Dziurawy dywan i ćwiczenia umysłu.

Mam dla Was ćwiczenie na umysł. No kreatywność też.

Było tak: nie mamy dywanów, bo jesteśmy, znaczy ja zacząłem te passę – niekontynentni, pacjenci też w sumie tak mają często. Wypadki się u nas zdarzają częściej, niż gdzie indziej. Ale każdy chce mieć mjętko po pupą, niektórzy uczą się chodzić i muszą mieć po czym a nie się na kaflach rozjeżdżać.

No to wymyśliła Duża wykładzinę remontową. Tanie to w miarę, można zmienić, jak się za dużo wypadków zdarzy, niektórzy pacjenci zabierali ze sobą tę wykładzinę do ćwiczenia w domu, jak tam mieli za ślisko.

To by było tytułem wstępu. A teraz obczajcie i zgadnijcie dlaczego nasz dywan jest w dziury? No? P1200183

Czykita jak widać TEŻ się dziwi. no….

więc……

w sumie……

to ja…

żem usiadł na tym dywanie remontowym …..

 

………….a wczoraj żem miał większy problem niż zwykle z jelitami. No i Duża mówi – wytniemy pasek, wyrzucimy, będą dwa małe dywany i już.

A Duży cwanie jak łasica to tylko te znaki wodne wyciął i tera mamy dizajnerski wzór, gnojki wsadzają w dziury łapy i szukają schowanych piłek i ogólnie jest niebywale interesująco.

Jak zawsze dzięki mnie, no nie?

Reklamy

Niesnaski i Marcel bez niczego.

Nie mogłem się zdecydować, czy mam tu dać jakieś zdjęcie, czy mam nie dać. Zdjęcie byłoby niezbyt przyzwoite i by się Zuzanna wściekła, ogon by napuszyła.

Jest tak: mamy pacjenta Marcela, bez domu, ogona i niczego, okropnie biedny, bo nie wiadomo co i jak i kiedy się stało a zwieracze nie działają.  Nie działają, jest więc w swoim własnym pokoju i se tam uskutecznia mikcję i defekację na podkłady. Duża stara się go naprawić i obserwuje te procesy, co żem je w pocie czoła nazwał kunsztownie w poprzednim zdaniu.

No i te podkłady wrzuciła do kosza. Zamiar był wjelce git – od razu wynieść, ale zapomniała, albo ganiała za Czykitą, nie wjem, podkłady zostały na parę godzin w tym koszu.

Duża wraca, paczy, olany ten kubeł po całości. Od razu Zuzannę podejrzewała, bo tUsta Zuzanna jest wielce terytorialna i jak ktoś jej się nie podoba z moczu, to ona reaguje. Rzadko jej się ktoś nie podoba, ale taki dorosły kot, co niedawno miał jajca jeszcze…oooo to się nie podoba.

No nic, podłogę wymyli, wyrzucili. Śmieci, nie Zuzannę.

Na drugi dzień Duży obczaił, jak Zuzanna wlazła na krzesło, co jest wjelce zabytkowe i ma korzenie wjelce szlachetne. Siadła se, zad wypięła i obsikała śmietnik. Tego właśnie Wam na focie nie pokażę.

Sprytnie – tak z góry. Sikała i paczała se na Dużego. Skończyła, poszła. Cza było krzesło z korzeniami ratować. I śmietnik. Poszło sporo wody, enzymu do odsmradzania no i chyba się udało, niesnaski powinny się skończyć.

W sumie to chciałbym w tym przemycić, w tej opowieści, taki dodatkowy smrodek, nie że moczu, tylko dydaktyczny smród.

Jak kot sika nie do kuwety to COŚ Wam komunikuje. I trza to rozkminić z sobą, z kotem/kotami a nie wrzeszczeć albo ścierą machać, albo kota oddawać.

Naprawdę, my się prosto komunikujemy. Tylko trza posłuchać, podumać, poanalizować. I chcieć taki komunikat, jaki Zuzanna nadała czy tam nalała, zrozumjeć i zareagować jak trzeba.

Są od tego fachowcy – no nieskromnie powiem – moja Duża na przykład i mogą Wam pomóc.

Ja się komunikuję inaczej, się drę i kąsam. Jak chcem czyjeś terytorium, to paczę na tego kogoś i on se idzie raz raz no i mam co chcę. A Zuzanna jest inna i inaczej komunikuje.

Duża zaś nauczyła się, że albo się zaraz wynosi takie śmieci albo się duuuużo sprząta. Pojętna.

