Dwa lata z Babą, czyli od 2 kg przez 2,9 do 2,2 i tak w kółko.

Może pamiętacie, może nie, ale Baba jest ze stolicy. Prosto z najwiękciejszego miasta i tam ją z domu wyrzucili do schroniska. My właśnie pożegnali Kefira i Milejdi się pojawiła niebawem, znaczy fkrótce po tym.  Tu się zaczyna nasza historia z Babą:

Początki Baby

Dwa lata my już z Babą siedzimy i towarzyszymy jej w zmaganiach, znaczy żeby żarła i tyła trochu, bo chuda jest, że jom wstyd ludziom pokazać, bo co se pomyślą. Baba raz lepiej, raz gorzej, ale tak to jest, ona ma tyle lat co ja, tak na oko. Znaczy z 15 lat.

Zgrabna jest i zwinna i z oczóf jej patrzy zmyślnie, choć już miała fazę, że zapominała, że jest Babą i ogólnie mieszkała na szafie i wyła. Łeb jej jakoś naprawili, teraz jej się coś tam popsuło f środku, naprawiają, jest efekt, bo Baba trochu je.

No i takie mamy urodziny Baby Milejdi, zaraz świętujemy, bo Baba z kroplówki wróciła i dostanie coś git do żarcia, Zuzanna już czyha na stole na resztki.

Oby nie było gorzej a najlepiej, żeby się Baba ogarnęła i skończyła z tym kroplówkowaniem. Git żarcie i tak Baba dostaje, to Zuzanna ma nieograniczony dostęp do git resztek i dlatego od tyłu ona (znaczy Zuzanna) mje już przypomina tustością. Powaga, mylą nas od dupska strony.

A teraz wracamy do jubilatki – paczcie, podziwiajcie i życzenia składajcie.

Po lewej widzimy Babę i jej EGO. Po prawej Baba i jej przyjazny wyraz twarzy.

Najlepszego Babo Milejdi!

 

Reklamy

nie wiemy, czy będzie tort.

Może się okazać, ze zamiast świeczek na torcie będzie kroplówka czy coś.

30 października Baba Milejdi ma mieć drugie domowe urodziny.

Powaga,  to już dwa lata, jak ona jest i jak Kefir zniknął.

Ale Baba ma naprawdę tak z pjętnaście lat – coś jak ja, no i nam znika. Bo nie chce jeść.

Znika i badają, co jej jest. I nikt nie wie. Bo z krwi nie pokazuje się nic złego a Baba się kurczy i niknie znaczy znika.

Wet nasz się stara pomóc na jedzenie, może to taki babowy starościowy kryzys. A może po prostu starość.

Duża wczoraj płakała okropnie.

Znów, jak to było pod koniec wtedy z Kefirem, zaczęła szukać małych śmietanek ale nic z tego nie wychodzi.

Bym prosił o dobre myśli. Bym prosił.

 

Zaufanie.

Jak jest zaufanie, to nie pytasz się, co to jest na stole, tylko se zjadasz. Duży mówi, że on zaufania nie ma, bo brązowe na stole to nie jest zafsze belgijska ani nawet polska czekolada. Ani trufle.

Duża ufa mje bardziej i jakoś siódmym zmysłem wie, czy to pralinka czy nie.

Ale nie o tym zasranym temacie miało być. Miało być o zaufaniu.

Wiecie, że jak się je utraci, to jest jak zwietrzałe chrupki – nie da się odkręcić, by były smaczne.  Tak ludzie mówią, że ufa się raz i takie tam.

A my mamy pacjenta Dimę, co jest mega neurologiczny, poplątany i co najgorsze – nie ufa ludziom. Boi się, syczy i się chowa. Strasznie się boi. Gorzej dużo i bardziej się boi, niż Duży tej niespodzianki na stole.

Nie gryzie, łapą bije, niby można z nim coś zrobić i złapać ale serce się kroi mje jak go widzę. Jemu trzeba duszę rehabilitować i ciało, ale duszę najpierw.

Pomagamy mu, znaczy nie przeszkadzamy, nawet Zuzanna nie łazi syczeć ani ja mu nie zaglądam w miskę. Jak się przestraszy to jest tak poplątany, że strach. To my ostrożni są. Czykita czasem se siedzi i na niego się gapi, może mu co wytłumaczy.

Duża mu daje kapsuły na relaks i spraj na spokojność ale on to trudna sprawa.

Zzaufanie się popsuło, cza naprawić. Nawet foty porządnej nie mamy a Dima ładny, wielki, ponad 3 kilo waży a ma ledwo 5 miesięcy.

Czykita podobnie ma a waży 1,3 kilo ale się składa z gupkowatości, zabawy, apetytu i wJelkiego zaufania Bym chciał, żeby i Dima miał tego trochu.

