Za grosz powagi czyli seniorka destruktorka.

Będzie o Babie Milejdi. Bo niby to takie płaskie i jak nieżywe i chude że aż ją wstyd obcym pokazać, bo jakby my ją głodzili, paczcie:

P1190058

P1190063A we środę se latała. Latała od ściany do ściany, w sfoim świecie i się darła. No nic, niech lata, byle nie po mnie.

I nagle  jak coś walło i jak się rozprysło i hukło i Duża podskoczyła leci ratować a Baba se siedzi na łóżku i udaje słitaśne kociątko. Tylko lampa się buja a żarówka w szczontkach się wala.

No i było sprzątania wiele i zagadek JAK Baba to zrobiła? Czym Baba jest napędzana?  I dlaczego za pińć minut znów wygląda jak trącona przez auto?

Potem ja i ona pojechaliśmy do wJelkiego miasta. I znów tam latała ale chociaż nie robiła destrukcji. Ja też nie. Byłem grzeczny.  Zachwycałem manierami.

P1020062

W odróżnieniu od latającej Baby, co eksplorowała Fszystko:

P1020057

No i to był nasz długi weekend. Baby: Zuzanna, Małgorzata i Matylda zostały se w domu i Matka Z. nad nimi czuwała. Poruszę temat tych Bab w kolejnym odcinku.

Miłej niedzieli. Wjęcej chrupek.

Pies. Pjes. No po prostu Misia.

Normalnie bym się zajął problemami, jakie mamy MY koty i się nimi zajmę niebawem znaczy fkrótce.

Ale jest sprawa, znaczy jest MISIA.

To jest to, co o niej wiadomo, cytujem fundację, co ją wzięła pod opiekę. Fajna ta Misia i wiadomo też, że jest mega grzeczna i  jest przyjazna do innych zwierząt psów i kotów i nauczona czystości. Waży 6 kilo, czyli jest mniej wjęcej taka jak ja, czyli wielce git.

A teraz cytat:

Domku na jesień swojego życia szuka śliczna, malutka babunia Misia. Misia ma na pewno ponad 10 lat…Ile ponad? Nie wiemy. Wiem, że jak na swój wiek jest żywiołową i dość energiczną damą. Sunia nie jest wysterylizowana. Zdjęcia rtg i usg nie wykazały jakiś zmian w ciałku suni.
Wiemy, że Misia to babunia, że wszyscy wolą szczeniaki, ale może Komuś z Was Drodzy Państwo ta starsza damulka skradnie serduszko ❤️
Kontakt w sprawie Misi 608 282 467

Wczoraj Misia przeszła badania weterynaryjne. Jak na jej podeszły wiek to jest w niezłej kondycji.
Same badania to prześwietlenie, usg, które sporo kosztują. Odrobaczyliśmy Misię, zachipujemy i zaszczepimy. Sami widzicie ile tego do zapłaty nie wspominając o hoteliku.
Misia oczywiście szuka człowieka, który da jej miłość i bezpieczeństwo.
Oto dane do przelewu dla Misi
Stowarzyszenie pomocy zwierzętom
„Arka dla zwierząt”
ul.Gorzowska 10
66-500 Strzelce Kraj
Nr konta do wpłat
Bank BGŻ BN Paribas S.A.
18 2030 0045 1110 0000 0409 1920
tytuł darowizna dla potrzebujących zwierząt -Misia
SWIFT GOPZPLPW

 

To już wjecie Fszytsko. Ale jeszcze Wam ją pokażę:

Bym prosił  jak kto ma FB to udostępniać co żem napisał i szukamy pjątaków i DOMU dla Misi.

No.

Mięso bez mięsa i Wiki.

Byliśmy zaaferowani, bo nam się magia z dywanu popsuła i Rumianek się bardzo pochorował, tydzień w szpitalu siedział z gorączką i mu nie przechodziło. Fszytskie złe choroby wykluczyli i w końcu Rumianek się ogarnął i mjał dobrą temperaturę i do DT pojechał.

Ja żem znowu miał problem z jelitami i to poważny i jak mi minął, to mje wrócił znowu i Fszyscy byli przejęci a kuweta byłą zajęta. Stale. Przeze mje.

Jakoś opanowałem to z pomocą leków i troski Matki Zastępczej. No. Dzięx. Za zdrowotny spacer szczególnie.

A Duzi byli na wJelkiej w wielkim mieście imprezie z jedzeniem bez mjęsa i nabiału (Vegan Food Festival w Browarze mIeszczańskim).

Jedli klopsy bez klopsów i chłodniki bez mleka i im smakowało, Duża tak je w sumie codziennie ale i Dużemu smakowało też.

I były tam fundacje: Otwarte Klatki i Viva!, co jej częścią jest KOTYlion, co ja jestem od nich. I wrocławskie schronisko było i psy, co by je wzięli Duzi najlepjej ze sobą, bo fajne i jeden był w moim wieku trochu.

