na „wu” żem dostał niedawno. Bylebym jadł cokolwiek już. Zjadłem.

Wiecie co, w sumie było jak zawsze. Fajnie.

Duża mało świątecznie mi mówi, że tego dnia więcej biedy widziała, jakoś się tak złożyło. Jakby kumulacja.

Smutne to, bo dziś zdarzyły się wśród znajomych fundacji i koty wywalone z domów, jak śmieci – na podwórko, z gratami starymi po rodzicach. I połamane bez pomocy. I umierające w jakiejś szopie . I pies na łańcuchu przy drzewie w lesie. I papugarnia w mieście na K. w szykownym baraku, bez zieleni, palmy namalowane na ścianach. Kumulacja.

No i nie ma widoków na ten  kraj, na prawo,  żeby były tu psy bez łańcucha, małe puchate komiczne stwory będą żyły w zwierzakowych obozach śmierci chore, przerażone nim staną się futrem. Zanim zabije je prąd. Wsadzony pod ogon. Kumulacja.

Niech dzień zwierząt nie będzie jak te palmy w papugarni.  I jak zdjęcia polityków z psami przed wyborami. Pic na wodę i kit.

Niech kiedyś kurna będzie dzień taki prawdziwy, taki naprawdę, że ludzie będą nas szanować, dbać, chronić. Bo żyjemy i czujemy. I to wystarczy za powód.

A dziś jakby kto chciał i mógł – zróbcie coś dla zwierzaka – może dajcie niebawem dom tymczasowy? Każda fundacja i grupa szuka takich domów jak złota.  Albo taki na zawsze? Albo piątaka na karmę a może i dychę? Na sterylkę dorzućcie komuś?

To będą najlepsze życzenia!

Myśl pozytywnie, mówili….

no taki trend jest – be happy, myśl pozytywnie, Fszędzie są szanse i możliwości, wdepniesz w kupę – masz ciepło w stopę, cegła spadnie Ci na głowę – możesz kupić nowom czapkę, nogę Ci urwie – zyskasz czas na czytanie książek.

Ja jestem aseptyczny czy tam sceptyczny  wobec tego trendu, Duża też, bo jak ostatnio wywaliło piętro wyżej rury i lało się do nas to było do d…y, a nie że była to wspaniała szansa na poznanie uroczych sąsiadów.

Ale Czykita jeszcze nie zna meandruf życia i se siedziała, leżała, cieszyła się i myślała optymistycznie o Fszystkim, że się obżarła, kupę walnęła, zatyczki znalazła.

P1200132

No i Duża ją obczaja od spodu i mówi – trzeba Cię wyprać, Czykita srykita. No sami se wykoncypujcie, dlaczego to pranie było niezbędne. Rzadko ją trzeba prać, to jest optymistyczne. Ale czeba było, wrzask podniosła straszny w misce, chociaż miała milusi szampon do kocich tyłków i co ? Se myślała optymistycznie i po co? Jakby była czujna i podejrzliwa, to by nie pokazała się od spodu i nie dała się umyć.

A to Czykita po praniu, tera se zoptymalizuje ten optymizm, mam nadzieję i się ogarnie.

Ja tam jak widzę torbę z cukierasami, to wiem, że to podły podstęp. Będzie tabletka albo pasta na jelita według mje do wyplucia, najlepiej na ścianę. Niech se Duża optymistycznie o tym myśli, że ma ornamenta na ścianie.

Ja zostanę podejrzliwym pesymistą.

 

Najweselszy paragraf świata.

Paragrafy ogólnie są mało komiczne, straszą, grożom, napominają, przemawiają napuszone i ogólnie mało kto kuma, co to jest i raczej się ludzie boją ich niż się czujom chronieni przez nie.

Ja zaś żyję z paragrafem od ponad roku, minęło jak garść cukierasów, znaczy szybko. To się podzielę moją wjedzą z Wami, szczególnie, że może żeście obczaili, mam napisane na stronie, że odczarowywujemy niepełnosprawność. No to lecimy:

Paragraf ma na imię naprawdę Czykita. Nikt jej nie chciał, nie chce i pewnie nie zechce.

Trochę to smutne, taka świadomość, że się jest kotem ostatniej kategorii do chcenia i pokochania na tym świecie. To se jest jako tymczas i siedzi. Jest pod opieką Dużej i Fundacji Tabby Burasy i Spółka.

Jak tą Czykitę upominam za pomocą łapy, że jest gnojkiem to się dże. Ogólnie przemawia wrzaskiem, jak ma emocje. Jak ma pozytywne, znaczy się cieszy, to się drze i kręci na tyłku. Jak ma negatywne, jak nie dostaje kiełbasy albo jak ją się odsikuje (Czykitę, nie kiełbasę), to też się drze, ale się nie kręci.

Paragraf, bo jest pokręcona z wady, co jej się nie da odkręcić. Nie sika sama, kupę robi sama i gdzie chce. Trza ją obczajać u weta raz na jakiś czas, czy w środku wszystko ma jak czeba, czy coś się nie przesuwa, nie uciska i takie tam. Na razie jest dobrze, tylko to jest gruby paragraf i ciężko jom odchudzić.

Ja tam doskonale rozumię, że nie każdy chce takie coś. Bo trzy razy na dzień trzeba wrzaskliwego paragrafa odsikać, posprzątać, jak kupę machnie. Czykita nie umi się wdrapać na nic kompletnie, bo te nogi jej przeszkadzają, to cały śfiat ma na podłodze, czeba mocno kminić, jak jej ten świat uświetnić, żeby było wesoło, ciekawie i fajowo. Bo to młody paragraf, ma z półtora roku. Ja czasem się z nią potłukę, to też jakieś urozmajicenie, no nie?

Najbardziej to ona lubi żebrać o jedzenie. I kraść zatyczki do uszów, szaleć w tunelu szeleszczącym i grać w piłkę kulką z folji aluminiowej. I jeść…. i gapić się z balkonu na sąsiadów, polować na muchy zespołowo z tustą Zuzanną.

Popaczcie jaki był, jaki jest ten paragraf. Odczarować bym chciał takie koty, że też są fajne i można z nimi żyć se wesoło. Jasne, wymagają czegoś więcej, no wiem. Ale może kogoś do suwaczka jakiegoś przekonam za pomocą paragrafa i jego  facjaty z piegami.

IMG_5902IMG_8034P1190998IMG_6713IMG_6461IMG_5837