Ruch był jak na dworcu.

Dlatego żem nie pisał. Duża miała taki jakby zawrót głowy i smutek jesienny w tej głowie i działo się dużo rzeczy takich do niczego, co nie powinny się dziać.

Ale już nakreślam mojego punkta widzenia. Jest to punkt przesiąknięty mondrością i szerokim oglądem świata, bo ja bywam i na balkonie, i na korytarzu i spotykam ludzi i nie tylko.

Gości my mieli na rehabilitacji: Lucky Igor, co ma 5 tygodni i nóżki niewładne, Dima wielki jak carska Rosja (3,2 kg i 5 miesięcy, szacun) i co nie umie równo chodzić, Czykita, co tu zacumowała i jest póki co (ale jest do wzięcia jak co).

I tera tak: Lucky Igor miał martwicę na dole koło pupy i paskudne rany no i te nóżki, co nie chodzą wcale też paskudne. I jak się waży 600 g to za cholerę nie ma pieluchy takiej, coby go nie nakryła w całości prawie.

Som za to podpaski i uroczo ten Igor szeleścił, jak jeździł tyłkiem przyodzianym w błękitną folijkę  Olłejs Najt po podłodze. Śmiech śmiechem, ma chłop problem, nawet go nie da się diagnozować, bo za mały. Ma rosnąć i wtedy będzie badany i takie tam. Może mu się uda pomóc? Grupa Neko z Wrocławia jak coś chętnie pomoc pieluchowo/podkładowo/karmowo/grosikową przyjmie.

Igor: w koszyku widać wzmiankowane dobra i podpaskę. Trzeba mu pomóc jak coś.

Dima, ten wielki (z Fundacji FOP Wrocław) to miał pecha, bo razem z siostrą i bratem mieli ciężką chorobę i to zanim się urodzili. Od tego im zostało straszne poplątanie w chodzeniu, Dimie  co jest największy, zostało największe poplątanie. Kto by tam chciał takiego kota i  jeszcze on na ludzi syczy straszliwie i warczy a na rękach kocha, taki dżekyl i mr hajd. Ciężko z takim kotem. Duszę u nas bardziej niż ciało rehabilitował. I cud się zdarzył i ktoś go chciał razem z poplątaną siostrą, bo brat już miał dom. Dima w lesie mieszka daleko do wjelkich miast i trzymamy kciuki, żeby było dobrze. To film, jak Dima chodzi jak mu wychodzi, bo jak się emocjonuje to już się wywraca.

https://drive.google.com/open?id=0B4tfb1sHxTQ8R2wwMEV5Qi04LVE

a to Dima:

IMG_6209

Czykita, co jest tu i czeka na swoją szanse na DOM (ona jest z  Fundacji Tabby Burasy i Spółka ze Zduńskiej Woli) ma też 5 miesięcy, jak Dima a waży tylko 1400 g. Komiczna Baba no i nie chodzi… Na wózek zbiera (Zapytajcie Fundację na FB, co i jak), bo musi jakoś się prostować a jest dziwna i pokrzywiona nieco, więc ten wózek też nie taki od ręki, tylko taki wiecie, jak od projektanta mody. Wesoła jest i gUpia ale ma SUPER charaktera, poratuje małe koty, pobawi się, uszka im umyje, taka jest opiekująca się animatorka. A drze się, jak co chce, bo jest też wJelce asertywna. My wspominali, że jak przyjechała, to ważyła 790 g a teraz po 2 miesiącach to 1400. Kawał baby hehe. Obecnie zajmuje się dekoracją okien i destrukcjom firanek.Widać te czynności na zdjęciach, co som poniżej.

A tu jest film o tej destrukcji: https://drive.google.com/open?id=0B4tfb1sHxTQ8bXFIbWR2am9BNUU

 

Poza tym obiecuję, że pokażę Wam jeszcze zaległy prezent Baby Milejdi na urodziny, nasze przygotowania do bycia celebrytami oraz jak my poznali arystokrację i co z tego wyniknęło. Niebawem, czyli fkrótce. Pokażę też jak Zuzanna jakby lewituje mimo tUstości.

Aha – obczajcie nowy numer Kocich Spraw. Moje plecy tam są – to najważniejsza rzecz – ale i inne tam rzeczy o naszej Dużej.

 

Reklamy

Dwa lata z Babą, czyli od 2 kg przez 2,9 do 2,2 i tak w kółko.

Może pamiętacie, może nie, ale Baba jest ze stolicy. Prosto z najwiękciejszego miasta i tam ją z domu wyrzucili do schroniska. My właśnie pożegnali Kefira i Milejdi się pojawiła niebawem, znaczy fkrótce po tym.  Tu się zaczyna nasza historia z Babą:

Początki Baby

Dwa lata my już z Babą siedzimy i towarzyszymy jej w zmaganiach, znaczy żeby żarła i tyła trochu, bo chuda jest, że jom wstyd ludziom pokazać, bo co se pomyślą. Baba raz lepiej, raz gorzej, ale tak to jest, ona ma tyle lat co ja, tak na oko. Znaczy z 15 lat.

