Maliny i starość.

Duża miała wczoraj urodziny, ważna rzecz, ja żem się zachował ładnie i nie kaszlałem i mje wrócił wigor i zwyczajowy wku… w….   no wkurzałem się jak zwykle.

A Duża  dostała paczcie jaki tort od Matki Z!!!! Samodzielnie wyprodukowany powaga.

Mje tam nie zachwycajom jakoś za bardzo wypieki, ale Czykita była wniebowzięta, obczajała kuliste maliny kazała się posadzić na stole i wyżerała śmietanowe nadzienie.

Duża się zaś zachwyciła, bo paczcie, na torcie som koty! Dostała też kubki i skarpety z kotami, się wie.

Wjelce git! Sprawę popsuła trochę Czykita, bo chciała zdekonstrułować tort, ale jej zabrali.

P_20180413_190848P_20180413_190952

Ja żem zachowywał się najpoprawniej, jak się da i nawet dziś jestem niebywale milusi.

To był kawałek o malinach i trochu o starości Dużej ale tera będzie o prawdziwej starości, bo oprócz tortu to my dostali jeszcze dzień wcześniej wielkie pudło, znaczy klatkę, a w niej coś jakby prezent.

Popsuty Kacper lat 12 przyjechał do nas, bo mu nogi połamało i miednicę a weci opcieli mu kawałek kości ze stawu w tyłku i tera on musi se ten staw taki na niby zrobić z mięśni. Po to przyjechał.

Kurde, wiecie, on gada po mojemu, Duża sama mówiła „Kacper gada morfoidalnie”. Bo to wielki, stary i porządny kocur jest, co wjele widział i przeżył. I nie były to miłe przeżycia. Dlatego będę z nim się bratał mentalnie. Fajny gościu, śpi, je, kuwetuje i 3 x śpi, bo odpoczywa po tym życiu na wsi w patologii i po cierpieniu.

Obczajcie jego lepszą stronę, bo po drugiej ma łyse i poszyte wzdłuż i wszerz czy coś.

P_20180414_103358.jpg

Na razie musi być dużo w klatce, żeby się ładnie sklejał. On się nie gniewa, se wypoczywa, widać, że poczebuje tego.

No to tyle u mje. I mam ten git kosz, mam na balkonie ale mje jest ze starości za zimno na razie na ten balkon, kurde no. Taki się zrobiłem zmarznięty ale nic, czekam na upały, się wulkanizować będę, czego i Wam życzę.

Reklamy

Jak wyczekiwałem wiosny.

To było kurde nie do ogarnięcia. Zimno w cholerę. Jeden dzień słońce mje wyszło, Duża się zachowała porządnie i umyła mje balkon. Nie zdążyłem se nawet poleżeć jak – UWAGA – zaczął potem padać śnieg i zasypał okno.

Tego mje było za dużo. Rozregulowały się mi jelita do tego, szczegółów oszczędzę. Wkurzony obczajałem dziewki ślizgacze, jak się bawią a Czykita to nawet i na mróz poszła. Takie som przywileje młodości. Cieplejszy tyłek i gupota.

Po drodze był u nas kocur Antoni, co ziemniaków i chleba broni. Nic śmiesznego, tak go wygłodzili źli ludzie, że jadł Fszystko i z ziemniakiem uciekał i warczał.

Nogi popsute miał i ogona nie było. Ale gościu był równy chłop, za pięciu rozrabiał, jak urośnie będzie taki git jak ja. Pojechał szukać domu do Tabby Burasy i Spółka.

Oprócz walki z zimą to my walczyli o stałą kupę ślizgacza Kiwi. Szło jak to zimą – po grudzie ale Duża raduje się każdym bobkiem, szczęście łatwym jest na moje oko.

W końcu był poniedziałek świąteczny i zwyczajowo śnieg na dachu. A za dwa dni Duża prała letnie ciuchy, bo nie mjała co wdziać. Oszaleć można. Stabilność mje jest milsza, więc się wulkanizowałem na oknie i na łóżku.

A propos znaczy w związku z łóżkiem – obczajcie, jak my w starym składzie jeszcze się na starym łóżku grzejemy.

P_20180206_133531

Tera mam nowe, bo kanapa sprężyną zaatakowała mje Dużą i nastąpiła konieczność przemeblowania. Ja żem to zaakceptował a durne dziewki latają też zachwycone.

