jak my testowali i co na to Książę Pan

Dostałem jako celebryta czy coś  takie smakołyki, co żem mjał testować i ocenić, czy są git.

No i tak: dostałem wielką pakę tych smakołyków z firmy Krakvet. Mięsowe takie kawałki, możecie je obczaić tu:

KRAKVET Natural Snack

No i tak. Ja żem nie chciał. Baba Milejdi nie chciała, może dlatego, że ma 4 zęby a Zuzanna zaczęła się bawić tymi kawałkami mjęsa. Iskierka wjadomo – je tylko z sosem, to my jej nie dali.

Duża obdarowała inne koty tymi smakołykami i trzeba przyznać, że majom one inne gusta i podnienbjenia, bo jadły. Mały gnojek rozwydrzony jadł, tusta kocica od znajomych jadła, nawet wszystkie smaki im pasowały po trochę, ale na prowadzenie się ten smak z rybą i kurczakiem wysuwał.

Tu widać naocznie, że jedzą koty w dwóch domach.

Duża dumała, czemu my nie jemy i dała też Księciu Panu.

Książę Pan jest okrągły, mały i gupkowaty ale wjelce szlachetnie. Fszytsko co robi, robi z angielską flegmą bo jest wielce brytyjski. Wyrywa kontakty ze sćian, łazi po blacie, walczy z roletkami, skacze po nogach i drze się w kuwecie ale poważnie – jest przy tym dżentelmenem że aż miło.

My jemu dali i jednak on ma podniebienie szlachetne i jadł. Paczcie:

I tak się moja przygoda z recenzowaniem przysmaków zakończyła ale za to Książę Pan był kontent i może obczai Zuzannę łaskawym okiem i jom poślubi czy coś. Za te przysmaki.

 

Reklamy

goście, goście i znowu syrenka.

Nie doniosłem Wam jeszcze, ale może kto już zauważył, jak ma sprytne oko. Aster wróciła se do domu tymczasowego i umje już lepiej trzymać mocz znaczy siki i kupę też.

Poza tym umie tyłek nieco podnosić. Będą nad nią dalej pracować. Niezła i szybka z niej baba. Dzięx Fszystkim, którzy jej pomagali rzeczą i piątakiem, to ekstra ważne, żeby miała przyjaciół.

Ja na przykład nie mam przyjaciół  (kocich, bo ludzkich to mam wjelu i żem jest szczęśliwy od tego!) – albo mje uciekają, albo mje oko wydrapią, jakoś tak smutno mi trochu. Duża chyba zauważyła i dlatego przyjechał gość – znaczy szara baba co nie chodzi bo snajper wioskowy ją postrzelił gdzieś tam pod wielkim miastem. Taka syrenka nieco.

Tera ona jest na trochu u nas ale się jednak nie chce przyjaźnić za bardzo. Bo się boi, gupia baba. A w sumie to się jej nie dziwię. Małe to, gdzieś tam z wioski a tu w trzy tygodnie weci, jeden, drugi, czeci, tomografowanie, kłucie, podróże, no można zgłupieć. Albo się zdenerwować. No i ona się zdenerwowała. Ale u nas jest spokojnie, chyba, że drę się ja albo Iskierka. I jej się ten spokój ma udzielić i ma się naprawiać trochu. Dobrze by było bo ten snajper wioskowy zepsuł jej chodzenie i pęcherz i zwieracze fszystkie. Wypada i wylewa się wszystko. Pielucha powiadacie? Jak u Aster?

NIE – bo ta szara baba (na imię ma Łapka) to se ZĘBAMI ściąga pieluchę w dwie minuty a kubraka nie chcemy, bo ona kłębek nerwów na razie. Cwana bestia.

Obczajcie:

 

i kciuki za jej zwieracze i nerwy trzymajcie.

 

After party.

czyli nadaj świętujemy.

A raczej tUsta Zuzanna świętuje urodziny – patrzcie znów LIST i prezenty dostała!!!!! Od czytelniczki bloga i kotów i nawet od Pani Pieseł. Dziękujemy!

p1180753

Ja w sumie też nie utyskiwuję czy coś. Oko się zagoiło, lepiej mi w serce po lekach a plecy mje laserem naprawiają. I dostałem prezenta. Tu go pilnuję:

p1180754

Baba nieco je i wszyscy się cieszą. Nie mam foty, ale je bażantowy mus.

