Po czym poznajemy, że Rudy zdrowieje.

Po tym:

P1190438

Rudy zachorował. Normalnie NIKT nie wie, na co. Tylko i aż mjał gorączkę bardzo brzydką. Baliżeśmy się o niego, bo to małe takie, łatwo się psuje.

No i nic innego – tylko temperatura w tyłku mierzona za wysoka. Nie kichał, nie smarkał, nie sr… , znaczy no wiecie o co biega.

Leżał, nie jadł i był ciepły za bardzo. Był, pewnie, że był u weta. I mu się podobało, mruczał z termometrem w tyłku, co oznacza, że go oszałamjała ta gorączka. Leki brał.

I dziś już się darł, że głodny i tę myszkę wykończył i zielone flaki jej wypruł. Chyba będzie dobrze, no nie?

Od tego chorowania poszły w cholerę postępy w chodzeniu, bo słaby się zrobił i się przewraca. Ale musi mu siła wrócić. Musi.

Na pewno dziad rośnie – tak z pół kilo u nas przybrał i wygląda już jak kocur trochu a nie klops. Niech się naprawia.

W cholerę myszy jest do wyprucia, no nie? Warto żyć. To ja pójdę walnę Zuzannie z liścia, bo mje wąchała jak spałem. I myślcie ciepło o Rudym.

 

Reklamy

jakby nigdy nic…

…wracam z wieściami, bo mje nie było.

Ale wiecie, nie mam za bardzo nic do robienia se jaj. Mje jakoś ponuro się zrobiło i żem jesień i starość swoją i Baby poczuł. O Babie będzie później.

Malce mamy: są popsute, czasem bardzo, smutno paczeć, jak im dzieciństwo ukradł zły los. Wypadek z okna albo jaka wada od urodzenia. I nie wiadomo co będzie dalej. Mje nachodzą myśli takie syfiate jak zasra..a kuweta, smutne że aż.

Ale też kurde no – one się bawią z tymi swoimi nogami popsutymi i mają to gdzieś. Te nogi. I że z tyłka kapie. Duża naprawia ile się da, ale kotki zagadki to trudny temat.

W sumie wiecie co – jak żem się Wami podzielił tym moim myśleniem, to mje olśniło. Mje też kapie. Z tyłka. I nogi mam nie takie jak trzeba  i nie umjem już skakać na różne rzeczy.

A jest wcale git.

Paczcie, to prawda, że jak się smutkiem podzielisz, to on, ten smutek się maleńki robi i znika.

To ja się podzielę też trochu radością, bo ona od dzielenia się to większa się robi. Obczajcie te malce, cholera tam z tym, że nie wiadomo co im jest i co będzie.  Paczcie, jakie klopsy komiczne: Czykita czy tam Chiquita i Stuart. Tadam, paczcie:

Stuart pomaga Dużej robić bazarek na koty z Wjelkiego miasta:

IMG_5814

a Czykita jest słodka jak porcelanowa figurka, ale to zmyłka, cwana jest!

IMG_5902

a tu są razem:

P1190420

a tu osobno emanujom słodyczą:

P1190415

IMG_5822

Podobało się? Trzymajcie kciuki za ich nóżki i pęcherze i jelita i Fszystko.

Wykwintny dizajn i eleganckie wykonanie.

Zachwyci każdego kota.

Tak pisze w opisie. I dalej:

Mruczki nie oprą się najlepszej egipskiej przędzy bawełnianej i palecie kojących duszę barw. 

Całości dopełnia zaskakujący kształt prostokąta, nawiązujący do tak lubianych przez koty kartonów.

Ja pierniczę, to nie jest koniec, obczajcie:

Każdy kot jest indywidualnością, dlatego doceni możliwość samodzielnego komponowania i kształtowania przestrzeni legowiska.

Bardzo praktyczny jest uchwyt, łudząco podobny do tego do zawieszania na haczyku, ale chodzi o kocią zabawę i miejsce do zaczepiania pazurków. Spod legowiska wystaje kusząco metka ze składem i namawia do wielogodzinnych polowań, które zakończy drzemka na niebiańskiej poduszce.

 

Hehe wrobiłżem Was!!!! To Duża napisała ten opis a on traktuje o ręcznikach, co je zrzuca z suszarki pacjent Połek i robi to nieustannie co pjęć minut.

I za nic ma mjętkie poduchy i budki i koce.  I dla niego niebjańska poducha to dwa frotowe niebieskie ręczniki ze sklepu z meblami na I.

I tyle. A opis mje się widzi, trzeba zachować, może go shandluję do jakiejś podusi dla kotów i będę mjał na cukierasy.

Tak to wygląda co chwilę:

P1190408

Chłopy – znaczy my – i miłość.

Dziś Wam opowiem jak MY, znaczy chłopy, pokazujemy miłość.

