Najweselszy paragraf świata.

Paragrafy ogólnie są mało komiczne, straszą, grożom, napominają, przemawiają napuszone i ogólnie mało kto kuma, co to jest i raczej się ludzie boją ich niż się czujom chronieni przez nie.

Ja zaś żyję z paragrafem od ponad roku, minęło jak garść cukierasów, znaczy szybko. To się podzielę moją wjedzą z Wami, szczególnie, że może żeście obczaili, mam napisane na stronie, że odczarowywujemy niepełnosprawność. No to lecimy:

Paragraf ma na imię naprawdę Czykita. Nikt jej nie chciał, nie chce i pewnie nie zechce.

Trochę to smutne, taka świadomość, że się jest kotem ostatniej kategorii do chcenia i pokochania na tym świecie. To se jest jako tymczas i siedzi. Jest pod opieką Dużej i Fundacji Tabby Burasy i Spółka.

Jak tą Czykitę upominam za pomocą łapy, że jest gnojkiem to się dże. Ogólnie przemawia wrzaskiem, jak ma emocje. Jak ma pozytywne, znaczy się cieszy, to się drze i kręci na tyłku. Jak ma negatywne, jak nie dostaje kiełbasy albo jak ją się odsikuje (Czykitę, nie kiełbasę), to też się drze, ale się nie kręci.

Paragraf, bo jest pokręcona z wady, co jej się nie da odkręcić. Nie sika sama, kupę robi sama i gdzie chce. Trza ją obczajać u weta raz na jakiś czas, czy w środku wszystko ma jak czeba, czy coś się nie przesuwa, nie uciska i takie tam. Na razie jest dobrze, tylko to jest gruby paragraf i ciężko jom odchudzić.

Ja tam doskonale rozumię, że nie każdy chce takie coś. Bo trzy razy na dzień trzeba wrzaskliwego paragrafa odsikać, posprzątać, jak kupę machnie. Czykita nie umi się wdrapać na nic kompletnie, bo te nogi jej przeszkadzają, to cały śfiat ma na podłodze, czeba mocno kminić, jak jej ten świat uświetnić, żeby było wesoło, ciekawie i fajowo. Bo to młody paragraf, ma z półtora roku. Ja czasem się z nią potłukę, to też jakieś urozmajicenie, no nie?

Najbardziej to ona lubi żebrać o jedzenie. I kraść zatyczki do uszów, szaleć w tunelu szeleszczącym i grać w piłkę kulką z folji aluminiowej. I jeść…. i gapić się z balkonu na sąsiadów, polować na muchy zespołowo z tustą Zuzanną.

Popaczcie jaki był, jaki jest ten paragraf. Odczarować bym chciał takie koty, że też są fajne i można z nimi żyć se wesoło. Jasne, wymagają czegoś więcej, no wiem. Ale może kogoś do suwaczka jakiegoś przekonam za pomocą paragrafa i jego  facjaty z piegami.

IMG_5902IMG_8034P1190998IMG_6713IMG_6461IMG_5837

 

 

 

 

Reklamy

Snuję dalej opowieść o kotach z daleka.

Było o bliskim lesie, a tera znów wracam do dalekiego kraju. Kraj jest naprawdę w cholerę daleko, 3500 km stąd, za duuużą wodą. Myślałby kto, że tam są koty?

No są. Pokazywałem Wam schronisko a koty są też przy domach. Duzi byli na wsiach, takich naprawdę za górami, za lasami. A w miasteczku też byli i na pierwszy rzut oka czeba mocno kotów wypatrywać, bo nie łażą stadkami głodne jak w innych wakacyjnych krajach.

No to Duża szczególnie wypatrywała. Stadami to chodzą jaszczurki, szybkie bestie a cwane. Psy się gapią i siedzą na murku, przyjazne i takie gnuśne. Na sklepach czy wiejskich barach zawsze jest urzędowa naklejka, że zwierzaki wstępu nie mają i zwykle siedzi tam pies :). Albo kot.

Duża wypatrywała kotów, to żem już pisał. I były – przy domach, pod kościołem urzędowały, spały w obejściach przytulone do psa. Takie zwykłe dachowce, trochę potargane, ale często oswojone i baaardzo chętne do przyjaźnienia się, jak chrupy widziały. W sklepach dużo chrup, takich zwykłych, ale znikają że aż, chyba nie tylko Duzi karmili. A koty miały swoje smaki i najchętniej to bebisiowe, znaczy kittenowe chrupki chciały.

Na pewno by tam czeba więcej sterylizować, to na pewno. Ale też trzeba powiedzieć, że krzywdy i biedy nie widać. Rozjechanych nie widać, tak jak w Polsce. Choć bieda jest, wypadki są, maluchy czasem kto podrzuci gdzieś albo otruje. Tylko że tak ogólnie to jakby więcej jest dobrego nastawienia, choćby niekrzywdzenia, uważania na kota i nieprzeszkadzania mu w życiu, jeśli kto już nie pomaga.