Z nowych rzeczy to mam jeszcze kosz, ale to jest sprawa na odrębną, znaczy osobą historię. A ze starych to mam na trochu jedną starą babę. A to już kurde temat na trylogię. Obiecuję, że z wiosną się ogarnę i nie bedę Was zaniedbywał, no.

To jest MOJE nowe łóżko. Idealnie się wpasowuje w plamy słońca, bo na balkonie to mje jeszcze za chłodno.

I zobaczyłem to łóżko i żem wiedział, że będzie dobre.

Tom na nim spoczął w plamie słońca i żem widział, że i to jest dobre.

To żem me strudzenie w plamie słońca złożył i jąłem wypoczywać.

 

P_20180410_115127

Czyli tak: jak wypocznę, ogarniam opowieść o nowym koszu i starej babie. A na razie to Fszystkiego słonecznego życzę.

 

 

 

Popsute uuuuu, wyrzucić?

Zajmę się tematem popsutości.  Różnie można to widzieć. Na przykład czasem moje jedno oko to jest taki defekt, że aż, a moja defekacja to uuu defekt w skali mega. Bo jestem trochu niekontynentny. Nieszczelny znaczy. A dla Dużej to nie są defekty.

Morfik kuleczka słodziutka – o tak do mje mówi.

Ale są felery większe i przez nie trudno o opiekę na przykład. Taka Czykita. Kiwi. Antoni.

Łączy ich to, że sami nie sikają. UUUUU popsute. I nie chcą się naprawić, bo człowiek skrzywdził, auto przejechało. I czasem nie daje się odzyskać Fszystkiego.

Kto takie zechce? Mało kto. Duża się martwi, że czasem nikt.

A jak tak pomyśleć mądrze i na spokojnie, to obczajcie:

jedyne co czeba z takim Antonim, to 3 razy dziennie wziąć go na ręce i nacisnąć pęcherz. To jest łatwe, można się naumieć raz raz. Wysikujemy się do kuwety, kibelka, na podkład, jak tam komu wygodniej. I tyle.

Coś jak wyjście z psem – też czeba regularnie ale nie czeba o 6 rano w listopadzie w deszcz wychodzić, se można w piżamie siknąć Antka czy Kiwi i nawet dalej spać, jak kto chce.

I tyle. Taki feler, mały a drogę zamyka do domu.

Czykita ma tak samo i Kiwi też. Zajmuje to nam z 10 minut dziennie i mamy trzy koty wysikane i już.

Czykita i Kiwi są podłogowe, suwają się, ale Antoni to kurde jest ponaddźwiękowy gUpek, jest wszędzie, skacze, kradnie bułki, no kurde zupę na kokosowym mleku ukradł ostatnio. Wesoły jest, trochu kuleje ale jemu nic nie przeszkadza, jak poczebuje na szafę wejść.

Tylko i aż to sikanie. Kurde no, trza je odczarować, chyba każę Dużej jaki filmik o tym zrobić, żebyście się nie bali i pokazywali innym, że to łatwe.

A tu nasze pacjenty z felerami. Ale z sercami i chęcią do kochania. No.

Nasza kartka.

Wiem, taka była i rok temu ale na niej jest Fszystko i Fszyscy.

Dlatego żem postanowił, że nie będę jej zmieniać. Ze skorup od jajec wyskakują obecni i ci, co ich nie ma. Ale są.

No wjęc jest ta kartka i z niej obczajają Was:

wiosennych_swiat_blog

Kefir – co go nie ma dawno, ale ostatnio Dużej się wydawało, że mówił „ęęę..ęęę” ktoś, a tylko on tak mówił.

Zuzanna – co jest, ale zębów nie ma prawie, za to ma Fszystkie cechy księżniczek i upodobanie do małych piłek i liściów, ale liście muszą być suche i stare. Jak jej zęby wyrwali, to trochu jak Kefir wyglądała, język wylazł i gały ma okrągłe.

Dalej po prawej to JA wyłażę z jaja, a o mnie to nie ma co mówić, mje widać. Mam zęby, łeb mi nie szwankuje ostatnio i pogoiły się te krwawe placki za uszami, żem odzyskał urok i wdzięk. Mała sąsiadka Maja mówi o mje „ładny kot”, a ona ma z 5 lat, to wie, co mówi. Mje głaszcze z atencją i żem u niej nawet był w domu. Niezła chata, wpuścili mje do szafki z ziemniakami, żem mógł Fszystko, nawet na kanapie leżeć.