Zgrabna jest i zwinna i z oczóf jej patrzy zmyślnie, choć już miała fazę, że zapominała, że jest Babą i ogólnie mieszkała na szafie i wyła. Łeb jej jakoś naprawili, teraz jej się coś tam popsuło f środku, naprawiają, jest efekt, bo Baba trochu je.

No i takie mamy urodziny Baby Milejdi, zaraz świętujemy, bo Baba z kroplówki wróciła i dostanie coś git do żarcia, Zuzanna już czyha na stole na resztki.

Oby nie było gorzej a najlepiej, żeby się Baba ogarnęła i skończyła z tym kroplówkowaniem. Git żarcie i tak Baba dostaje, to Zuzanna ma nieograniczony dostęp do git resztek i dlatego od tyłu ona (znaczy Zuzanna) mje już przypomina tustością. Powaga, mylą nas od dupska strony.

A teraz wracamy do jubilatki – paczcie, podziwiajcie i życzenia składajcie.

Po lewej widzimy Babę i jej EGO. Po prawej Baba i jej przyjazny wyraz twarzy.

Najlepszego Babo Milejdi!

 

nie wiemy, czy będzie tort.

Może się okazać, ze zamiast świeczek na torcie będzie kroplówka czy coś.

30 października Baba Milejdi ma mieć drugie domowe urodziny.

Powaga,  to już dwa lata, jak ona jest i jak Kefir zniknął.

Ale Baba ma naprawdę tak z pjętnaście lat – coś jak ja, no i nam znika. Bo nie chce jeść.

Znika i badają, co jej jest. I nikt nie wie. Bo z krwi nie pokazuje się nic złego a Baba się kurczy i niknie znaczy znika.

Wet nasz się stara pomóc na jedzenie, może to taki babowy starościowy kryzys. A może po prostu starość.

Duża wczoraj płakała okropnie.

Znów, jak to było pod koniec wtedy z Kefirem, zaczęła szukać małych śmietanek ale nic z tego nie wychodzi.

Bym prosił o dobre myśli. Bym prosił.

 

Zaufanie.

Jak jest zaufanie, to nie pytasz się, co to jest na stole, tylko se zjadasz. Duży mówi, że on zaufania nie ma, bo brązowe na stole to nie jest zafsze belgijska ani nawet polska czekolada. Ani trufle.

Duża ufa mje bardziej i jakoś siódmym zmysłem wie, czy to pralinka czy nie.

Ale nie o tym zasranym temacie miało być. Miało być o zaufaniu.

Wiecie, że jak się je utraci, to jest jak zwietrzałe chrupki – nie da się odkręcić, by były smaczne.  Tak ludzie mówią, że ufa się raz i takie tam.

A my mamy pacjenta Dimę, co jest mega neurologiczny, poplątany i co najgorsze – nie ufa ludziom. Boi się, syczy i się chowa. Strasznie się boi. Gorzej dużo i bardziej się boi, niż Duży tej niespodzianki na stole.

Nie gryzie, łapą bije, niby można z nim coś zrobić i złapać ale serce się kroi mje jak go widzę. Jemu trzeba duszę rehabilitować i ciało, ale duszę najpierw.

Pomagamy mu, znaczy nie przeszkadzamy, nawet Zuzanna nie łazi syczeć ani ja mu nie zaglądam w miskę. Jak się przestraszy to jest tak poplątany, że strach. To my ostrożni są. Czykita czasem se siedzi i na niego się gapi, może mu co wytłumaczy.

Duża mu daje kapsuły na relaks i spraj na spokojność ale on to trudna sprawa.

Zzaufanie się popsuło, cza naprawić. Nawet foty porządnej nie mamy a Dima ładny, wielki, ponad 3 kilo waży a ma ledwo 5 miesięcy.

Czykita podobnie ma a waży 1,3 kilo ale się składa z gupkowatości, zabawy, apetytu i wJelkiego zaufania Bym chciał, żeby i Dima miał tego trochu.

Trzymajcie kciuki za rehabilitację cielska i duszy, bo smutno paczeć na malca, co ma smutne oczy.

Niedziela kiedy cały świat wszczymał oddech.

Opowiem od początku. Było jeszcze lato i my się cieszyli słońcem i żarciem trawy. Baba wyła na głos dniem i nocą.

My, a ja w szczególności, wulkanizowaliśmy się na balkonie a Baba wyła i paczała w ścianę. Zamieszkała na szafie w kuchni. Sikała tam i spała. Tam jadła i miała potem kuwetę, bo inaczej w szafę lała.