A ciekawe jest też to, że wody tam duuużo, płynie strumieniami z gór do morza, wody dzikie zwierzaki na pewno mają ile czeba. To jest super, bo ona świeża jest i czysta. Inne są te koty – jakby chudziejsze smuklejsze, częściej długi włos mają. I kolory jakieś inne, żeście już widzieli na podstawie schroniskowych.

To tak ogólnie, będzie jeszcze o jednym mega wyjątkowym maderskim czy tam maderzańskim kocie.

Czekajcie i podziwiajcie koty zza wjelkiej wody.

IMG_6795IMG_7075IMG_7076IMG_7362IMG_7599IMG_7606IMG_7714IMG_7731IMG_7782

Ja, środek lasu i Książę Pan.

Jak pewnie wjecie, se chadzam czasem na spacery. Tak tu koło domu, se ogródki i auta obczajam, sam robię kółko albo i trzy i wracam grzecznie pod drzwi.

Ale ile tak można? Z uwagi na fakt, że jestem mega marudny, jęczę pod dżwiami, wciąż chcę atrakcji i gonienie Zuzanny mje nie daje spełnienia, to Duzi zabrali mnie na prawdziwą wycieczkę.

Już tam kiedyś byłem – normalnie hektary w lesie, wielkie dżewa i polany i dom na środku. No było wjelce git, wiecie, że mi nogi tak nie kulały, jak kuleją, grzbiet mnie się naprostował, żem stąpał, jakbym miał z 10 lat mniej. Taka siła przygody i przyrody jest. Potem trochę wypoczywałem, co widać na zdjęciu.


Normalnie raj, ale kurna do czasu. Idę se, obwąchuję bluszcza na domu a tu zza węgła, znaczy zza winkla wylazł z wrzaskiem Książę Pan! No kurna, on jest zdesperowany, coby się bawić, coby się poznać, coś tam warczy ale też i łazi za mną, zafsze taki był, jak do niego na chatę czasem żem przyszedł, to normalnie ćfierkał do mnie, żebyśmy się bawili.

Paczcie, się przykleił do mnie, ale co tam, on nie ma kociego kumpla tylko jaszczurki i zające w lesie. To żem jakoś to zniósł.

 

No z biedą śmy się jakoś zgadali, potem jemu wlazłem do kuwety i skorzystałem i śmy się pożegnali. Paczcie, żeśmy jednak jakąś relację nawiązali.

IMG_7889.JPG

Są dni ważne. I bardzo ważne.

21 lipca 2008 roku, żem jeszcze był w łódzkich śmjetnikach  chyba, a do Dużej wprowadził się KEFIR.

10 lat. Szmat czasu. Bym chciał przypomnieć, że bez niego nie było mje, na 100% by mje nie było.

A najśmieszniejsze jest to, że jak Kefir był w ogłoszeniach, taki chory, paskudny i bez łapy, taki czarny, i taki nierynkowy, to Duża wciąż myślała, że ktoś jom ubiegnie i Kefira zabierze do domu do siebie, wciśnie się do fundacji po niego z wrzaskiem, jak tłum w markecie do nowej kasy.

Naprawdę, myślała, że stoi kolejka po niego, bo taaaaki śliczny i taaaaki słodki.

Nie stała.

Duża była jedyną chyba, co chciała go wziomć. Śmierdział ropą, zęby chore, chudy był i mjał smutne oczy. Fundacja mu pomogła ale leczyć się musiał jeszcze długo.

Wiecie, on się nie umiał niczym bawić, taki był trochę smutny. No się wie, JA żem przyszedł za rok, to żem go rozweselił, aż kłaki latały, ale to temat na innom opowieść.

Razem żeśmy byli parę lat. Tukliśmy się. Ale czymaliśmy się razem, Bez niego, jak on zniknął i jego śmietanki, to żem chciał zamknąć tego bloga w cholerę.

Bo jak – tak bez Kefira.

Każdemu życzę, żeby spotkał na swojej drodze takiego kota, psa, człowieka, kogoś tam. Kto będzie git i postawi życie na właściwe tory.

No.

 

DSC04851

 

Możesz być kim chcesz.

Się nie ograniczaj, se dąż do marzeń i bądź sobą, se wyznaczaj swoje cele i kreuj swój świat i jeszcze kto to doceni i powie jakie to różnorodne i jakże wspaniałe.

Oczywiście w świecie ludzi to jest pusta gadka, jak moja miska nad ranem.

