Tytuł własności.

Znaczy JAK udowodnić, że coś jest Twoje. Czeba mjeć tytuł własności.

I teraz tak: Zuzanna ma karton po pieluchach ze sklepu na L. Znajduje upodobanie w tym kartonie. Nie tylko ona. No to udowadnia, że ma tytuł własności i śwjeży oddech.

Paczcie, to nowoczesna historia w obrazach. Lepsze niż czytanie kodeksów – prawo w obraskach. Żeby było poważniej, żem użył znaczków, co wyglądają jak Czykita, takie pokręcone, znaczy paragrafów. Komiczne.

§ 1. Zuzanna posiada karton:

P1020330.JPG

§ 2. Mały Bentley podważa jej prawo własności poprzez przyłażenie i się gapienie:

P1020333                                     P1020332P1020331

§ 3. Ostatecznie Zuzanna okazuje mu szczerbatą paszczę (zwraca uwagę brak kła)  i niezwykle świeży oddech i tak wygląda Zuzannowy tytuł własności:

P1020334.JPG

§ 4. Po okazaniu powyszszego czy coś tak, Bentley nie podważa już prawa Zuzanny do kartonu i idzie se gdzie indziej się ekscytować.

§ 5. Zuzanna korzysta se z prawa własności:

P1020335.JPG

Ja mam inne wyobrażenie o prawie, wjęc jak ja coś chce, to idę i paczę na kogoś, kto to ma. I każdy oddaje mje od razu tytuł własności do tego czegoś, bez gadania. Ale to już inny paragraf.

 

 

Reklamy

Morf w ogrodzie.

Kiedyś już było o ogrodnikowaniu, jak my z Kefirem wywalali donice. Dawno w cholerę, ale wracam do tematu, a jak kto chce pogrzebać w kuwecie pszeszłości, to zapraszam tu:

https://kefirimorfeusz.wordpress.com/2013/09/10/ogrodnikowanie-jest-trendy/

Anno domini 2018, znaczy TERAZ  żem się fspiął na lewel ekspert, bo to jest tera nadal trendy: ogrodnikować.

Jest w cholerę porad wszędzie, na szczęście Duzi opstawiają tradycyjne uprawy – dobra trawa do żarcia i rzygania, dobre kocimiętkowe zioło, sukulenty, co atak jądrowy wyczymają, skoro zimę i lato z Dużą wyczymały  i dżefko iglaste jako choinkę.

Ale zachciało im się mądrości. Duża postanowiła zakupić na kocim bazarku poradnik o kfjatach. Nie byle jaki – STARY – z 1956 roku, bo tam jest o kwiatach, co tera są niemodne a są ładne i nie wymyślone z kosmosu i genetyki.

Jak ja, też jestem ładny i niemodny jak te łubiny i malwy i floksy.

No i mądry ten poradnik i filozoficzny on jest. Nawet o starożytnych kfjatach było i że niejaki Piliniusz, co w cholerę czasu już nie żyje to powiedział, że kfjaty to uśmiech i radość rośliny. A potem autor dodał praktycznie, że jedna taczka obornika wystarcza na 10 m2 ogródka. Popracuję nad tym.

Duża się zachwyciła i już zasiała maciejkę i coś tam jeszcze komicznego a potem JA żem wyraził swoją opinię o kfjatach i w związku z tym widzicie, jak ksiąszki się suszą po moim wyrazie opinii. Żem obrzygał obje.

Duża ratowała i uratowała. Bo skąd się dowie o uprawianiu driakwi, sępoty pnącej i ogniślepka, no skąd?

A Czykita i tak kopie w zasiewach jak dzika locha. Czarno widzę zapach maciejki o zachodzie słońca.P1020337

Majówka – krótkie podsumowanie.

Krótkie, bo żem większość majówki przespał. Jak się obudziłem, to nie było Dużych i Matka Z. mje zabawiała. I spacerowała ze mną. Potem zasnąłem. Jakoś mi się pokleiły te dni w jedną git kulę spania i że Matka Z. mje drapała za uchem, było git ciepło i żem się wulkanizował.