Dobra, na końcu z jaja wyłazi Baba Milejdi. Duża se myśli, że pusto bez niej, no pusto i nadal nie stawia toreb ani nic na szafce w przedpokoju. Bo tam siedział Babik , znaczy Baba i jadła tam. I jak coś postawi, to zaraz zabiera, bo jakoś bez sensu, jak tam coś stoi.

Wiosennych Świąt!

 

Antoni i inwazja biedronek.

Najpierw wylądował orzeł, znaczy Antoni. Gościu miał tragiczne życie, połamali go „ludzie” a i ogon urwali. Porzucili w lesie, w transporterze. Minus 15 było. I się zaczęło – chory, biedny, nie sika albo się leje z niego, kupa jest albo nie ma, noga w wjelkiej ranie, coś okropnego, mięśnie pozrywane. Nawet wet mówił, że takiej nogi nie widział, takiej kupy brudu i kupy i rany.

Ale Antek się chyba nie przejmuje NICZYM, bo zaczął od wlezienia do suszarki od naczyń a potem wylazł i ukradł suchą bułkę. Głodował, bo nawet papier od kibla chciał jeść. Suchy chleb to kradnie ucieka i warczy, jakby udziec z jelenia zdobył.

Odżywia się płatkami owsianymi i szpinakiem, trzeba chować Fszytsko, taki ma głód w głowie wdrukowany. Chodzi, niczego się nie boi, tam jakiś odkurzacz? Nawet się nie ruszy. Spoko, słuch ma, leci jak z procy jak lodówkę słyszy.

Hitem było, jak śmietnik wybebeszył i co tam znalazł to se zeżarł i wylizał. Szacun. Ja kiedyś też tak żem robił, szacun.

A potem nastąpiła inwazja biedronek. Nadeszła paczka nimi wypełniona, to jest wiosenna radość dla biedaków, takie szczęśliwe biedronki od Cioci Basi z Katowic, dla tych, co domu i zdrowia szukają. Dzięki Ciociu!

Antoni dokonał analizy inwazji i powszczymał ją zamykając kartonik.  Dziękujemy, bo nie mogą się rozleźć, bo są dla biedaków. No.

 

Geschenke i słoik z zębami.

Żem przeszedł przyspieszony kurs niemieckiego. To taki język, gdzie ja jestem der Kater i  wołają mnie „miez miez”, ale ufff ja mówię tak samo „miau” a nie der Miau czy coś.

Duża mje to objaśniła, bo przyszła paczka. Od Honorowej Babci Eli i tam były Geschenke i Bonbons czyli prezenty i cukierasy. Ogarnołem te ważne słowa i jestem zachwycony, bo bez cukierasów to nawet wiosna jakaś blada.  Duża zaś schowała się w kącie i wcina marcepany. Też od Babci Eli. Każden z tego coś ma, bo gnojki lubieją papierki po cukierkach. Wielkie DANKE liebe Grossmutter 🙂

P1190861

Mam je, znaczy te wypasione Bonbons, tylko dla siebie, bo gnojki mają potem rzadką kupę i nie dostają a Zuzanna….no właśnie… tu napjęcie narasta….

Zuzanna musiała stracić w cholerę zębów. Wczoraj się to stało, bo musiało. Duża ją konsultowała u kociego i psiego stomatologa w wJelkim mieście  i trza było rwać.  Tak jej się porobiło, że zęby się pokrzywiły, pyska nie zamykała i śliniła się jak Fściekła. I bolało ją. Do tego się popsuło coś  z kościami w gębie, to tym bardziej działać trzeba było i to raz raz.

Nie wiemy jeszcze, jak szczerbaty ma uśmiech, bo dochodzi do siebie powoli ale już pożarła coś z michy i się oblizywała.

Jak kto ma mocne nerwy, se niech obczai słoiczek dla wróżki zębuszki i niech się tUsta Zuzanna szybko do nas szczerbato uśmiechnie, co?