No i Neko było też, i przy pjerogach wegańskich cegiełki na koty były.

I było wjelce git i Duzi dali do każdej skarbonki coś i se sery bez mleka przywieźli.

A to WIKI – ta duża psica z naszą Dużą.

Wiki czeka we Wrocławiu, w schronisku – czeka długo a jest mega miła i przytulna. I małe i duże i młode i dorosłe, w cholerę ich jest, domów szukają, sami wiecie.

Te, które były na wegańskiej imprezie normalnie wesołe, miłe, ułożone i umiejące prawie Fszytsko. I tylko trochu miejsca w sercu i na kanapie chcą.

Naprawdę git, że ja z tym moim tyłkiem i wrzaskiem mam dom i mam co chcem. I tego i Wam życzę.

 

 

 

 

Powrót woniejącego dywanu i magii.

Może pamiętacie Bogdana – co to był naprawiany i dla niego Duża kupiła stary dywan, żeby mógł chodzić i się nie ślizgać. Dywan miał moc, Bogdan się nauczył znów chodzić. U góry jestem JA, poniżej Bogdan.

P1170175

Potem był Piasek – też mu dywan (i aparatura do rehabilitacji) pomagały stanąć na nogi. Piasek się zrewanżował osikując dywan doszczątkowo znaczy kompletnie a miał w tym fprawę, bo miał jaja.

P1170728

Duża pocięła go (znaczy dywan, nie Piaska) na 4 części, żeby mieć więcej dywanów magicznych.  Oddała jeden czy dwa fundacji, żeby moc była z nimi też, ale przedtem Duża dała dywan do prania.

Duży to co zostało go schował zacnie i dywan i jego magia se siedziały w jakimś garażu.

Aż przyszedł czas na powrót magii  – choć Rumiankowi raczej nie pomoże, ale żeby było ciekawiej w domu, Duża znów położyła dywan. Czy tam jego szczątek.

I mimo tego prania i enzymów śmierdzi niebywale. Się bukiet rozwija szczególnie jak słońce na nim jest. Mje nie przeszkadza, fajnie się leży.

P1010658

I jak mówiłem – Rumianek ma bardzo popsutą nóżkę i jemu nie pomoże  😦 ale!!!!  Pomógł Matyldzie!

Matylda była bardzo chora, nam się widziało, że chciała za TM. Naprawdę, Duża ręce załamała, wet w sumie też. W kuwecie leżała, nie myła się, nie jadła a wyniki miała git i wszystkie, nawet jakieś wjelce zagraniczne i kosztowne.

Naprawiali ją długo. Ale się naprawiła nieco – mniemam, że od leżenia na dywanie.

Bo dywan bardzo lubi, leży i się z nim stapia wizułalnie, bo jest taka w ciapki jak dywan. Można na nią wdepnąć.

I jeszcze – na tym śmierdzącym dywanie bawi się z Rumiankiem – znaczy on ją męczy i gryzie (bo to gnojek klops jest) a ona mu uszka wylizuje.

Magiczny jest ten dywan, nie ma co.

 

Dziecko BOBEK :) czyli o potędze kochania.

No właśnie, się dziś fszyscy zachwycają dzieciami słodkimi a ja Wam przypomnę nasze dziecko tymczasowe  Maję – znaczy BOBKA ze świętego miasta na Cz.  przyjechała , cała w kupie i brudzie. Taka była. Nie chodziła i nie chodzi. Ale nie o to chodzi.

Ma dom, ma rodzinę ludzko-koci-psią i ją lubią i to jest ważne, a nie czy nogi działają. I zwieracze. Jak się kocha i chce  to się da radę z pieluchami, powaga.

Paczcie – Bobek – szczęśliwy tera jest i my się też cieszymy. Pozdro dla domu Bobka. Moi ziomale to som.

 

Wszystkim dzieciom życzymy kochania. Reszta się wtedy sama ułoży.

No.

o źródłach obłędu i kulawym Rumianku

Filozoficznie żem chciał wyczaić, skąd się biorą rzeczy gupie, jak pusta miska albo szaleństwa ludzkie albo obłędne wrzaski po nocach (nie moje, ja się nie drę, ja się KOMUNIKUJĘ).

Świat jest pełen dziwności i żem szukał jak i skąd. Te nasze tymczasy i pacjenci – te to niektóre mają tysiące pomysłów gupich niebywale.

Ale mje olśniło, jak Duży ostatnio powiedział o jednym z tych naszych tymczasów „temu to na dekiel wali przez te jaja” no i mje olśniło. Pewnie jaja som przyczyną obłędu. Duży też się musi z obłędem zmagać w takim razie.

A ja se spokojnie filozofuję i mje bezjajeczność przed obłędem broni. W końcu Duży wje, co mówi. Zwykle.

Bo czasem mówi „nie, nie Morfeusz” , „nie teraz”, „nie dziś”, „wybij sobie z głowy” i tak przez pół godziny a potem i TAK idziemy na przechadzkę, bo podobno wyję. A w życiu –  ja się KOMUNIKUJĘ.