Kiedyś se siedziałem, ziewnąłem i zauważyłem, że też pokracznej Czykity nie ma. Zasnąłem i nagle wleźli Duzi z walizami, znaczy u Babci i Dziadka w wJelkim mieście byli. Z Czykitą, co ma chorobę lokomotywną czy jakoś tak, znaczy rzyga w aucie. Rzyga jak kot. Duża prawie płakała a Duży nosił Czykitę na rękach wśród dżew  jak robili przystanki. W drodze do mJasta na K. dostała wielce poważny lek na rzyganie i on tyle naprawił, że się tylko śliniła.

No dobra, walizki i słoiki przytargali i jeszcze coś. To jest Bentley. Jak miał 3 tygodnie pogryzł go pies, potem 3 tygodnie był w tym domu nadal i niewiele się działo i teraz ma 3 miesiące i już nie ma domu, ma pieluchę i opiekę dobrych ludzi. I dobry humor, bo to gnojek jest, ona nawet z kupą po pachy mają dobrego humora. Zazdroszczę im. Duża też.

Sosnośląskie koty – to taka mała grupa i on jest o nich. Zobaczymy, jak będzie z gnojkiem, na razie JA jemu pozwalam wejść do kosza.

To jest on:

P1020281P1020312P1020313

Na ostatnim zdjęciu jestem JA i on. W koszu. Z dedykacją dla Cioci Od Kosza :).

Jak on przyjechał, to była połowa tej majówki. Potem żem znowu zwyczajowo se spał i mje się śniło, że widzę psa. A ty BYŁ pjes. O tym będzie niebawem.

A jak się czeba było ogarniać, że koniec majówkowania, to przyjechał kot, co ma wszystko – nogi, oczy, kuwetuje, chodzi, no git kot ale…. ma wjelką ranę. I tę ranę próbuje naprawiać od dawna bardzo i u nas też po to przyjechał – na zrobienie łaty na tą dziurę w kocie.

Se tak patrzę na to wszystko, to mje żal, że malce nie chodzą, Czykita pogięta na ciele i umyśle, Niuniek dziurawy. Ale z drugiej strony to jest też ważne, że KTOŚ je lubi, dba i chce o nie zawalczyć. Ja tam też pomagam. Na przykład pozwalam leżeć w koszu i nie spuszczam łomotu kotu. Mam swój honor, gnojka nie tukę. A niech tam, „miks norweskiego leśnego” – tak  ma napisane w papierach, prawie Książę Pan a kupę gubi.

Dodam tez, że sporo się sprząta dzięki niemu i często Czykita może zwalać pranie z suszarki, tak więc ona się cieszy, czego i Wam życzę.

26 stopni, to to ja rozumiem!

Czekałem kurde no pół roku. Po drodze orkany mje zdezelowały kosz. Jak już lód wyciekł ze szczontków kosza, jak Duża posprzątała, to nadal było w cholerę zimno.

Kosz wrócił, skąd przyszedł, znaczy na śmjetnik. Moje kosze są zawsze ze śmieci, bo ludzie wywalają takie na pranie – piękne ładne, tylko coś tam się ułamało i już wyrzucają, a ja mam wJelce dużo radości z tych koszy. Tylko one się psują zimą i od orkanów.

A tera w koszowej biedzie poratowała mje dobra Ciocia i PACZCIE, taką pakę dostałem:

P1190886P1190885

I znów było w cholerę zimno i w sumie dopiero teraz BALKONUJĘ! W nowym GIT koszu, on jest stabilny, mocny i chyba na huragany odporny. WYPAS! Niniejszym dziękuję Fszytskim, którzy mje koszową pomoc  oferowali!

A to ja i nie tylko ja w koszu:

To trzymajcie się ciepło!

 

Jak ukradliśmy miesiąc.

„Śmierdzi jej z pyska i nie je, to trzeba uśpić” tak się jedna pani wyraziła i uśpić i żeby nie płacić za to. „i tak zdechnie, jej matka tak miała i zdechła”.