Aha – Marcel – jak pojedzie od nas to on będzie potrzebował jeszcze dużo: karma, podkłady, pieluchy, leczenie, bo to okropnie trudny przypadek. Jakby kto miał i chciał, to tu jego zbiórka:  https://pomagam.pl/Marcelbezogona

 

 

Najlepszego, bo Dzień Zwierząt.

Słabo lubję wielkie okazje, wolę tak zwyczajnie, bez hałasu. Ale jest Wielkie Światowe Święto.

Gnojki podłogowe Czykita i pacjentka Carmen dostały czochradło, nie kumają po co, ale się bawią wjelce git w inny sposób, niż że się czochrają.

Zuzanna biega na balkon po liście, „mam liścia”, oznajmia i nie chce prezentów. Ma też karton.

Ja mam świńskie chrupki, bo ostatnio dają mi już Fszystko, nawet z firmy na „wu” żem dostał niedawno. Bylebym jadł cokolwiek już. Zjadłem.

Wiecie co, w sumie było jak zawsze. Fajnie.

Duża mało świątecznie mi mówi, że tego dnia więcej biedy widziała, jakoś się tak złożyło. Jakby kumulacja.

Smutne to, bo dziś zdarzyły się wśród znajomych fundacji i koty wywalone z domów, jak śmieci – na podwórko, z gratami starymi po rodzicach. I połamane bez pomocy. I umierające w jakiejś szopie . I pies na łańcuchu przy drzewie w lesie. I papugarnia w mieście na K. w szykownym baraku, bez zieleni, palmy namalowane na ścianach. Kumulacja.

No i nie ma widoków na ten  kraj, na prawo,  żeby były tu psy bez łańcucha, małe puchate komiczne stwory będą żyły w zwierzakowych obozach śmierci chore, przerażone nim staną się futrem. Zanim zabije je prąd. Wsadzony pod ogon. Kumulacja.

Niech dzień zwierząt nie będzie jak te palmy w papugarni.  I jak zdjęcia polityków z psami przed wyborami. Pic na wodę i kit.

Niech kiedyś kurna będzie dzień taki prawdziwy, taki naprawdę, że ludzie będą nas szanować, dbać, chronić. Bo żyjemy i czujemy. I to wystarczy za powód.

A dziś jakby kto chciał i mógł – zróbcie coś dla zwierzaka – może dajcie niebawem dom tymczasowy? Każda fundacja i grupa szuka takich domów jak złota.  Albo taki na zawsze? Albo piątaka na karmę a może i dychę? Na sterylkę dorzućcie komuś?

To będą najlepsze życzenia!

Myśl pozytywnie, mówili….

no taki trend jest – be happy, myśl pozytywnie, Fszędzie są szanse i możliwości, wdepniesz w kupę – masz ciepło w stopę, cegła spadnie Ci na głowę – możesz kupić nowom czapkę, nogę Ci urwie – zyskasz czas na czytanie książek.

Ja jestem aseptyczny czy tam sceptyczny  wobec tego trendu, Duża też, bo jak ostatnio wywaliło piętro wyżej rury i lało się do nas to było do d…y, a nie że była to wspaniała szansa na poznanie uroczych sąsiadów.

Ale Czykita jeszcze nie zna meandruf życia i se siedziała, leżała, cieszyła się i myślała optymistycznie o Fszystkim, że się obżarła, kupę walnęła, zatyczki znalazła.

P1200132

No i Duża ją obczaja od spodu i mówi – trzeba Cię wyprać, Czykita srykita. No sami se wykoncypujcie, dlaczego to pranie było niezbędne. Rzadko ją trzeba prać, to jest optymistyczne. Ale czeba było, wrzask podniosła straszny w misce, chociaż miała milusi szampon do kocich tyłków i co ? Se myślała optymistycznie i po co? Jakby była czujna i podejrzliwa, to by nie pokazała się od spodu i nie dała się umyć.

A to Czykita po praniu, tera se zoptymalizuje ten optymizm, mam nadzieję i się ogarnie.

Ja tam jak widzę torbę z cukierasami, to wiem, że to podły podstęp. Będzie tabletka albo pasta na jelita według mje do wyplucia, najlepiej na ścianę. Niech se Duża optymistycznie o tym myśli, że ma ornamenta na ścianie.

Ja zostanę podejrzliwym pesymistą.

 

Najweselszy paragraf świata.

Paragrafy ogólnie są mało komiczne, straszą, grożom, napominają, przemawiają napuszone i ogólnie mało kto kuma, co to jest i raczej się ludzie boją ich niż się czujom chronieni przez nie.