Jest wjele nieporozumień jak chodzi o pokazywanie uczuć. Na przykład – ja macham ogonem = odejdź albo bendzie antybiotyk w ruchu.

Pies macha ogonem – zostań i się będziemy kumplować.

I tak samo bywa mjędzy babami i chłopami. Tera Wam zacytuję, jak Duży tUstej Zuzannie mówił, że ją kocha wjelce.

Było tak: przyjechali Duzi tymczasowi Juliana. Go zabrać do siebie. No i Zuzanna jak zawsze zabrała tUsty tyłek i się chowała wjelce przestrachana.

Jak pojechali, to Duży uspokajał Zuzannę wjelce romantycznie po mojemu:

„Zuzannko, nie bój się, ty jesteś nasza tak na zafsze, do końca.”

Tera mój komentarz – Duża do tego momentu słuchała zachwycona.

A potem „Zuzanko, do końca samego, aż do pudełka na buty”.

Duża się zamyśliła….

I dalej „A może zrobimy z Ciebie diamencik?”

No i co kurde, to wjelce romantyczne fszystko, że Zuzanna jest księżniczka i takie tam i komuś się nie podoba?

Tytanik wymięka przy tym. Mje się tak widzi.

 

a to Zuzanka.

P1190197

Szaleństwa Panny Baby M.

Jak wiecie, Baba jest metuzalemowa i nietuzinkowa czy jakoś tak. Nie jest na pewno tuzinkowa, bo jest jedna a tuzin to 12. Dwunastu bab bym nie zniósł.

Ale do rem ad rem i po kolei.

Był konkurs Schroniska Na Paluchu „Po co Ci stary pies, po co Ci stary kot”. Duża uznała za stosowne zgłosić Babę, bo ona (Baba) jest z Palucha. No i zgłosiła i o głosy na Babę prosiła.

Paczcie Państwo, Baba wygrała w kategorii kociej. I jak nam listonosz przytargał te zdobycze z wygranej, to mje się oko wybałuszyło, jakie GIT dobra.

Ten drapak mje ucieszył, bo my takie lubimy a nasz już dogrywa czy tam dogorywa, znaczy odchodzi z tego padoła. Małym drapakiem się z malcami podzielimy. Piękne dary.

Zuzanna też je docenia. Tylko Baba nie okazuje entuzjazmu, bo jest zajęta mieszkaniem na szafie i darciem się w nocy. My jej dajemy perełki magiczne na bycie starym i upierdliwym. Czekamy niecierpliwie na efekty i ciszę w domu.

Ale i tak gratulujemy Babie, dziękujemy Wolontariuszom ze schronu. Duża nie chce oddać kubeczka. Nikomu.

To nasza, znaczy Baby wygrana i jak Zuzanna z niej korzysta.

WP_20170820_009

P1190346

OSIEM. LAT OSIEM.

Jestem tu od ośmiu lat, miałem cholera wie ile. Może pińć, może osiem. Plus te osiem i będzie ile mam.

Ale nie o to chodzi.

Chodzi o to, że dostałem NIEBYWALE dużo życzeń na różnych fejsach i miau. I smsy dostałem.

I normalnie stary, krzywy, siwy kot z jednym okiem dostaje życzenia, nie do uwierzenia normalnie.

Fajnie, ze paczycie na mje sercem. I że Was interesuje moje niebywale ciekawe życie z pacjentami, gnojkami, Babą M. i Zuzanną.

Opisze fkrótce co i jak dziś było. Na szybko – przyjechał gnojek zwany Połamańcem i to imję to chyba fszystko wyjaśnia.

No i świętowałem! Dziękuję Wszytskim, co ze mną byli ciałem i duszom i dobrą myślą.

To ja dziś i moja nowa trawa do żygania czy rzygania.

IMG_5726IMG_5723IMG_5697

Z dedykacją dla Honorowej Babci.

Jest tak, że mam sfoją Babcię i mam też Honorową Babcię. Ta druga wjelce pomaga kotom i nam dała kiedyś też pakę git fantów na bazarek.

Nie zapomnę, jak żem ledwo zdążył do kuwety wejść i wyjść a Fszystko się sprzedało w kwadrans na koty. GIT.

No i Babcia Honorowa dała nam pościel jako dar. Znaczy podarek dla nas. Duża najpierw pościel czymała w szafie jak relikfję, bo u nas to niebywałe, żeby pościel bez plam po mojej działalności była. No i przyszedł czas, że wyjęła te pościel.

Mjętka. Milusia. W kotki.

Duża się budziła i paczyła, czy te kropki to oczki kotów, czy może co innego. Ale ja czymałem fason i tylko włosiem sypałem na nią.

I dziś żem siadł rano i okiem rzekłem do Dużej, że chcem pod kołdrę. Bo ja lubię.