To ją Fundacja Pręgowane i Skrzydlate wzięła pod te skrzydła swoje i leczyła ile się dało. I Duża pojechała w wjelką sobotę obczaić tę kicię i prezenty zawieźć. I poznała Malunią no i koniec – oczy jej się zaświeciły, „Babik, po prostu Babik” pomyślała i wzięła. Żem ją zobaczył i też pomyślałem „Baba z wściekłymi oczami” i że trza  się mjeć na baczności.

Ale to bardzo wymęczony Babik był i se raczej spał, trochu tuptał, czasem zapominał, gdzie jest, takie tam. I chora była strasznie na nerki. Se była, żebyście wiedzieli jakie smakołyki my mjeli dzięki niej, fszelkie saszetki z sosem, pasztety z jelenia!!!, sardynki, no Fszystko, nawet jajo od pszepiórki. Bo ona nie chciała jeść i trzeba było kusić.

A piła tylko wodę, jak w niej kostka lodu była. I pięknie mruczała.

Czasu się nie cofnie, to tak być musiało, że ona nam se poszła dokądś tam, gdzie nie ma chorych nerek.

Akurat minął miesiąc, jak ją wyrzucili, bo z pyska śmierdzi.  Tośmy razem z Pręgowane i Skrzydlate ukradli dla Maluniej miesiąc, że się grzała w słońcu i jadła te sardynki, czy co tam chciała.

Taki Babik.

Maliny i starość.

Duża miała wczoraj urodziny, ważna rzecz, ja żem się zachował ładnie i nie kaszlałem i mje wrócił wigor i zwyczajowy wku… w….   no wkurzałem się jak zwykle.

A Duża  dostała paczcie jaki tort od Matki Z!!!! Samodzielnie wyprodukowany powaga.

Mje tam nie zachwycajom jakoś za bardzo wypieki, ale Czykita była wniebowzięta, obczajała kuliste maliny kazała się posadzić na stole i wyżerała śmietanowe nadzienie.

Duża się zaś zachwyciła, bo paczcie, na torcie som koty! Dostała też kubki i skarpety z kotami, się wie.

Wjelce git! Sprawę popsuła trochę Czykita, bo chciała zdekonstrułować tort, ale jej zabrali.

P_20180413_190848P_20180413_190952

Ja żem zachowywał się najpoprawniej, jak się da i nawet dziś jestem niebywale milusi.

To był kawałek o malinach i trochu o starości Dużej ale tera będzie o prawdziwej starości, bo oprócz tortu to my dostali jeszcze dzień wcześniej wielkie pudło, znaczy klatkę, a w niej coś jakby prezent.

Popsuty Kacper lat 12 przyjechał do nas, bo mu nogi połamało i miednicę a weci opcieli mu kawałek kości ze stawu w tyłku i tera on musi se ten staw taki na niby zrobić z mięśni. Po to przyjechał.

Kurde, wiecie, on gada po mojemu, Duża sama mówiła „Kacper gada morfoidalnie”. Bo to wielki, stary i porządny kocur jest, co wjele widział i przeżył. I nie były to miłe przeżycia. Dlatego będę z nim się bratał mentalnie. Fajny gościu, śpi, je, kuwetuje i 3 x śpi, bo odpoczywa po tym życiu na wsi w patologii i po cierpieniu.

Obczajcie jego lepszą stronę, bo po drugiej ma łyse i poszyte wzdłuż i wszerz czy coś.

P_20180414_103358.jpg

Na razie musi być dużo w klatce, żeby się ładnie sklejał. On się nie gniewa, se wypoczywa, widać, że poczebuje tego.

No to tyle u mje. I mam ten git kosz, mam na balkonie ale mje jest ze starości za zimno na razie na ten balkon, kurde no. Taki się zrobiłem zmarznięty ale nic, czekam na upały, się wulkanizować będę, czego i Wam życzę.

Jak wyczekiwałem wiosny.

To było kurde nie do ogarnięcia. Zimno w cholerę. Jeden dzień słońce mje wyszło, Duża się zachowała porządnie i umyła mje balkon. Nie zdążyłem se nawet poleżeć jak – UWAGA – zaczął potem padać śnieg i zasypał okno.