Ja zaś żyję z paragrafem od ponad roku, minęło jak garść cukierasów, znaczy szybko. To się podzielę moją wjedzą z Wami, szczególnie, że może żeście obczaili, mam napisane na stronie, że odczarowywujemy niepełnosprawność. No to lecimy:

Paragraf ma na imię naprawdę Czykita. Nikt jej nie chciał, nie chce i pewnie nie zechce.

Trochę to smutne, taka świadomość, że się jest kotem ostatniej kategorii do chcenia i pokochania na tym świecie. To se jest jako tymczas i siedzi. Jest pod opieką Dużej i Fundacji Tabby Burasy i Spółka.

Jak tą Czykitę upominam za pomocą łapy, że jest gnojkiem to się dże. Ogólnie przemawia wrzaskiem, jak ma emocje. Jak ma pozytywne, znaczy się cieszy, to się drze i kręci na tyłku. Jak ma negatywne, jak nie dostaje kiełbasy albo jak ją się odsikuje (Czykitę, nie kiełbasę), to też się drze, ale się nie kręci.

Paragraf, bo jest pokręcona z wady, co jej się nie da odkręcić. Nie sika sama, kupę robi sama i gdzie chce. Trza ją obczajać u weta raz na jakiś czas, czy w środku wszystko ma jak czeba, czy coś się nie przesuwa, nie uciska i takie tam. Na razie jest dobrze, tylko to jest gruby paragraf i ciężko jom odchudzić.

Ja tam doskonale rozumię, że nie każdy chce takie coś. Bo trzy razy na dzień trzeba wrzaskliwego paragrafa odsikać, posprzątać, jak kupę machnie. Czykita nie umi się wdrapać na nic kompletnie, bo te nogi jej przeszkadzają, to cały śfiat ma na podłodze, czeba mocno kminić, jak jej ten świat uświetnić, żeby było wesoło, ciekawie i fajowo. Bo to młody paragraf, ma z półtora roku. Ja czasem się z nią potłukę, to też jakieś urozmajicenie, no nie?

Najbardziej to ona lubi żebrać o jedzenie. I kraść zatyczki do uszów, szaleć w tunelu szeleszczącym i grać w piłkę kulką z folji aluminiowej. I jeść…. i gapić się z balkonu na sąsiadów, polować na muchy zespołowo z tustą Zuzanną.

Popaczcie jaki był, jaki jest ten paragraf. Odczarować bym chciał takie koty, że też są fajne i można z nimi żyć se wesoło. Jasne, wymagają czegoś więcej, no wiem. Ale może kogoś do suwaczka jakiegoś przekonam za pomocą paragrafa i jego  facjaty z piegami.

IMG_5902IMG_8034P1190998IMG_6713IMG_6461IMG_5837

 

 

 

 

Pomnik. Ale nieco inaczej.

Trochę odpuszczam zwierzakom, tera opiszę Wam, jak w maderskiej rzeczywistości Duża obczajała pomniki.

Pomnik rzecz komiczna, do niczego nie służy, przeważnie jest paskudny i duży.

Stare pomniki to jeszcze, ale nowe to zwykle spać nie dają obrzydliwością.

W sumie ważniejsze od tego, jaki ten pomnik jest, no to jest to, czego to pomnik.

I tu każden ma swój pomysł, co chce upomnikować. Ja bym polecał się nie napierdzielać o pomnikowe sprawy, czyja ważniejsza i takie tam.

Ja polecam się do roboty zabrać, posprzątać, pomóc dziecku czy starszemu komuś. Naprawdę.

Dobra, a tera co mają na pomnikach w dalekim kraju? Mają postacie historyczne, odkrywcę Kolumba na przykład, co tam mieszkał niedaleko. Ale to takie oczywiste.

A tu paczcie, na tej wsi, gdzie Duża była, plac z pomnikami!

No i kto zgadnie KOGO to pomnik? No?

To jest pomnik praczki! Z boku widzicie rząd takich komicznych pralek ręcznych z tarką. Wiecie, to można do dziś kupić w sklepie, taką plenerową pralkę, z betonu, powaga.

Ale Dużą zachwyciło, że taki pomnik jest. Piorącej Dużej z dawnych czasów. Obok som pomniki ludzi z okolicy – w takich czapeczkach, co je tu ludowo się nosiło.

I ważna rzecz – pomnik czegoś, co pomaga wino produkować, Duża mówi, że należy się tej maszynie pomnik.

IMG_77421

A tera udowodnię, że nowe pomniki som jakby dyskusyjne w pjęknie, co najmniej jak ja. Duży by nie chciał się pokazać, to żem go ocalił i pokazuję tylko pomnik.