I wyła nocami. A jak Duża do niej po krześle na szafę właziła to Baba jej nie poznawała i się bała okropnie. Oczami się bała i kurczyła się w kącie. Strasznie trochę, no nie?

Zabrali Babę do lekarza i się okazało, że ona taka okropna z wierzchu ma całkiem zdrowy środek jak od młodszego kota.

I dalej wyła do ściany. Leki dostawała – nie działy. Potem inne dostała. I suplement na stary łeb.

Minął miesiąc i wyła jakby mniej ale z szafy nie złaziła wcale. Duża liczyła tabletki i jej wyszło jakieś 40 dni brania i wtedy Baba zeszła z szafek na blat. Raz.

Potem znów. Potem na blat zeszła z lodówki kuweta. Dobre to było, bo wcześniej w lodówce w cholerę żwirku my mjeli, komiczna sprawa.

Minął tydzień i widziano Babę na stole, jak pozierała na pokoje. I znów minęło coś tam czasu i zlazła Baba na podłogę i udała się spać do łóżka. Na trochę. Potem uciekła na szafę.  Aż do pamiętnej niedzieli, co świat wszczymał oddech a  Baba wtedy zlazła z szafy i przespała noc w łóżku i se łaziła po domu. Nie wyje. Trochu się jej łeb naprawił.

Ale wjecie, jak nie wodnista biegunka to przemarsz formacji militarnych, wjenc Baba przestała jeść – znaczy pysk ją boli i zęby w nim. Pan wet jej od ręki i na poczekaniu trzy zęby wyrwał i tera jest pewne, że jej tylko trzy zostały kły i że ma chorą gębę w środku ale jak je, to jest git. Duża się przeraziła, że po tym rwaniu się Baba znów relokuje na szafkę, ale na razie jest pokojowa a nie szafowa.

Się uprasza w Dzień Czarnego Kota, znaczy MÓJ pomyśleć o Babie ciepło.

z okazji wJelkiego święta. Celinka.

Dziś dzień zwierząt. Powinno być tak, że święto nie jest potrzebne, bo jest spokój, zdrowie i opieka zafsze.

Ale jednak świat jest paskudny i taki dzień świąteczny powinien przypomnieć, że kurde jest w cholerę do zrobienia.

Pomijam tera moje straszliwe potrzeby pożerania chrupek dla kocich bebisiów  i spacerów o 23 w nocy i że MUSZĘ mieć swoją poduszkę w łóżku. Moją milusią podusię.

Mówię o rzeczach paskudnych, co ich nie powinno być.

Niechciane kocie i psie malce, ludzie, co maltretują nas. Cyrki ze zwierzętami. Laboratorja i inne takie testy straszne, co często do niczego nie służą. Psy na łańcuchu albo w kojcu latami krążą jak roboty. Koty przymarzające do betonu. Straszne „hodowle” psów, kotów, świń, krów… Konie, co na mięso idą a są ciężarne, coby więcej ważyły.

Dla nich niech się zdarzy śfjęto. Niech się świat zmieni. Od jednej małej rzeczy nawet się zmienia. Od sterylki wioskowej kotki. Od znalezienia domu dla szczeniaka z ulicy. A do tego olejcie cyrki i kosmetyki i jedzenie nadziane cierpieniem zwierzaków. Może kto jeszcze co innego wymyśli?

Pacjentka Czykita się pyta za pomocą słodkiej minki: co TY zrobiłaś/eś dziś dla zwierzaków, hę?

IMG_5837

U nas zaś chuda, smutna i kiwaczkowa Celinka. Może dla niej znajdzie się dom? Jest fajna, 100 % kuwetkowa, prawie zdrowa, trochu smarka. Nie słyszy nic ale widzi i fakt – trochu się kiwa jak chodzi. Ale chodzi i się nawet zaczyna bawić, bo ona dzieciństwo nieco zgubiła. Czemu się kiwa? Może przechorowała coś jak w brzuchu matki była. I ktoś mówił, że ludzie ją kopali.

Bardzo potrzebny dom, ona ma ledwo 2-3 miesiące i jest miła i mruczy!

Jakby ktoś mógł – rozgłaszajcie proszę, Duża Fszystko o niej opowie i doradzi. 

 

Udanego świętowania!

Rosół.

Niedziela, my chcieli się wpasować w klimat i mjeć rosół, taką zwyczajową niedzielną zupę na kościach i żeby mjęso ukraść z kury na przykład.

Rosół jest wyznacznikiem niedzielności w niektórych obszarach społeczności i my oczekiwali, że do nas on kiedyś też zawita. Szanse nędzne były ale nadzieja umiera na końcu.

I stało się! Duża była chora i smarkała i takie tam a wiadomo – rosół jest pantaceum na wszystko i zawsze.

