Trochę lata w grudniu.

Obczajcie – wyszło słońce, nawet nie jest zimno, żem zażądał wyjścia i się zwyczajowo wahałem w dżwiach, bo łatwy nie jestem.

Ja żem był zajęty wahaniem się a Czykita wywęszyła otwarcie balkonu, ona balkon kocha i paczcie, jak biegnie i jak się cieszy.

Zwróćcie uwagę, że mje staranowała i żem jej nie walnął, taki mikołajkowy mam jeszcze nastrój.

No to macie film:

https://drive.google.com/open?id=193vND3zEAmvvACVrW4DxmrMrcXZtsj5z

 

trza kliknąć i oglądać. Takie są te niepełnosprawne koty co mają fszystko krzywe i im łapy nie działają, Takie są. No git, nie?

Reklamy

na saneczkach w dal i niezbadane tory kulki.

Zima mje się zaczęła, balkon za cholerę nie jest taki, jaki MA być. Obczajam z wjelką regularnością, obczajam nocą i wieczorami co chwilę i nadal jest tam zimny zamróz.

Czykita to wyłazi i tam chce siedzieć, coby sikorki zdybać, krwiożercza ona jest, ta Czykita. Ale ją zabierają stamtąd, bo się może przeziębić, gupia, siedzi na tym tyłku i się rozgląda a jak się zasmarka to co? Duży jej wynosił dywanik ale tera to jest TAK zimno, że nie ma siedzenia na kaflach, nawet na dywaniku ani wkoszu.  Czykita piszczy, bo to jest nie po jej  myśli. Żeby się poczuła lepiej to dostała inteligientną zabawkę.

Jest tak – kupa folii i szeleszczącego czegoś a w środku jest piłka, co lata na baterię wtę i nazad. Lata niebywale nieprzewidywalnie, nie wiadomo, gdzie poleci i to fascynuje, jak jesteś gnojkiem.

Mje to zwisa. Babie zwisa. Ale jak masz mniej niż 5 lat to fciąga jak serial „M jak marskość” czy inny „Dom nad wysypiskiem”. No to spasiona Zuzana i gnojki siedzom i łypią. Odważna Czykita narusza trajektorję piłki i poluje jak wściekła, jest trochu spokoju.

Pokażę Wam niebawem tę zabawkę, chyba że rozprujom ją najpierw.

A tera wracam ad rem znaczy to tematu i rzeczy. Żem dostał sanki od Cioci Iwony od Bobka Majeczki.

Korzystam, tylko mje jakoś snowbord wyszedł czy coś, no i za cholerę górki nie mam, ale kombinuję.

P1190685

To jakby tyle, idę po cukierasa a tych mam super dużo, powjem Wam później dlaczego i skąd.

O arystokratyczności i moich z nią spotkaniach.

Spociłżem się od tego tytułu, ale się udało, napisałem sam, kiedyś by mje Kefir pomógł z takimi trudnymi rzeczami.

Kefir… król śmjetników we Wrocławiu, git kocur z jajami i bez łapy. A dusze mjał intelektualną, wjelce mądry był i myślał dużo. Mje by się już z uszów kurzyło, jakbym myślał za dużo. Albo walnął bym komuś. A on myślał, lubił ładne rzeczy, ładne poduszki i filozofowanie. Skąd on na tych śmietnikach? Taki arystokrata ducha?

p1040407

No ja to inaczej: całe życie po śmjetnikach i cholera wie gdzie. Żem se radził. Nie myślałem za bardzo o życiu, bo uciekałam przed ludźmi i snajperami z wiatrówkami, co to są bez pozwolenia, bo przecież każdy ma prawo do radosnego zabijania wróblów, gołębi i kotów, co nie? A przepraszam, snajperzy z koziej d…y strzelają do puszek, tak… Dlatego mam z 10 śrutów we łbie i kłopoty z neurologią.

I bym nigdy nie pomyślał, że mje życie pokaże arystokratę! Takiego kota, co zna swoje pokolenia w cholerę lat do tyłu. I nigdy nie musiał uciekać przed ludźmi, a  zanim się urodził, albo ledwie się urodził, to już ktoś go chciał i mjał mamę, co o niego dbała i nie musiała uciekać po piwnicach, by małe ratować.