Tego mje było za dużo. Rozregulowały się mi jelita do tego, szczegółów oszczędzę. Wkurzony obczajałem dziewki ślizgacze, jak się bawią a Czykita to nawet i na mróz poszła. Takie som przywileje młodości. Cieplejszy tyłek i gupota.

Po drodze był u nas kocur Antoni, co ziemniaków i chleba broni. Nic śmiesznego, tak go wygłodzili źli ludzie, że jadł Fszystko i z ziemniakiem uciekał i warczał.

Nogi popsute miał i ogona nie było. Ale gościu był równy chłop, za pięciu rozrabiał, jak urośnie będzie taki git jak ja. Pojechał szukać domu do Tabby Burasy i Spółka.

Oprócz walki z zimą to my walczyli o stałą kupę ślizgacza Kiwi. Szło jak to zimą – po grudzie ale Duża raduje się każdym bobkiem, szczęście łatwym jest na moje oko.

W końcu był poniedziałek świąteczny i zwyczajowo śnieg na dachu. A za dwa dni Duża prała letnie ciuchy, bo nie mjała co wdziać. Oszaleć można. Stabilność mje jest milsza, więc się wulkanizowałem na oknie i na łóżku.

A propos znaczy w związku z łóżkiem – obczajcie, jak my w starym składzie jeszcze się na starym łóżku grzejemy.

P_20180206_133531

Tera mam nowe, bo kanapa sprężyną zaatakowała mje Dużą i nastąpiła konieczność przemeblowania. Ja żem to zaakceptował a durne dziewki latają też zachwycone.

Z nowych rzeczy to mam jeszcze kosz, ale to jest sprawa na odrębną, znaczy osobą historię. A ze starych to mam na trochu jedną starą babę. A to już kurde temat na trylogię. Obiecuję, że z wiosną się ogarnę i nie bedę Was zaniedbywał, no.

To jest MOJE nowe łóżko. Idealnie się wpasowuje w plamy słońca, bo na balkonie to mje jeszcze za chłodno.

I zobaczyłem to łóżko i żem wiedział, że będzie dobre.

Tom na nim spoczął w plamie słońca i żem widział, że i to jest dobre.

To żem me strudzenie w plamie słońca złożył i jąłem wypoczywać.

 

P_20180410_115127

Czyli tak: jak wypocznę, ogarniam opowieść o nowym koszu i starej babie. A na razie to Fszystkiego słonecznego życzę.

 

 

 

Popsute uuuuu, wyrzucić?

Zajmę się tematem popsutości.  Różnie można to widzieć. Na przykład czasem moje jedno oko to jest taki defekt, że aż, a moja defekacja to uuu defekt w skali mega. Bo jestem trochu niekontynentny. Nieszczelny znaczy. A dla Dużej to nie są defekty.

Morfik kuleczka słodziutka – o tak do mje mówi.

Ale są felery większe i przez nie trudno o opiekę na przykład. Taka Czykita. Kiwi. Antoni.

Łączy ich to, że sami nie sikają. UUUUU popsute. I nie chcą się naprawić, bo człowiek skrzywdził, auto przejechało. I czasem nie daje się odzyskać Fszystkiego.

Kto takie zechce? Mało kto. Duża się martwi, że czasem nikt.

A jak tak pomyśleć mądrze i na spokojnie, to obczajcie:

jedyne co czeba z takim Antonim, to 3 razy dziennie wziąć go na ręce i nacisnąć pęcherz. To jest łatwe, można się naumieć raz raz. Wysikujemy się do kuwety, kibelka, na podkład, jak tam komu wygodniej. I tyle.

Coś jak wyjście z psem – też czeba regularnie ale nie czeba o 6 rano w listopadzie w deszcz wychodzić, se można w piżamie siknąć Antka czy Kiwi i nawet dalej spać, jak kto chce.

I tyle. Taki feler, mały a drogę zamyka do domu.

Czykita ma tak samo i Kiwi też. Zajmuje to nam z 10 minut dziennie i mamy trzy koty wysikane i już.