W świecie ludzi ceni się takąsamość, znaczy pasowanie do szablonu, pokazują to na przykład reklamy, bo jak jeden gupi baton ma być dla każdego wyjątkowy? Albo auto, co jest ich setki tysięcy a niby to jedno jest „specjalnie dla ciebie”, głupoty i tyle. A spróbuj se być sobą, to zobaczysz, jak z szablonu wylecisz z hukiem.

Żem to Czykicie tłumaczył, żeby nie przeginała, bo śwjat jest trudny ale ona wymarzyła sobie być pizzą.

Znalazła karton, co był po czym innym, ale jej się w marzenia wpasował.

P1190988

Potem się wdrapała na tyłku do kartonu i rozmyślała, czy jest pizzą z brokułem czy ze szynkom. A potem se zdała sprawę, że nie jest płaska i nie da się zamknąć ale Czykita nie rezygnuje z marzeń i nie ogranicza jom bycie kotem.

Nadal pracuje nad byciem pizzą i mje mówi, że to ja mam ograniczone szablonem widzenie śwjata i że ona jest już pizzom. Cały dzień poświęciła na spełnianie marzenia i nie dała se odebrać planu i kartonu.

Ta to umi walczyć, no nie? Obczajcie film o spełnianiu marzeń.

https://drive.google.com/open?id=1jJ5tnSZ5szibRVuzO1-jI4r0bMO8WKxg

Aha, fundacja od Czykity czyli Tabby Burasy i Spółka też ma marzenie – własny dom dla kotów.

Jakby kto zamiast na kawałek pizzy, na ten dom piątaka dał, byłoby bliżej do marzenia. Tu jest zbiórka:

https://www.ratujemyzwierzaki.pl/kdsikociarnia

 

 

 

horror kosmetyczny czyli że warto znać języki

Duża łazi koło luster i gada o starości i obwisłości. W związku z tym se taką maść skołowała, co od tej maści starość i obwisłość znika jak chrupy z mojej miski. Znaczy raz raz. Piękny wykwintny krem wielce francuski co ma jej oczy pięknie odnowić.

No i czyta se Duża ulotkę a tam….

Obrazek

Horror, no nie?

no to Kefirowi gały z przerażenia wylazły i mówi, ze z tego wynika, że po jakiś 200 dniach struktury skóry Duża nie będzie mjała!!! Czyli, że nam ze skóry oblezie, to po cholerę ta maść odstarzająca?

Dobrze, że Kefir włada nie tylko tym jęzorem, co mu z paszczy dynda, ale też innymi tam i se przeczytał, że:

Obrazek

i tera to my oddechnęli, znaczy, że Duża będzie miała tę skórę jeszcze kupę czasu. Że ta skóra się rozpada co 10 lat o te 5 %.

Git.

Czyli mądrość Kefirowa się nam przydała, raz na jakiś czas się przydaje 🙂

 

 

dzięks, że wpadacie do nas.

fajnie, że zaglądacie. Git. Piszcie co tam se o nas myślicie i o babie też. Dzięks, mi to jak kaczusia z ziemniaczkami na żołądek czy tam jak mniut na serce.

Aha – Kefir mówi, że ptaszęta oglądał. Że ładne i  jak małe przekąski gadające. No ta ja sruuu na balkon i pacze. One takie jak piłka z wąsami (wiecie, mam tak piłkę, git jest ) albo jak ta z dzwonkiem, bo gadają i mają skrzydła. Kefir mówi, że zjeść się to da. Ja tam nie wiem, zjeść można to, co na śmietniku jest, ok suchy chleb, kawałek kapusty, o serek z pudełeczka wylizać, o git –  takie tam. Pamiętam, wiem co mówię. Do dziś grzebię w śmietniku. Jak Duża nie patrzy. Jedzenie z dżewa? Bez sensu.

Aha – baba nam się popsuła. Płacze nocą i olała cały dom. Mi to wisi, że olała, ale Duzi się martwią. I wycierają. Pomyślcie ciepło o babie. Może ja ją wnerwiam? Nie wiem, nie gada ze mną. Wczoraj siedzieliśmy na balkonie i baba nic tylko gapiła się wkoło, ja żem psy obczajał. Powaga, żem jej nie walł ani nic. Ani żem jej nie wjadł, bo to ona mi wyjada. Żem jej RAZ usiadł na nowym dywaniku, może to jom wnerwiło?

Słowo od Kefira…

P1020664Czasami jest tak, że to co znasz, jawi się w słońcu  w nowym świetle.Czasami jest tak, że przemierzasz po raz setny ten sam szlak i odkrywasz  inny, zupełnie nowy widok za tym samy zakrętem.

Czasami jest tak, że kolejny dzień wita Cię nowym, innym, wspaniałym…. widokiem, zdarzeniem…

Ta sama miska, te same chrupki, ten sam spaślak Morfeusz a jednak… codziennie świat odkrywa się dla nas na nowo….

Kefir