A Iskierka se czeka nadal i mje wypycha z łóżka, żeby bliżej Dużej spać. I ma własne solarium co nie opala tylko grzeje – sollux jakby taki znaczy lampę rozgrzewczą.

p1180718

To ode mje na szybko tyle, ale się obiecuję starać i pisać.

Jak mje krew zalała.

Zmroziło Wam krwiobieg, no nie?

A było tak: żem jak zawsze szukał se mjejsca. Mam tych miejsc  w cholerę w domu ale prawdziwą magję mają te, gdzie ktoś siedzi.

No to obczajam komodę – trzy budki i legowisko. Wszystko puste. Ale, ale….. w jednej budce siedzi Baba Milejdi, co jest chuda i stara i się wtopiła w tło budki. Żem na nią paczył wymownie, żeby se poszła. Zwykle jak tak patrzę to jestem przekonujący i se idą z hukiem.

Ale Baba siedzi i nic. Potem Baba zaczęła syczeć a ja żem się paczył dalej, może trzeba jej wjęcej argumentów.

A potem to tylko pamiętam, że żem zleciał z komody i na podłodze była krew i na gębie żem też mjał krew. Duża zrobiła akcję straszliwą reanimowania mje i obczaiła szybko, że mje Baba walła w oko jedne co je mam. Jakoś tak sprytnie, że żem se krwią broczył.

Zrobiła mje pjerwszą pomoc i obczajenie oka a potem żem zaliczył oglądanie oka u weta przez takie światełkowe mikroskopy. Teraz mi oko kropią i leczą i się ślicznie goi. Ale dlaczego mje to spotkało?

Jakbym to ja był winny, a Babie nic nie zrobili tylko tańczą nad nią, żeby jadła a ja i moje oko się czujemy pokarani za wybryk Baby.

Żem się w końcu tylko patrzył.

święto kota w wjelkim mieście.

ciekawe, bo nie było FCALE kotów do świętowania tylko same LUDZIE!

I ciastka i herbatki i mądre rzeczy o kotach i ich zdrowiu i kiermasz na koty. No i to było w Fundacji Ebra we Wrocławiu.

Duża tam była i przywiozła mi prezent od zdolnej Dużej z wielkiego miasta – paczcie – to moja kosmetyczka do utensylii czy tam utensyliów. Żebym tam czymał moje krople do oczu, tabletki o chustki do mycia z tyłu.

Uwaga: ta  torebka nie jest na drutach wyrobiona tylko jakąś wjelce komiczną metodą, co Duża nie pamięta jaką, na tubie się plecie czy coś.

Tera nas jest 4 sztuki z tą gUchą Iskierką, to my dostali 4 serca. Moje jest to niebjeskie.

Dziękujemy!

p1180741

Trzy lata z Zuzanną. Prawie trzy.

No bo trzy lata z Zuzanną to w domu będą w maju ale teraz – DZIŚ!!! Są trzy lata życia Zuzanny, znaczy tak na oko jej prawdziwe urodziny, jak się urodziła w biedzie w fabryce brudnej w centrum miasta też niezbyt czystego. Miała mamę i pewnie rodzeństwo, ale znaleźli ją samą, całą w jakimś oleju czy smarze i głodną i z oczami co ich nie było widać z opuchnięcia.

No i 14 lutego my świętujemy te urodziny. Kilka wpisów pod rząd (poprzednich) ja fspominam i opisuję jak było. No doszedłem to tego jak  ją adoptowali na zafsze i jest.

Skończyłem na tym, jak ci niedobrzy „ludzie” ją oddali a potem jeszcze muszę Wam powiedzieć, że była z tymi oczami kaprawymi, wszystkim leczonymi bez skutku – u prawdziwego okulisty zwierzęcego w Wielkim Mieście, on mjał tyle mega sprzętu i światełek że aż.