Czykita i Kiwi są podłogowe, suwają się, ale Antoni to kurde jest ponaddźwiękowy gUpek, jest wszędzie, skacze, kradnie bułki, no kurde zupę na kokosowym mleku ukradł ostatnio. Wesoły jest, trochu kuleje ale jemu nic nie przeszkadza, jak poczebuje na szafę wejść.

Tylko i aż to sikanie. Kurde no, trza je odczarować, chyba każę Dużej jaki filmik o tym zrobić, żebyście się nie bali i pokazywali innym, że to łatwe.

A tu nasze pacjenty z felerami. Ale z sercami i chęcią do kochania. No.

Nasza kartka.

Wiem, taka była i rok temu ale na niej jest Fszystko i Fszyscy.

Dlatego żem postanowił, że nie będę jej zmieniać. Ze skorup od jajec wyskakują obecni i ci, co ich nie ma. Ale są.

No wjęc jest ta kartka i z niej obczajają Was:

wiosennych_swiat_blog

Kefir – co go nie ma dawno, ale ostatnio Dużej się wydawało, że mówił „ęęę..ęęę” ktoś, a tylko on tak mówił.

Zuzanna – co jest, ale zębów nie ma prawie, za to ma Fszystkie cechy księżniczek i upodobanie do małych piłek i liściów, ale liście muszą być suche i stare. Jak jej zęby wyrwali, to trochu jak Kefir wyglądała, język wylazł i gały ma okrągłe.

Dalej po prawej to JA wyłażę z jaja, a o mnie to nie ma co mówić, mje widać. Mam zęby, łeb mi nie szwankuje ostatnio i pogoiły się te krwawe placki za uszami, żem odzyskał urok i wdzięk. Mała sąsiadka Maja mówi o mje „ładny kot”, a ona ma z 5 lat, to wie, co mówi. Mje głaszcze z atencją i żem u niej nawet był w domu. Niezła chata, wpuścili mje do szafki z ziemniakami, żem mógł Fszystko, nawet na kanapie leżeć.

Dobra, na końcu z jaja wyłazi Baba Milejdi. Duża se myśli, że pusto bez niej, no pusto i nadal nie stawia toreb ani nic na szafce w przedpokoju. Bo tam siedział Babik , znaczy Baba i jadła tam. I jak coś postawi, to zaraz zabiera, bo jakoś bez sensu, jak tam coś stoi.

Wiosennych Świąt!

 

Antoni i inwazja biedronek.

Najpierw wylądował orzeł, znaczy Antoni. Gościu miał tragiczne życie, połamali go „ludzie” a i ogon urwali. Porzucili w lesie, w transporterze. Minus 15 było. I się zaczęło – chory, biedny, nie sika albo się leje z niego, kupa jest albo nie ma, noga w wjelkiej ranie, coś okropnego, mięśnie pozrywane. Nawet wet mówił, że takiej nogi nie widział, takiej kupy brudu i kupy i rany.

Ale Antek się chyba nie przejmuje NICZYM, bo zaczął od wlezienia do suszarki od naczyń a potem wylazł i ukradł suchą bułkę. Głodował, bo nawet papier od kibla chciał jeść. Suchy chleb to kradnie ucieka i warczy, jakby udziec z jelenia zdobył.

Odżywia się płatkami owsianymi i szpinakiem, trzeba chować Fszytsko, taki ma głód w głowie wdrukowany. Chodzi, niczego się nie boi, tam jakiś odkurzacz? Nawet się nie ruszy. Spoko, słuch ma, leci jak z procy jak lodówkę słyszy.

Hitem było, jak śmietnik wybebeszył i co tam znalazł to se zeżarł i wylizał. Szacun. Ja kiedyś też tak żem robił, szacun.

A potem nastąpiła inwazja biedronek. Nadeszła paczka nimi wypełniona, to jest wiosenna radość dla biedaków, takie szczęśliwe biedronki od Cioci Basi z Katowic, dla tych, co domu i zdrowia szukają. Dzięki Ciociu!

Antoni dokonał analizy inwazji i powszczymał ją zamykając kartonik.  Dziękujemy, bo nie mogą się rozleźć, bo są dla biedaków. No.