Rosół.

Niedziela, my chcieli się wpasować w klimat i mjeć rosół, taką zwyczajową niedzielną zupę na kościach i żeby mjęso ukraść z kury na przykład.

Rosół jest wyznacznikiem niedzielności w niektórych obszarach społeczności i my oczekiwali, że do nas on kiedyś też zawita. Szanse nędzne były ale nadzieja umiera na końcu.

I stało się! Duża była chora i smarkała i takie tam a wiadomo – rosół jest pantaceum na wszystko i zawsze.

Matka Zastępcza mówi: przyniosę rosół.

Mje się oko zaświeciło, że kurę se wyciągnę z niego.

I pojawił się wjelki słój w rękach Matki Z.

Gorący słój….. W nim ROSÓŁ i marchefka. I woreczek z pietruszką obok dla ozdobności rosołu. Paczcie:

P1190447

I wtedy się okazało. Mogłem przypuszczać – znam Matkę Z. i swoją Dużą.

WEGAŃSKI rosół. Moje obrzydzenie widać w oku na fotach na końcu.

Zuzanna jeszcze wjerzyła w prawdziwość rosołu ale zara i ona się przekonała, że to nie kości tylko pietruszka.

No i taka niedziela pod znakiem marzeń, co umarły jak nadzieja na rosół.

Tyle, że Duża ozdrowiała po rosole raz raz  a Duży se kupił kurę sam i nam Fszystkim dał.

I fotorelacja z obczajania wegańskiego rosoła:

 

 

Reklamy

Jak wszedłem w jesień.

Normalnie. Na balkonie bawiłem się w rozczomsacz obornika, potem to sprzątali.

Potem dostałem wielką paczkę leków na starą głowę a w tym leku mam nawet wyciąg z czegoś tam, co Duża ma w czerwonym winie i to pomaga na stary łeb.

Także moim okiem pacząc to jesień zapowiada się całkiem git.

Duża pragnie zaczymać lato i kupiła to. Summer edyszyn. Bez komentarza.

P1190439

Lepiej by wino se kupiła, skoro tak dobrze na mje ma działać ten resweratol czy coś. Czymajcie się ciepło.

Po czym poznajemy, że Rudy zdrowieje.

Po tym:

P1190438

Rudy zachorował. Normalnie NIKT nie wie, na co. Tylko i aż mjał gorączkę bardzo brzydką. Baliżeśmy się o niego, bo to małe takie, łatwo się psuje.

No i nic innego – tylko temperatura w tyłku mierzona za wysoka. Nie kichał, nie smarkał, nie sr… , znaczy no wiecie o co biega.

Leżał, nie jadł i był ciepły za bardzo. Był, pewnie, że był u weta. I mu się podobało, mruczał z termometrem w tyłku, co oznacza, że go oszałamjała ta gorączka. Leki brał.

I dziś już się darł, że głodny i tę myszkę wykończył i zielone flaki jej wypruł. Chyba będzie dobrze, no nie?

Od tego chorowania poszły w cholerę postępy w chodzeniu, bo słaby się zrobił i się przewraca. Ale musi mu siła wrócić. Musi.

Na pewno dziad rośnie – tak z pół kilo u nas przybrał i wygląda już jak kocur trochu a nie klops. Niech się naprawia.

W cholerę myszy jest do wyprucia, no nie? Warto żyć. To ja pójdę walnę Zuzannie z liścia, bo mje wąchała jak spałem. I myślcie ciepło o Rudym.

 

jakby nigdy nic…

…wracam z wieściami, bo mje nie było.

Ale wiecie, nie mam za bardzo nic do robienia se jaj. Mje jakoś ponuro się zrobiło i żem jesień i starość swoją i Baby poczuł. O Babie będzie później.

Malce mamy: są popsute, czasem bardzo, smutno paczeć, jak im dzieciństwo ukradł zły los. Wypadek z okna albo jaka wada od urodzenia. I nie wiadomo co będzie dalej. Mje nachodzą myśli takie syfiate jak zasra..a kuweta, smutne że aż.

Ale też kurde no – one się bawią z tymi swoimi nogami popsutymi i mają to gdzieś. Te nogi. I że z tyłka kapie. Duża naprawia ile się da, ale kotki zagadki to trudny temat.

W sumie wiecie co – jak żem się Wami podzielił tym moim myśleniem, to mje olśniło. Mje też kapie. Z tyłka. I nogi mam nie takie jak trzeba  i nie umjem już skakać na różne rzeczy.

A jest wcale git.

Paczcie, to prawda, że jak się smutkiem podzielisz, to on, ten smutek się maleńki robi i znika.

To ja się podzielę też trochu radością, bo ona od dzielenia się to większa się robi. Obczajcie te malce, cholera tam z tym, że nie wiadomo co im jest i co będzie.  Paczcie, jakie klopsy komiczne: Czykita czy tam Chiquita i Stuart. Tadam, paczcie:

Stuart pomaga Dużej robić bazarek na koty z Wjelkiego miasta:

IMG_5814

a Czykita jest słodka jak porcelanowa figurka, ale to zmyłka, cwana jest!

IMG_5902

a tu są razem:

P1190420

a tu osobno emanujom słodyczą:

P1190415

IMG_5822

Podobało się? Trzymajcie kciuki za ich nóżki i pęcherze i jelita i Fszystko.

Wykwintny dizajn i eleganckie wykonanie.

Zachwyci każdego kota.

Tak pisze w opisie. I dalej:

Mruczki nie oprą się najlepszej egipskiej przędzy bawełnianej i palecie kojących duszę barw. 

Całości dopełnia zaskakujący kształt prostokąta, nawiązujący do tak lubianych przez koty kartonów.

Ja pierniczę, to nie jest koniec, obczajcie:

Każdy kot jest indywidualnością, dlatego doceni możliwość samodzielnego komponowania i kształtowania przestrzeni legowiska.

Bardzo praktyczny jest uchwyt, łudząco podobny do tego do zawieszania na haczyku, ale chodzi o kocią zabawę i miejsce do zaczepiania pazurków. Spod legowiska wystaje kusząco metka ze składem i namawia do wielogodzinnych polowań, które zakończy drzemka na niebiańskiej poduszce.

 

Hehe wrobiłżem Was!!!! To Duża napisała ten opis a on traktuje o ręcznikach, co je zrzuca z suszarki pacjent Połek i robi to nieustannie co pjęć minut.

I za nic ma mjętkie poduchy i budki i koce.  I dla niego niebjańska poducha to dwa frotowe niebieskie ręczniki ze sklepu z meblami na I.

I tyle. A opis mje się widzi, trzeba zachować, może go shandluję do jakiejś podusi dla kotów i będę mjał na cukierasy.

Tak to wygląda co chwilę:

P1190408