P1190862

Aha, wróżka zębuszka przynosi zwykle monetę pod poduszkę. Zuzanna nie poczebuje, ale inne koty są w poczebie:

https://www.facebook.com/GrupaNeko/

https://www.facebook.com/groups/136034890393007/

https://www.facebook.com/powszechna.sterylizacja/

czy tam co Wy uważacie za ważne.

No to czekamy na uśmjech Zuzanny!

Baby.

Jak się nie odniosę do tematu dnia, to potem będzie gadanie, że żem olał Śfjęto Bab.

A mimo mojej znanej niechęci do bab, to ja je tam lubię trochę z powodów, co je przytaczam poniżej:

  • dają się ganiać (Zuzanna),
  • można im kraść dobre żarcie (gnojki, szczególnie chore gnojki),
  • można im wtłuc (Czykita).

Są też baby groźne, na przykład groźna Milejdi, co mje oko rozwaliła i na sygnale mje ratowali. Ale ta baba mje nie grozi już, paczy na mnie z półki i napomina, żebym się ogarnął i nie tukł Czykity.

Od wczoraj to nasze pacjentkowe baby już miały święto. Jedna – Żaba –  operację na przepuknięte przepuklinowe coś, groźną operację miała, fszyscy się bali. A druga – Czykita pokręcona jak banan, sterylkę miała. Też jaja były, bo ona ma poprzestawiane fszystko ale znaleźli co trzeba.

I teraz z okazji święta bab to ja im przede fszystkim życzę, żeby się pozrastały, żeby Żaba była git naprawiona, żeby im się dobrze żyło, żeby Czykita miała w końcu ten dom na zawsze a Żaba już swój ma.

I jeszcze życzenia dla Kiwi, co miała mieć dom, ale jakoś nie wyszło i czeka i jest puchata. Niech się ogarnie z kupą i sikami i nogami i niech komuś ta puchata gęba się spodoba, mimo że tyłek nie taki puchaty i mniej słitaśny. To można ogarnąć a Kiwi to taki mruczący fajny gnojek i mje lubi!!!!

Kurde, żem zapomniał o Księrz.. Ksiemż,.. o Księżniczce Zuzannie!  To jest szczególna baba, ona mje służy do wygrzewania mjejsca – leży se, potem ja podchodzę i jej mówię wzrokiem „idź se” i ona se idzie i mam ciepłe mjejsce. Pożyteczna baba.

Najlepszego kocim i ludzkim Babom życzę. Co tam chcecie, żebyście miały.

A tu pokazuję moje baby: od góry Żabka, Czykita i Kiwi.

IMG_6560

Skarb na krzywych nogach.

Będzie o Czykicie. Możecie zapytać, co ona nadal u mje robi. Cholera wie. Niby miała mieć dom jesienią, potem na nowy rok, ale jakoś ten dom za mgłom czy coś.

Duża mówi, że nie będzie naciskać ani nic, bo Czykita to kot mega specjalnej troski i musi być pewność, że ktoś ją chce naprawdę. A nie bo ma śliczne oczka (podobno ma).

No to siedzi u nas. Na tymczasie z Fundacji Tabby Burasy i Spółka. I nawet spełnia przydatną funkcje czasem, dużo funkcji, jak se przemyślę.

Oto pożytki z mieszkania z Czykitą:

  • dla mje: mam kogo tłuc, ona się nie obraża i jeszcze za mną gania i se śpimy razem czasem
  • dla Dużej: jako terapia zajęciowa pod tytułem „gdzie jest Czykita i czemu miska wylana i kupa od balkonu do kuchni?”
  • dla Dużego porady dietetyczne z cyklu „daj mje to co masz, daj mnie daj” + wycie koło krzesła
  • dla Zuzanny – forma telewizji do obczajania, coś między sajnsfikszyn a szybkimi i wściekłymi
  • dla pacjentów – oooo dla pacjentów to Czykita jest jak te opiekunki do starszych ludzi w Niemczech na fotach reklamowych – słodka milusia pani się uśmiecha i serce i miłość jej oczami wyłażą i uszami. Taka słodka jest Czykita i pomaga strachliwym czy tam zagubionym pacjentom się odnaleźć.

Dlatego poważnie i bardzo na serio szukamy domu takiego, co się nie boi odsikać Czykitę i kupę z podłogi zebrać. I najlepiej, jak ma młodego kota do zabawy ten dom. Bo Czykita jest zabawowa, jak żem wspomniał  i lubi i musi mieć towarzystwo.