Matka Zastępcza mówi: przyniosę rosół.

Mje się oko zaświeciło, że kurę se wyciągnę z niego.

I pojawił się wjelki słój w rękach Matki Z.

Gorący słój….. W nim ROSÓŁ i marchefka. I woreczek z pietruszką obok dla ozdobności rosołu. Paczcie:

P1190447

I wtedy się okazało. Mogłem przypuszczać – znam Matkę Z. i swoją Dużą.

WEGAŃSKI rosół. Moje obrzydzenie widać w oku na fotach na końcu.

Zuzanna jeszcze wjerzyła w prawdziwość rosołu ale zara i ona się przekonała, że to nie kości tylko pietruszka.

No i taka niedziela pod znakiem marzeń, co umarły jak nadzieja na rosół.

Tyle, że Duża ozdrowiała po rosole raz raz  a Duży se kupił kurę sam i nam Fszystkim dał.

I fotorelacja z obczajania wegańskiego rosoła:

 

 

Jak wszedłem w jesień.

Normalnie. Na balkonie bawiłem się w rozczomsacz obornika, potem to sprzątali.

Potem dostałem wielką paczkę leków na starą głowę a w tym leku mam nawet wyciąg z czegoś tam, co Duża ma w czerwonym winie i to pomaga na stary łeb.

Także moim okiem pacząc to jesień zapowiada się całkiem git.

Duża pragnie zaczymać lato i kupiła to. Summer edyszyn. Bez komentarza.

P1190439

Lepiej by wino se kupiła, skoro tak dobrze na mje ma działać ten resweratol czy coś. Czymajcie się ciepło.

Po czym poznajemy, że Rudy zdrowieje.

Po tym:

P1190438

Rudy zachorował. Normalnie NIKT nie wie, na co. Tylko i aż mjał gorączkę bardzo brzydką. Baliżeśmy się o niego, bo to małe takie, łatwo się psuje.

No i nic innego – tylko temperatura w tyłku mierzona za wysoka. Nie kichał, nie smarkał, nie sr… , znaczy no wiecie o co biega.

Leżał, nie jadł i był ciepły za bardzo. Był, pewnie, że był u weta. I mu się podobało, mruczał z termometrem w tyłku, co oznacza, że go oszałamjała ta gorączka. Leki brał.

I dziś już się darł, że głodny i tę myszkę wykończył i zielone flaki jej wypruł. Chyba będzie dobrze, no nie?

Od tego chorowania poszły w cholerę postępy w chodzeniu, bo słaby się zrobił i się przewraca. Ale musi mu siła wrócić. Musi.

Na pewno dziad rośnie – tak z pół kilo u nas przybrał i wygląda już jak kocur trochu a nie klops. Niech się naprawia.

W cholerę myszy jest do wyprucia, no nie? Warto żyć. To ja pójdę walnę Zuzannie z liścia, bo mje wąchała jak spałem. I myślcie ciepło o Rudym.

 

jakby nigdy nic…

…wracam z wieściami, bo mje nie było.

Ale wiecie, nie mam za bardzo nic do robienia se jaj. Mje jakoś ponuro się zrobiło i żem jesień i starość swoją i Baby poczuł. O Babie będzie później.

Malce mamy: są popsute, czasem bardzo, smutno paczeć, jak im dzieciństwo ukradł zły los. Wypadek z okna albo jaka wada od urodzenia. I nie wiadomo co będzie dalej. Mje nachodzą myśli takie syfiate jak zasra..a kuweta, smutne że aż.

Ale też kurde no – one się bawią z tymi swoimi nogami popsutymi i mają to gdzieś. Te nogi. I że z tyłka kapie. Duża naprawia ile się da, ale kotki zagadki to trudny temat.

W sumie wiecie co – jak żem się Wami podzielił tym moim myśleniem, to mje olśniło. Mje też kapie. Z tyłka. I nogi mam nie takie jak trzeba  i nie umjem już skakać na różne rzeczy.

A jest wcale git.

Paczcie, to prawda, że jak się smutkiem podzielisz, to on, ten smutek się maleńki robi i znika.

To ja się podzielę też trochu radością, bo ona od dzielenia się to większa się robi. Obczajcie te malce, cholera tam z tym, że nie wiadomo co im jest i co będzie.  Paczcie, jakie klopsy komiczne: Czykita czy tam Chiquita i Stuart. Tadam, paczcie:

Stuart pomaga Dużej robić bazarek na koty z Wjelkiego miasta:

IMG_5814

a Czykita jest słodka jak porcelanowa figurka, ale to zmyłka, cwana jest!

IMG_5902

a tu są razem:

P1190420

a tu osobno emanujom słodyczą:

P1190415

IMG_5822

Podobało się? Trzymajcie kciuki za ich nóżki i pęcherze i jelita i Fszystko.