IMG_71791

Poznajecie? No pewnie niektórzy tak. To jest piłkarz z Madery. Cristano R. Ludzie se z nim robią zdjęcia, trzymają go za ręce i nie tylko, obczajcie, co ma wyświecone 🙂

Mam w zanadrzu jeszcze jakieś opowieści, mam nadzieję, że zaglądniecie.

 

 

 

Snuję dalej opowieść o kotach z daleka.

Było o bliskim lesie, a tera znów wracam do dalekiego kraju. Kraj jest naprawdę w cholerę daleko, 3500 km stąd, za duuużą wodą. Myślałby kto, że tam są koty?

No są. Pokazywałem Wam schronisko a koty są też przy domach. Duzi byli na wsiach, takich naprawdę za górami, za lasami. A w miasteczku też byli i na pierwszy rzut oka czeba mocno kotów wypatrywać, bo nie łażą stadkami głodne jak w innych wakacyjnych krajach.

No to Duża szczególnie wypatrywała. Stadami to chodzą jaszczurki, szybkie bestie a cwane. Psy się gapią i siedzą na murku, przyjazne i takie gnuśne. Na sklepach czy wiejskich barach zawsze jest urzędowa naklejka, że zwierzaki wstępu nie mają i zwykle siedzi tam pies :). Albo kot.

Duża wypatrywała kotów, to żem już pisał. I były – przy domach, pod kościołem urzędowały, spały w obejściach przytulone do psa. Takie zwykłe dachowce, trochę potargane, ale często oswojone i baaardzo chętne do przyjaźnienia się, jak chrupy widziały. W sklepach dużo chrup, takich zwykłych, ale znikają że aż, chyba nie tylko Duzi karmili. A koty miały swoje smaki i najchętniej to bebisiowe, znaczy kittenowe chrupki chciały.

Na pewno by tam czeba więcej sterylizować, to na pewno. Ale też trzeba powiedzieć, że krzywdy i biedy nie widać. Rozjechanych nie widać, tak jak w Polsce. Choć bieda jest, wypadki są, maluchy czasem kto podrzuci gdzieś albo otruje. Tylko że tak ogólnie to jakby więcej jest dobrego nastawienia, choćby niekrzywdzenia, uważania na kota i nieprzeszkadzania mu w życiu, jeśli kto już nie pomaga.

A ciekawe jest też to, że wody tam duuużo, płynie strumieniami z gór do morza, wody dzikie zwierzaki na pewno mają ile czeba. To jest super, bo ona świeża jest i czysta. Inne są te koty – jakby chudziejsze smuklejsze, częściej długi włos mają. I kolory jakieś inne, żeście już widzieli na podstawie schroniskowych.

To tak ogólnie, będzie jeszcze o jednym mega wyjątkowym maderskim czy tam maderzańskim kocie.

Czekajcie i podziwiajcie koty zza wjelkiej wody.

IMG_6795IMG_7075IMG_7076IMG_7362IMG_7599IMG_7606IMG_7714IMG_7731IMG_7782

Ja, środek lasu i Książę Pan.

Jak pewnie wjecie, se chadzam czasem na spacery. Tak tu koło domu, se ogródki i auta obczajam, sam robię kółko albo i trzy i wracam grzecznie pod drzwi.

Ale ile tak można? Z uwagi na fakt, że jestem mega marudny, jęczę pod dżwiami, wciąż chcę atrakcji i gonienie Zuzanny mje nie daje spełnienia, to Duzi zabrali mnie na prawdziwą wycieczkę.

Już tam kiedyś byłem – normalnie hektary w lesie, wielkie dżewa i polany i dom na środku. No było wjelce git, wiecie, że mi nogi tak nie kulały, jak kuleją, grzbiet mnie się naprostował, żem stąpał, jakbym miał z 10 lat mniej. Taka siła przygody i przyrody jest. Potem trochę wypoczywałem, co widać na zdjęciu.


Normalnie raj, ale kurna do czasu. Idę se, obwąchuję bluszcza na domu a tu zza węgła, znaczy zza winkla wylazł z wrzaskiem Książę Pan! No kurna, on jest zdesperowany, coby się bawić, coby się poznać, coś tam warczy ale też i łazi za mną, zafsze taki był, jak do niego na chatę czasem żem przyszedł, to normalnie ćfierkał do mnie, żebyśmy się bawili.

Paczcie, się przykleił do mnie, ale co tam, on nie ma kociego kumpla tylko jaszczurki i zające w lesie. To żem jakoś to zniósł.