Najpierw żem poznał Księcia Pana po sąsiedzku. W sumie to on git jest i my się zakumplowali, bo gościu może i niebieski i komiczny ale kot jak jak grzmot, a i łapę ma ciężką. To on:

IMG_5928

A teraz żem poznał BABĘ księżniczkę arystokratkę jak malowaną, ma rodzinę na całym świecie pewnie ale nie na śmjetnikach. Mje nie chciała dać audiencji, nikomu w sumie, bo ona jest inna i wjelce ponad to fszystko. Wszystko mjała w du..sku, a raczej w puchatym ogonie. Ten ogon, to wielki i puchaty jak od lisa i wielce się Czykicie podobał do szalonego bawienia, ale Baba Arystokratka olewała i to. Znaczy nie zważała na to. Dużych też nie darzyła atencjom, znaczy uwagą. Podobały jej się piernaty puszyste, znaczy łóżko i tam spała se i chrapała, tak – POWAGA arystokraty chrapią. I też walą kupę jak ja, ale se mogą ogon puchaty umazać i jest zabawnie. Duzi latają jak orszak za królewną i wycierają i wyczesują a Baba im łaskawie pozwala. Wszyscy się zachwycali, że jest jak obłok czerwjeniami malowany o zachodzie słońca i jak obłok delikatna i zwjewna. Zwiewała faktycznie, przed wycieraniem tyłka. No dobra, fajna Baba z niej i ja żem się zadziwjał, czy ona kot czy pies, ale latała za laserkiem z Czykitą jak gUpia, więc chyba kot.

Obczajcie, jaka wielka a puszysta.

No to żem się otarł o wJelki świat. A teraz mam znów Babę z podjazdu, znaczy przejechało ją auto. O takie ma pochodzenie i z tego ma kompletne niechodzenie.

 

A niech tam, niech po prostu wszystkie zwierzaki z pokoleniami i papierami, albo i bez mają dobre życie. I tyle.

 

 

 

List z innego śfiata i podróż Czykity.

Paczcie, my dostali gazety i czasopisma czy coś z innego kraju, bo Duża lubi te gazety i się zwierzyła Honorowej Babci Eli a ona wysłała nam gazety, za co Duża wjelce dziękuje!

P1190634

Jest tak:  Duża ma gazety. Ja mam taką wjelką GIT kopertę do siedzenia.

A próbkę żarcia to czuję, że dostanie Czykita Chiquita, bo ona się najgłośniej drze o żarcie i robi gały jak pięć zeta wielkie i wygląda, jakby się z samych gał składała proszących o saszetkę. I dostaje w związku z tymi gałami i tym wrzaskiem.

Waży to 1,5 kilo ale chyba ma jakieś pudło do rezonowania we środku, bo głos ma okropny, powaga.

No nic, o liście z innego świata było a jeszcze o podróży będzie.

Czykitę Duża zabrała do obczajenia przez takiego weta daleko od nas, co ją zna. Żeby sprawdzić, czy ona nam się źle nie rozwija, no wjecie, czy środek ma ok i przez jej krzywość, czy jej co nie wylata z brzucha na bok.

Było komicznie – darła się całą drogę. U weta obaliła się na plecy i mruczała i jej się podobało Fszytsko. Durne to naprawdę. Powąchała lecznicowego rezydenta, pomruczała nawet jak jej nogi wyginali, zrobiła furorę i wracała z Dużą drąc się jak opętana w cholerę. Korzyść była taka, że potem spała 7 godzin jak zabita z tych emocji. Ważne, że jest może i krzywa ale nie trzeba jej nic wycinać ani odcinać, se jest jaka jest i jest git, czego i Wam życzę.

Arystokracja BĘDZIE w następnym odcinku. Na bank, albo nie nazywam się Morfeusz.

Obiecuję i spełniam.

Powaga, byście mje na wójta jakiego wybrali i bym spełnił pokładane nadzieje czy coś.

Bo ja pamiętam, obiecałem konkretnie to : Poza tym obiecuję, że

  • pokażę Wam jeszcze zaległy prezent Baby Milejdi na urodziny,
  • nasze przygotowania do bycia celebrytami oraz jak my poznali arystokrację i co z tego wyniknęło. Niebawem, czyli fkrótce.
  • Pokażę też jak Zuzanna jakby lewituje mimo tUstości.

No to jadę:

1.  Baba Milejdi nas cholernie smucie, dlatego też tak Wam mało piszę, bo jak napiszę, że jest lepiej, to potem jest w cholerę gorzej i ona nie chce jeść i leży w kuwecie. I Duża ma ciemne mysli, czy śfjęta choinkowe będą z Babą. Czy bez Baby.