To tera kulawy Rumianek: przyjechał na obczajenie, czy coś się da zrobić z jego nogą. Jest mega obłędny (pewnie od tych jaj) i lata po chacie z wrzaskiem. Fszyscy, co go widzą, go kochają. Oprócz Zuzanny rzecz jasna. Macie: jest obłędnie słodki.

 

Otrząsłem się i cytuję klasyków.

No więc tak: Po pjerwsze – Babcia już jest ok a żem się w cholerę zasromał, że ona tak choruje przeze mje. Może nie chcieć, żebym przyjeżdżał a tam mają git balkon. Może mje wybaczy. By mi zależało, mają tam też fajowe chrupy do robienia kupy (znaczy wspomagające procesy przyswajania w jelitach). I balkon.

No nic, się obaczy. A może zauważyliście, że użyłem słowa wielce archaicznego? Znaczy starego? To od tego, że się zanurzam w klasykę. Sikać albo nie sikać, oto jest pytanie.

No i zadaje je niejaki Hamlet. Z Poznania. Z Fundacji Animal Security.

On w sumie jest czarno biały i się spotkał z ciężarówką, co mu połamała tył okrutnie, puzzle mjał z miednicy zrobione. Dobra dusza mu pomogła a on ją jeszcze ukąsił z bólu i go obserwowali na wściekłość. Nie jest wściekły, może trochę nerwowy.

Od tego spotkania z ciężarówką Hamlet nie chodził i musiał się sklejać w klatce a potem się okazało, że za nic nie sika sam! Za nic!  I tu zaczyna się wyciskanie i wysikiwanie, czyli koniec z Szekspirami i powrót do podkładów.

Strasznie go ciężko odsikać, cały jest spięty i napięty. U nas ma się wyluzować i nad pęcherzem zapanować. Niełatwe. Ale się staramy. Jest łysy na tyłku, bo mu chcieli ogon opciąć, bo lata mu luźno, ale mu zostawili. Hamlet jest gadatliwy i strachliwy wjelce. Od tej strachliwości to jest agresywny czasem w gębie, wybaczam mu.

Paczcie:

Jest mje przykro. I Matylda.

W cholerę żem źle zrobił, bo żem ukąsił Babcię. I ona ma teraz problemy duże przeze mnie i moje zęby. Poważnie. Bym chciał, żeby jej się ręka naprawiła bo jest okrutnie opuchnięta i ona leki bierze i słabo się naprawia póki co.

Ma kto pomysł na opuchnięcie?

Żem narobił klopsa jak nic. Nie chciałem. Wjecie, jaki jestem.

Gupio mi. Duża się martwi też. Ją użarłem też kiedyś tak okrutnie ale już jestem inniejszy i spokojniejszy od paru lat. Czasem coś mi odbija. Z tego śrutu chyba.

A u nas jest taka Matylda, tu jej historia niewesoła, mało nie umarła:

http://kotylion.pl/matylda-ze-schroniska-nasza-nowa-podopieczna-prosi-o-wsparcie/#more-33714

i żeby się nauczyła łazić porządnie to się naprawia, paczcie jaka ładna baba, no nie?

Matylda jest z Kotyliona z Łodzi. Jak coś – szuka domu ALE wymaga specjalnej opieki, znaczy uwagi bo nie jest sprawna na 100 %. Ale jest git baba, mje się nie boi.

Pomyślcie ciepło o Babci, bo mje nadal gUpio. Poważna sprawa się zrobiła.

Jak przebywałem wśród zieleni i co z tego wynikło + dobre wieści.

Zacznę od ważnych informacji: te psiaki z mjasta na Ś. są już w swoim domu, bo je adoptowali. Git.

I druga wjelce git sprawa – pacjentka Kropka zabrała ze sobą do wjelkiego miasta na W. no kogo? Pimpka! Duża Kropki wzięła se Pimpka do kompletu, bo Kropka tyłek ciąga a Pimpek się wywala, takie wiódł ślepy kulawego. No i się lubją. I tera tam w domu fszyscy się zakochują w tym chudym gUpku.

No nic, niech psiaki i Pimpek mają git życie. Dziękujemy i my i Neko z Wrocławia :).

A tera o majówce. Pogoda do zwieracza odbytu jest (Duża mje zakazała pisać słowa na d).

No i jak taka pogoda, to żem przeniósł zieleń traw do wnętsza i mam kostrzewę siną i inne tam we wnętrzu.

Skorzystałem z tego udogodnienia i poszłem potem spać. Potem to tylko żem zauważył, że oba wielkie i puchate koce, co na nich spałem, się piorą. Powiązałem to z faktem, że zeżarłem te trawy. Trochu. A fakt, mogłem je wyrzygać na podłogę a trafiłem „bingo” w oba koce.

No nic, będę jutro też obcował z zielenią ale nie dadzą mje koca chyba na kanapę.

Wesołej majówki.