Trzymajcie kciuki za rehabilitację cielska i duszy, bo smutno paczeć na malca, co ma smutne oczy.

Niedziela kiedy cały świat wszczymał oddech.

Opowiem od początku. Było jeszcze lato i my się cieszyli słońcem i żarciem trawy. Baba wyła na głos dniem i nocą.

My, a ja w szczególności, wulkanizowaliśmy się na balkonie a Baba wyła i paczała w ścianę. Zamieszkała na szafie w kuchni. Sikała tam i spała. Tam jadła i miała potem kuwetę, bo inaczej w szafę lała.

I wyła nocami. A jak Duża do niej po krześle na szafę właziła to Baba jej nie poznawała i się bała okropnie. Oczami się bała i kurczyła się w kącie. Strasznie trochę, no nie?

Zabrali Babę do lekarza i się okazało, że ona taka okropna z wierzchu ma całkiem zdrowy środek jak od młodszego kota.

I dalej wyła do ściany. Leki dostawała – nie działy. Potem inne dostała. I suplement na stary łeb.

Minął miesiąc i wyła jakby mniej ale z szafy nie złaziła wcale. Duża liczyła tabletki i jej wyszło jakieś 40 dni brania i wtedy Baba zeszła z szafek na blat. Raz.

Potem znów. Potem na blat zeszła z lodówki kuweta. Dobre to było, bo wcześniej w lodówce w cholerę żwirku my mjeli, komiczna sprawa.

Minął tydzień i widziano Babę na stole, jak pozierała na pokoje. I znów minęło coś tam czasu i zlazła Baba na podłogę i udała się spać do łóżka. Na trochę. Potem uciekła na szafę.  Aż do pamiętnej niedzieli, co świat wszczymał oddech a  Baba wtedy zlazła z szafy i przespała noc w łóżku i se łaziła po domu. Nie wyje. Trochu się jej łeb naprawił.

Ale wjecie, jak nie wodnista biegunka to przemarsz formacji militarnych, wjenc Baba przestała jeść – znaczy pysk ją boli i zęby w nim. Pan wet jej od ręki i na poczekaniu trzy zęby wyrwał i tera jest pewne, że jej tylko trzy zostały kły i że ma chorą gębę w środku ale jak je, to jest git. Duża się przeraziła, że po tym rwaniu się Baba znów relokuje na szafkę, ale na razie jest pokojowa a nie szafowa.

Się uprasza w Dzień Czarnego Kota, znaczy MÓJ pomyśleć o Babie ciepło.

z okazji wJelkiego święta. Celinka.

Dziś dzień zwierząt. Powinno być tak, że święto nie jest potrzebne, bo jest spokój, zdrowie i opieka zafsze.

Ale jednak świat jest paskudny i taki dzień świąteczny powinien przypomnieć, że kurde jest w cholerę do zrobienia.

Pomijam tera moje straszliwe potrzeby pożerania chrupek dla kocich bebisiów  i spacerów o 23 w nocy i że MUSZĘ mieć swoją poduszkę w łóżku. Moją milusią podusię.

Mówię o rzeczach paskudnych, co ich nie powinno być.

Niechciane kocie i psie malce, ludzie, co maltretują nas. Cyrki ze zwierzętami. Laboratorja i inne takie testy straszne, co często do niczego nie służą. Psy na łańcuchu albo w kojcu latami krążą jak roboty. Koty przymarzające do betonu. Straszne „hodowle” psów, kotów, świń, krów… Konie, co na mięso idą a są ciężarne, coby więcej ważyły.

Dla nich niech się zdarzy śfjęto. Niech się świat zmieni. Od jednej małej rzeczy nawet się zmienia. Od sterylki wioskowej kotki. Od znalezienia domu dla szczeniaka z ulicy. A do tego olejcie cyrki i kosmetyki i jedzenie nadziane cierpieniem zwierzaków. Może kto jeszcze co innego wymyśli?

Pacjentka Czykita się pyta za pomocą słodkiej minki: co TY zrobiłaś/eś dziś dla zwierzaków, hę?

IMG_5837

U nas zaś chuda, smutna i kiwaczkowa Celinka. Może dla niej znajdzie się dom? Jest fajna, 100 % kuwetkowa, prawie zdrowa, trochu smarka. Nie słyszy nic ale widzi i fakt – trochu się kiwa jak chodzi. Ale chodzi i się nawet zaczyna bawić, bo ona dzieciństwo nieco zgubiła. Czemu się kiwa? Może przechorowała coś jak w brzuchu matki była. I ktoś mówił, że ludzie ją kopali.

Bardzo potrzebny dom, ona ma ledwo 2-3 miesiące i jest miła i mruczy!

Jakby ktoś mógł – rozgłaszajcie proszę, Duża Fszystko o niej opowie i doradzi. 

 

Udanego świętowania!