A potem jest lepiej i ona je. Dlatego mje się ciężko pisze, my wszyscy skupiamy się na karmieniu jej co 30 minut po trochę, bo ona jak ma dobry dzień, to tak chce. I stawiają jej miski, gdzie chce. Tera to chce we wannie. I na wannie. Duża czeka z myciem siebie, aż Baba we wannie zje. Zmartwień z nią trochu, bo taka krucha i stara, ja też żem jest stary ale za to krzepko niekruchy.  Ale wracam do ad rem. Baba miała urodziny i żem pokazywał, jaka Baba chuda  a jakie ma ego. Przypomnę:

IMG_6007

Ego Baby widoczne na cieniu jest wJelkie. Jedna Duża Ola z Poznania się tym zainspirzyła i podarowała Babie własnej roboty kocyk. Ale jaki! Dopasowany do ego znaczy się wJelki i z chwostem, frędzelkiem czy tam kutasikiem. Jednak Baba niestety nie korzysta, bo śpi albo Dużej na głowie albo na parapecie albo na klozecie. Wtedy też Duzi czekają z kuwetowaniem, aż on się wyśpi.

Jednak my kocyk mamy i Babie jak nic podłożymy. Wtedy będzie zdjęcie hektarowego kocyka.

3. A teraz Wam pokażę, jak tUsta Zuzanna lewituje. Wygląda na moje oko, jakby wisiała tUstym tyłkiem w powietrzu. Optyczne przekłamanie, tyłek ma na pufie, aż się pufa ugina.

IMG_6171

I tera tak, jak kto jest sposzczegawczy, to widać, że NIE ma tu w tekście punktu 2.

A w obietnicy było o arystokracji, znaczy o zwjerzęciu, co zna przodków z pińć pokoleń w tył albo co i odpowiada kanonadom, nie czekajcie, kanonom piękna odpowiada. No to jak ja trochu, no nie?

Będzie o tym w kolejnym odcinku. Przyczeszcie się i oczekujcie.

Ruch był jak na dworcu.

Dlatego żem nie pisał. Duża miała taki jakby zawrót głowy i smutek jesienny w tej głowie i działo się dużo rzeczy takich do niczego, co nie powinny się dziać.

Ale już nakreślam mojego punkta widzenia. Jest to punkt przesiąknięty mondrością i szerokim oglądem świata, bo ja bywam i na balkonie, i na korytarzu i spotykam ludzi i nie tylko.

Gości my mieli na rehabilitacji: Lucky Igor, co ma 5 tygodni i nóżki niewładne, Dima wielki jak carska Rosja (3,2 kg i 5 miesięcy, szacun) i co nie umie równo chodzić, Czykita, co tu zacumowała i jest póki co (ale jest do wzięcia jak co).

I tera tak: Lucky Igor miał martwicę na dole koło pupy i paskudne rany no i te nóżki, co nie chodzą wcale też paskudne. I jak się waży 600 g to za cholerę nie ma pieluchy takiej, coby go nie nakryła w całości prawie.

Som za to podpaski i uroczo ten Igor szeleścił, jak jeździł tyłkiem przyodzianym w błękitną folijkę  Olłejs Najt po podłodze. Śmiech śmiechem, ma chłop problem, nawet go nie da się diagnozować, bo za mały. Ma rosnąć i wtedy będzie badany i takie tam. Może mu się uda pomóc? Grupa Neko z Wrocławia jak coś chętnie pomoc pieluchowo/podkładowo/karmowo/grosikową przyjmie.

Igor: w koszyku widać wzmiankowane dobra i podpaskę. Trzeba mu pomóc jak coś.

Dima, ten wielki (z Fundacji FOP Wrocław) to miał pecha, bo razem z siostrą i bratem mieli ciężką chorobę i to zanim się urodzili. Od tego im zostało straszne poplątanie w chodzeniu, Dimie  co jest największy, zostało największe poplątanie. Kto by tam chciał takiego kota i  jeszcze on na ludzi syczy straszliwie i warczy a na rękach kocha, taki dżekyl i mr hajd. Ciężko z takim kotem. Duszę u nas bardziej niż ciało rehabilitował. I cud się zdarzył i ktoś go chciał razem z poplątaną siostrą, bo brat już miał dom. Dima w lesie mieszka daleko do wjelkich miast i trzymamy kciuki, żeby było dobrze. To film, jak Dima chodzi jak mu wychodzi, bo jak się emocjonuje to już się wywraca.

https://drive.google.com/open?id=0B4tfb1sHxTQ8R2wwMEV5Qi04LVE

a to Dima:

IMG_6209

Czykita, co jest tu i czeka na swoją szanse na DOM (ona jest z  Fundacji Tabby Burasy i Spółka ze Zduńskiej Woli) ma też 5 miesięcy, jak Dima a waży tylko 1400 g. Komiczna Baba no i nie chodzi… Na wózek zbiera (Zapytajcie Fundację na FB, co i jak), bo musi jakoś się prostować a jest dziwna i pokrzywiona nieco, więc ten wózek też nie taki od ręki, tylko taki wiecie, jak od projektanta mody. Wesoła jest i gUpia ale ma SUPER charaktera, poratuje małe koty, pobawi się, uszka im umyje, taka jest opiekująca się animatorka. A drze się, jak co chce, bo jest też wJelce asertywna. My wspominali, że jak przyjechała, to ważyła 790 g a teraz po 2 miesiącach to 1400. Kawał baby hehe. Obecnie zajmuje się dekoracją okien i destrukcjom firanek.Widać te czynności na zdjęciach, co som poniżej.

A tu jest film o tej destrukcji: https://drive.google.com/open?id=0B4tfb1sHxTQ8bXFIbWR2am9BNUU

 

Poza tym obiecuję, że pokażę Wam jeszcze zaległy prezent Baby Milejdi na urodziny, nasze przygotowania do bycia celebrytami oraz jak my poznali arystokrację i co z tego wyniknęło. Niebawem, czyli fkrótce. Pokażę też jak Zuzanna jakby lewituje mimo tUstości.

Aha – obczajcie nowy numer Kocich Spraw. Moje plecy tam są – to najważniejsza rzecz – ale i inne tam rzeczy o naszej Dużej.

 

Dwa lata z Babą, czyli od 2 kg przez 2,9 do 2,2 i tak w kółko.

Może pamiętacie, może nie, ale Baba jest ze stolicy. Prosto z najwiękciejszego miasta i tam ją z domu wyrzucili do schroniska. My właśnie pożegnali Kefira i Milejdi się pojawiła niebawem, znaczy fkrótce po tym.  Tu się zaczyna nasza historia z Babą:

Początki Baby

Dwa lata my już z Babą siedzimy i towarzyszymy jej w zmaganiach, znaczy żeby żarła i tyła trochu, bo chuda jest, że jom wstyd ludziom pokazać, bo co se pomyślą. Baba raz lepiej, raz gorzej, ale tak to jest, ona ma tyle lat co ja, tak na oko. Znaczy z 15 lat.

Zgrabna jest i zwinna i z oczóf jej patrzy zmyślnie, choć już miała fazę, że zapominała, że jest Babą i ogólnie mieszkała na szafie i wyła. Łeb jej jakoś naprawili, teraz jej się coś tam popsuło f środku, naprawiają, jest efekt, bo Baba trochu je.

No i takie mamy urodziny Baby Milejdi, zaraz świętujemy, bo Baba z kroplówki wróciła i dostanie coś git do żarcia, Zuzanna już czyha na stole na resztki.

Oby nie było gorzej a najlepiej, żeby się Baba ogarnęła i skończyła z tym kroplówkowaniem. Git żarcie i tak Baba dostaje, to Zuzanna ma nieograniczony dostęp do git resztek i dlatego od tyłu ona (znaczy Zuzanna) mje już przypomina tustością. Powaga, mylą nas od dupska strony.

A teraz wracamy do jubilatki – paczcie, podziwiajcie i życzenia składajcie.

Po lewej widzimy Babę i jej EGO. Po prawej Baba i jej przyjazny wyraz twarzy.

Najlepszego Babo Milejdi!

 

nie wiemy, czy będzie tort.

Może się okazać, ze zamiast świeczek na torcie będzie kroplówka czy coś.

30 października Baba Milejdi ma mieć drugie domowe urodziny.

Powaga,  to już dwa lata, jak ona jest i jak Kefir zniknął.

Ale Baba ma naprawdę tak z pjętnaście lat – coś jak ja, no i nam znika. Bo nie chce jeść.

Znika i badają, co jej jest. I nikt nie wie. Bo z krwi nie pokazuje się nic złego a Baba się kurczy i niknie znaczy znika.

Wet nasz się stara pomóc na jedzenie, może to taki babowy starościowy kryzys. A może po prostu starość.

Duża wczoraj płakała okropnie.

Znów, jak to było pod koniec wtedy z Kefirem, zaczęła szukać małych śmietanek ale nic z tego nie wychodzi.