I oni umieją nawet oko laserem naprawić albo przeszczepić czy coś. Też tam byłem z Kefirem, bo my razem jechali do domu. I my se eksplorowali gabinet, bo nam było wolno, Kefir sapał z uciechy  a Zuzannie badali oczy wjelce długo i dokładnie. I maści kosztowne dostała i nie pozwoliła sobie ich podać. No i kiedyś się zasmarkała, dostała jakiś tam zwykły antybiotyk nie na oczy i jej przeszły te oczy na zafsze. CUD.

Poza tym jest tUsta i nie ma już takich uszu spiczastych jak kiedyś. Ale dalej lata z piłkami w gębie i piszczy z uciechy przy tym. Dalej nie lubi nowych tymczasów a po tygodniu ich lubi. No i pozwala się drapać i szczeka uciesznie, by zachęcić Dużych do drapania. I tapla się w wodzie, w wannie, w zlewie. I bojaźliwa jest, ale Matkę naszą Zastępczą lubi i się daje drapać. I my chcemy, żeby gówniara Zuzanna była zdrowa, wesoła i mjała chęć mordowania włochatych piłek.

Najlepszego tUsta zezowata Babo Zuzanno. A tu dowód, że nie tylko ja mam fanki!

To od chłopaków z Kielc za pośrednictwem ich Dużej! Patrzcie na kopercie jest JEJ IMIĘ!!!!

p1180719

A ta zaś wierszowana od Matki Zastępczej! Sama

zyczenia-dla-zuzanny

Bardzo mje wzrusza, że taka zwykłą czarna baba budzi ciepłe uczucia. Bo ja że budzę – to jasne.

To bardzo bardzo życzymy Zuzannie Fszytskiego co jest najlepsze i takie tam.

 

Pimpek czeka na badania i na zdrowie.

Komunikat specjalny.

Pimpek z Grupy Neko – wyjechał od nas i czeka na badania – termin odległy, ale zbiera kasę i czeka.

I jeszcze go dziś rano dopadła choroba, miał ponad 40 stopni gorączki i kroplówkę i specjalnie z nim jechali na uczelnię wielką ratować.

Pamiętajcie o Pimpku  proszę. I dziękuję tym, którzy mu pomogli:

02.02.2017 ANNA R. 15 zł 02.02.2017 AGNIESZKA MARIA P. 20 zł 06.02.2017 ELŻBIETA P-Z 20zł 06.02.2017 JUSTYNA R. 100 zł 06.02.2017 KATARZYNA O. 50zł

Badania to rezonans i tomograf a leczenie choróbska dziś na klinikach to inna rzecz jeszcze.

Zuzanna nie chce prezentów urodzinowych  tylko pomocy dla Pimpka piątakowej, za którą wdzięczna będzie.

28 1060 0076 0000 3300 0076 2960
Fundacja Hospicjum dla Kotów Bezdomnych – Grupa Neko
ul. Broniewskiego 53 D / 51, 87-100 Toruń

Tytułem: Cele statutowe LECZENIE PIMPEK

ten dopisek  BARDZO ważny jest.

Cele statutowe LECZENIE PIMPEK

Dziękujemy za kwiatek dla Zuzanny!

 

p1180624

 

 

 

 

sporo malców i zła przygoda ze złymi ludźmi.

No to zaczynam trzecią część opowieści fspominkowej o Zuzannie. Oczy kaprawe, uszy wielkie, nogi chude – nic nie zapowiadało tustości i zezowatości.

No i leczyli ją Duzi i domu szukali. Już była taka nerwowa i strachem podszyta, bo takiego ma charaktera. Nie to co ja. No to szukali długo i żeby było fszytsko jak trzeba.

No ale najpierw w torebce przynieśli oseska Eryka:

To był osesek do karmienia butelką co parę godzin i nie było łatwo było, żeby on przeżył. Ale przeżył i był zabawką Zuzanny.

Potem był jeszcze koci gnojek ze środka lasu – Leśna. Też niezła zabawa dla Zuzanny:

Lato się zaczęło kończyć, o Zuzannę nikt nie pytał. No i nadal oczy takie były brzydkie, w sumie dobrze, że dwa, a nie jak ja – jedno.