I paczcie – to jestem tak słodki, że słów brak.

Z dedykacją dla Honorowej Babci Eli 🙂

WP_20170805_006

Jak mi zabrali internet i że nie było Dużych.

Jedno wynika z drugiego. Duzi pojechali w cholerę i mje i Zuzannę zostawili z Matką Zastępczą.

Interneta nie było, nie mjałem jak pisać. A i czasu nie miałem, bo musiałem szkolić Matkę Z. jak głaskać, gdzie i kiedy chodzić i że cukierasy ma dawać.

Jest ona pojętna, wjęc nam czas płynął miło i w zgodzie, nawet Zuzanna nadstawiała tUsty brzuch do głaskania. Niniejszym dziękujemy Matko Z.

Po ostatnich przepełnieniach u nas my wysłali Babę Milejdi do Babci, żeby tam do siebie doszła i se odpoczęła psychicznie. Ona zaś jak wampir wyssała z Dziadków siły i nabrała cielska, podobno zafsze  tak jest u Dziadków.

Wjęc my spędzali urlop osobno. Co robiłem ja i Zuzanna – wiecie. A Baba odpoczywała. Polegało to na tym, że najpierw jechała i rzygła przez kratę w transporterze tak udatnie, że f środku było czysto a żyg w aucie nawet pod dywanikiem był. Potem Duży wiózł ją w kocyku i go obsikała a na koniec siadła mu na kolanach i zrobiła kupę.

Jak się ma zajęcie, to podróż płynie wartko czy jakoś tam. I dojechali, Baba poleciała zwiedzać swoje kąty i spać na suszarce od prania i w szafie. Duzi pojechali precz.

Babie było wesoło, latała se, żarła i się darła osobliwie często i głośno w nocy. Dziadkowie jak zombjaki (czyli żywe trupy chyba, Duży tak je nazywa) chodzili z niewyspania a Baba dostała tabletki na bycie starą i wrzaskliwą.

Babcia zabrała Babę do weta, bo miała czerwone na dziąsłach – Baba nie Babcia.

No i chuda Milejdi obwarczała cały personel i się wkurzyła ale dziąsła ma już git.

Tydzień przeleciał jak miska kaczusi przeze mje, znaczy szybko bo było Fszystkim atrakcyjnie.

I po tym tygodniu Duzi zebrali nas do kupy, my są razem i jeszcze jest kuternoga Julian co jak się ekscesuje czy ekscytuje to sika w biegu i nawet o tym nie wie. A i tak trzeba wyduszać mu pęcherz bo sam nie umi do końca.

Duża przeżywała szok zderzenia z życiem w tej szerokości geograficznej, bo według niej tu jest jak w rzyci, znaczy , że tak powiem mało ciekawie. W końcu się ogarła i dlatego włączyła mje internet.

Z całej tej eskapady Dużych to najwięcej żem tera słyszał o tym, że spotkali tam koty i że jeden to był tam już dwa lata temu i teraz też był.

Wjelkie mi coś. Ja żem też tu był dwa lata temu i jakoś nikt nie robi fanfarów z tego. Ale nic, pokażę Wam fkrótce te cuda, co je widzieli.

 

 

 

Dlaczego lipcowa data jest ważna.

I nie chodzi mje o 22 lipca ale o dziś – o 21 lipca!

No ktoś wie? Albo kojarzy ? Albo pamięta? Ja nie pamiętam, bo mje tu nie było. Jeszcze.

A był rok 2008. Znaczy trochu dawno.

Był 21 lipca i było gorąco. Pojawił się ON. Kot, co od niego pochodzą inne koty no i JA.

I naprawianie kotów od niego pochodzi i tymczasy i FSZYTSKO.

I tytuł tego bloga.

To już wiecie?

Dziś to by było 9 lat. Ale już go nei ma z nami, tak jakby ciałem.

Ale jest Fszędzie i Zafsze, bo jest tera Mała i Julian i ja jestem i Baba Milejdi i w cholerę innych gnojków było i będą.

I ludzie znajomi i zaprzyjaźnieni od gór do morza i Matka Z.

I Zuzanna z tustym zadem.

21 lipca 2008 roku Duża adoptowała se KEFIRA.

Był chory i biedny. Ale był git, powaga. Mózg tego zespołu, bez niego to bym chyba w politykę poszedł ale on mje nauczył sensu i roztropności. Tera ja jestem mózgiem.

Nie miał zębów i jednej łapy ale mjał to COŚ.

No to obczajcie przedtem i jak już był u nas:

i jeszcze trochę co pofspominamy, co? Niżej macie pokaz slajdów, se strzałki klikajcie.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Dziewięć lat temu szczerbaty kuternoga wziął i Dużej życie zmjenił. Powaga.

Najlepszego Kefir kumplu, gdziekolwiek jesteś. No.

Żem się wzruszył.