 

No z biedą śmy się jakoś zgadali, potem jemu wlazłem do kuwety i skorzystałem i śmy się pożegnali. Paczcie, żeśmy jednak jakąś relację nawiązali.

IMG_7889.JPG

Miejsca, które są, a nie powinno ich być.

O czym mówję?

Mówię o schroniskach, schroniskach dla zwierząt. Sami wiecie, jak tam jest.

Smutno, tłoczno i dla wielu beznadziejnie.  Duża zna dużo takich miejsc. Ich nie powinno być, a jak już są, to NIKT ze zwierzaków nie powinien tam być długo.

W Polsce jest różnie, ostatnio spotkały nas smutne historie, chcieliśmy pomóc takim stareńkim, chorym kotom i nie zdążyliśmy. Umarły. Zwierzaki nie powinny wcale, wcale tam być.

Nie chcę Wam smucić, no naprawdę, dlatego dziś pokażę Wam daleki daleki świat. Tam też jest kotów za dużo. I psów dużo za dużo.  Ale Duża chciała zobaczyć, tam, na końcu świata wygląda takie miejsce. Schronisko.

Pani znała każdego kota i psa z imienia i historii. Opowiadała o tym, co trudne, o chorobach i zwrotach z adopcji, bo tam też są i o niechęci do adoptowania czarnych, starych, bez nogi czy oka.

Ale nie bardzo nadążała za pytaniem Dużej o maltretowanie, bicie, topienie, wyrzucanie w worku i takie tam. Bo tego tam prawie nie ma, choć nadal na przykład są psy na łańcuchach.

Czego jeszcze praktycznie nie ma? Kłótni, awantur, rzucania się sobie do gardła i wojenek, nie – nie chodzi mi o psy. O ludzi mje chodzi.

Raju nie ma, bo to jest miejsce, co nie powinno nigdzie istnieć. Ale popaczcie, jak to wygląda 3500 km stąd. Opowiem niebawem więcej.

Takie ubarwienie kota jest tam wjelce popularniejsze niż u nas.

IMG_7190

Tu zaś stalowe z białym, też mało u nas takich jest, tam więcej.

IMG_7199

Znowu kolorowa kotka – dla nich prawie jak nasza bura.IMG_7202

I jeszcze trochu srebrzystościIMG_7225IMG_7234

Malce, same bez mamy, zawsze smutny widok, oby raz raz były zdrowe i w domu!IMG_7240

 

Ejże, paczcie, obczajcie – prawie JA i Zuzanna! A to FIV + są koty, mają swoją kociarnię.IMG_7253

Jak rosyjska niebieska, ma swoją szufladę i wjelce każe się głaskać.IMG_7257

No wreszcie jakaś znajoma twarz, jak nasze koty.IMG_7262

Będę opowiadał niebawem, znaczy Fkrótce.

 

Mucha w paczce.

Dziś mje naszło, że tak jak kiedyś Czykita chciała zostać pizzą, o tu o tym było:

https://kefirimorfeusz.wordpress.com/2018/07/06/mozesz-byc-kim-chcesz/

to ja TEŻ mogę przecież chcieć kimś zostać. Analizowałem dUgo, ale wyszło, że nie dam rady, bo koty nie umią snuć sieci i być pająkami.

Dlaczego pająkami? Bo paczcie: siedzi se pająk na sieci, nałapie se much czy tam innego substytuta chrupek. Zakonserwuje w takich komicznych paczkach i se siedzi. Nic nie robi, tylko tę sieć robi i te muchy owija w paczki. I siedzi.

Mje się wydaje, że to git życie, ale naszło mje to nie po obserwacjach nabalkonowych. O nie. Tu mam słabe pająki.

Duża odkryła specjalnego fajnego pająka, co robi jakby namiot z sieci, pająk  jest wjelki i czarny jak ja i se siedzi w tym jakby namiocie i jak zgłodnieje, se paczkę z muchą otworzy.

Kurde no, zafascynowałem się i mam nadzieję, że jak kiedy tam będę reinkarnował, to jako ten oto pająk, co żyje se na Maderze. Cyrtophora citricola, maderski pająk, co pakuje muchy w paczki. Ehhh…. a mi żałują już cukierasów. Dobrze, że choć paczkę z serem dziś ukradłem.

Obczajcie (kliknijcie zdjęcie) – tent web spider, jak go po angielsku zwą, no i jego namioty i paczki.

Obiecuję jeszcze coś o dalekim kraju napisać. Czekajcie.