No i jak już tę dynie pożarli Duzi, to Leśna dom znalazła, rudy Eryk też, po drodze były jeszcze inne małe chore biedy i się rozjechały po kraju i w końcu Zuzanna dostała dom. Z innym młodym kotem, niby mjało być git. Ale po jakimś czasie dziwnie ucichło, zdjęcia raz pokazali, potem jakoś tak podejrzliwie podejrzanie coś zawisnęło w powietrzu. Duża już się zabierała tam jechać i gruchło jak rano zapach z kuwety – wyrzucili ją do schroniska.

Z awanturą i fochem.

Z rachunkiem za posikane dobra materjalne, jakieś dywany i inne. Dwa tysiące monet ich kosztowały te dobra, co ona zniszczyła i ludzkie z nich ludzie, niemal śfjęte, bo powinni ją szpadlem zatłuc a oni dobrzy i do schronu dają.

Zuzanna wyła. Duża po nią poleciała, ona wyła, cały czas i oczy miała jakby nie widziała na nie – wielkie i puste. I wyła.

Nigdy potem nam nie nasikała w dobra materjalne –  ani wcześniej – nigdy. A jak wróciła to się bała, jakby ją kto bił.  Tylko jak ją Duża do weta brała, to ze strachu się  pod siebie posikała jak ją na ręce w domu wzięła. Dużej zrobiło się smutno, że ktoś skrzywdził Zuzannę.

I Duzi postanowili, że zostanie z nami. I tyle. Tak się stało i jom adoptowali.

Ale to nie znaczy, że ta historia się tu kończy, będzie jeszcze odcinek urodzinowy na pewno!

p1150952

spozieram w przeszłość.

czyli wspominamy małą Zuzannę przed jej trzecimi urodzinami.

Cała historia zaczyna się na tym moim git blogu w maju 2014. Możecie se obczaić historyczne wpisy i fszystko se przypomnieć.

A ja spojrzę teraz na to z perspektywy tymczasu. Bo Zuzanna była tymczasem i wjelce chorowała, na te oczy, na brzuch, na fszystko. W sumie w kółko ona do weta jeździła i były takie weekendy i noce, że się Duzi bali, czy dożyje do kolejnego dnia. Jak jej było lepiej, to nosiła przedmioty w pysku i topiła je w misce. Utopione se nosiła do łóżka i wjele było radości, jak Duża odkrywała mokre plamy i to CZERWONE na łóżku i mdlała ze strachu o Zuzę a ten gnojek pacnął tam filcowom piłkę czerwoną i ona była mokra i farbowała.

Do tego trzeba jej było domu szukać, ale to później, bo jeszcze za popsuta była. Leczyli ją magicznymi zylexisami i wymazywali jej coś z oczu, że niby coś miało tam być złego, a nie było a oczy dalej zalepione. No i nie umiała jeść karmy, ani mokrej ani chrup. Martwili się, że się zagłodzi. A ona nie umiała, bo nie znała. Chciała jeść chleb z dżemem albo herbatniki. To znała z fabryki, może znalazła to w śmieciach? To jak ona miała być zdrowa, jak miała 2 miesiące ledwie i się tym dżemem żywiła.

Obczajcie dżemową panienkę jak była mała i bawiła się wodą, a zarazem uczyła się ważnych słów i liter.  Tu układa słowo „cinzano”.

 

jak widać poniżej,fascynacja wodą jej nie przeszła nawet jak była nieco starsza i zamiast polerować paznokcie to topi pilnik.

p1160648

A tera jak jest dorosła, to jest już ekspertem od wody. Siedzi w wannie nad ranem, idzie se Duży do kibla o 5 rano a tam zza zasłony wyskakuje z nienacka Zuzanna. Można na serce paść podobno. A jak jej nie ma w wannie, to BYŁA, co poznajemy po śladach ślicznych stópek. To Duża mówi, że som śliczne,  nie ja.

Ja wiem, że ślady są czarne. Księżniczka Zuzanna ma brudne stopy i tyle.

Więcej faktów z jej życia, nawet krępujących, wyciongnę na światło dzienne w kolejnym odcinku.