Bym prosił o dobre myśli. Bym prosił.

 

Zaufanie.

Jak jest zaufanie, to nie pytasz się, co to jest na stole, tylko se zjadasz. Duży mówi, że on zaufania nie ma, bo brązowe na stole to nie jest zafsze belgijska ani nawet polska czekolada. Ani trufle.

Duża ufa mje bardziej i jakoś siódmym zmysłem wie, czy to pralinka czy nie.

Ale nie o tym zasranym temacie miało być. Miało być o zaufaniu.

Wiecie, że jak się je utraci, to jest jak zwietrzałe chrupki – nie da się odkręcić, by były smaczne.  Tak ludzie mówią, że ufa się raz i takie tam.

A my mamy pacjenta Dimę, co jest mega neurologiczny, poplątany i co najgorsze – nie ufa ludziom. Boi się, syczy i się chowa. Strasznie się boi. Gorzej dużo i bardziej się boi, niż Duży tej niespodzianki na stole.

Nie gryzie, łapą bije, niby można z nim coś zrobić i złapać ale serce się kroi mje jak go widzę. Jemu trzeba duszę rehabilitować i ciało, ale duszę najpierw.

Pomagamy mu, znaczy nie przeszkadzamy, nawet Zuzanna nie łazi syczeć ani ja mu nie zaglądam w miskę. Jak się przestraszy to jest tak poplątany, że strach. To my ostrożni są. Czykita czasem se siedzi i na niego się gapi, może mu co wytłumaczy.

Duża mu daje kapsuły na relaks i spraj na spokojność ale on to trudna sprawa.

Zzaufanie się popsuło, cza naprawić. Nawet foty porządnej nie mamy a Dima ładny, wielki, ponad 3 kilo waży a ma ledwo 5 miesięcy.

Czykita podobnie ma a waży 1,3 kilo ale się składa z gupkowatości, zabawy, apetytu i wJelkiego zaufania Bym chciał, żeby i Dima miał tego trochu.

Trzymajcie kciuki za rehabilitację cielska i duszy, bo smutno paczeć na malca, co ma smutne oczy.

Niedziela kiedy cały świat wszczymał oddech.

Opowiem od początku. Było jeszcze lato i my się cieszyli słońcem i żarciem trawy. Baba wyła na głos dniem i nocą.

My, a ja w szczególności, wulkanizowaliśmy się na balkonie a Baba wyła i paczała w ścianę. Zamieszkała na szafie w kuchni. Sikała tam i spała. Tam jadła i miała potem kuwetę, bo inaczej w szafę lała.

I wyła nocami. A jak Duża do niej po krześle na szafę właziła to Baba jej nie poznawała i się bała okropnie. Oczami się bała i kurczyła się w kącie. Strasznie trochę, no nie?

Zabrali Babę do lekarza i się okazało, że ona taka okropna z wierzchu ma całkiem zdrowy środek jak od młodszego kota.

I dalej wyła do ściany. Leki dostawała – nie działy. Potem inne dostała. I suplement na stary łeb.

Minął miesiąc i wyła jakby mniej ale z szafy nie złaziła wcale. Duża liczyła tabletki i jej wyszło jakieś 40 dni brania i wtedy Baba zeszła z szafek na blat. Raz.

Potem znów. Potem na blat zeszła z lodówki kuweta. Dobre to było, bo wcześniej w lodówce w cholerę żwirku my mjeli, komiczna sprawa.

Minął tydzień i widziano Babę na stole, jak pozierała na pokoje. I znów minęło coś tam czasu i zlazła Baba na podłogę i udała się spać do łóżka. Na trochę. Potem uciekła na szafę.  Aż do pamiętnej niedzieli, co świat wszczymał oddech a  Baba wtedy zlazła z szafy i przespała noc w łóżku i se łaziła po domu. Nie wyje. Trochu się jej łeb naprawił.

Ale wjecie, jak nie wodnista biegunka to przemarsz formacji militarnych, wjenc Baba przestała jeść – znaczy pysk ją boli i zęby w nim. Pan wet jej od ręki i na poczekaniu trzy zęby wyrwał i tera jest pewne, że jej tylko trzy zostały kły i że ma chorą gębę w środku ale jak je, to jest git. Duża się przeraziła, że po tym rwaniu się Baba znów relokuje na szafkę, ale na razie jest pokojowa a nie szafowa.

Się uprasza w Dzień Czarnego Kota, znaczy MÓJ pomyśleć o Babie ciepło.