Co jeszcze? Aha:

  • dieta dobra, żeby tak kupa kupy się trzymała, no sami wiecie, czemu to ważne
  • Zabawki zacne jak kółeczka od nakrętek od butelek i zatyczki do ucha.
  • Wiele urozmaiceń na podłodze i legowisk bo ona na NIC nie włazi. Cały śfiat ma na podłodze.
  • Balkon zabezpieczony bo kocha balkon
  • jak ją się posadzi gdzieś, na przykład na kanapie czy coś, to trzeba pilnować i ją zdjąć, bo sama to skoczy jak gupia i jeszcze się popsuje bardziej, niż jest popsuta
  • psy to nie bardzo ani dzieci, bo ona nie umie uciec, nie wskoczy nigdzie, nie schowa się, no chyba, że pod łóżko.

WP_20171001_002

a jak kto do końca doczytał, to w nagrodę film o pierwszym śniegu Czykity. Na balkon też polazła odśnieżać z wjelką pasją i Duża ją goniła, żeby zabrać a Czykita piszczy, że nie chce. To posadzili na parapecie i obczajała:

https://drive.google.com/open?id=1OIRFmhjeRfZn45nRrbsAKiK0QzvLxIjc

Jest ta krzywa Czykita do pokochania, no nie?

4 lata z Zuzanną.

Wjecie, miałem trudny tydzień, Duża straciła Babę Milejdi, ja żem się z nią martwił, że smutna.

No i my nie zahaczyli o tematy takie jak śfjęto kota czy urodziny Zuzanny.

Nadrabiam  i informuję, że tUsta Zuzanna ma już 4 lata biologiczne, znaczy około 14 lutego pszyszła na świat w mieście na K. na terenie syfiastego dość zakładu, gdzie nabrała wjelkiej ochoty na jedzenie chleba i dżemu. I była chora w cholerę i poklejona jakimś smarem i smarkami z nosa i oczuf.  Nie umiała nic jeść, najchętniej tylko dżem i herbatniki z dżemem lizała.

Do nas trafiła na początku maja, ale urodziła się tak jakoś teraz.

Dobrze wiecie, że my ją ze schronu adoptowali i ona jest z nami, była w złej adopcji, co ją tam bili i sikała pod siebie ze strachu. Ale jest u nas i jest tUsta tak, że od tyłu to jom ze mną mylą. Po 4 latach umi już nie uciekać, umi wejść Dużemu na kolana i takie tam. Ale płochliwa jest i strachliwa wjelce. Czasem aż wstyd przy ludziach jak ona od Dużych ucieka, bo miała trudne życie i ma strach w łebie ciągle.

Duży jom nazywa Księżniczką i się gniewa, jak Duża zwraca uwagę na zezowate gały i iksowate nóżki i nos jak kartofel u tej księżniczki. Ale nic, ona tak z miłości.

No wjęc Zuzanna obejszła czwarte urodziny, dostała portugalskie chrupy znamjenitej jakości i jej trochu zjadłem.

Jak ktoś chce jej coś podarować, to może dać piątaka na koty, dla Mruczusia, co u nas jest i naprawdę się serce kroi, nawet mnie, co żem wiele widział:

https://www.ratujemyzwierzaki.pl/mruczusals

ALS Pomoc dla Zwierząt  tytułem „leczenie kota Mruczusia”

Konto bankowe BOŚ 39 1540 1056 2047 8402 4282 0001

A Zuzanna taka była:

Taka jest:

 

A o święcie kota i fabryce lasu będzie naprawdę niebawem, naprawdę fkrótce.

 

Ostatnia plama słońca.

Baba Milejdi poszła we wtorek dalej, niż na szafki w kuchni. Zupełnie dalej, niż na wannę.

Nasza Baba, co mje oko rozwaliła do krwi i umiała skoczyć z miejsca bez odbijania się chyba na dwa metry w górę.

Nie ma jej już. Była z nami 2 lata i prawie trzy miesiące i już jej nie ma. Była bardzo chora, na starościowe sprawy i położyła się raz jeszcze w słońcu w ciepłej plamie i mrużyła te ślepia swoje, co nimi na mje groźnie paczała zawsze.

No i odeszła i razem z nią odeszły, jak z Kefirem, niektóre słowa i nawet polędwica z indyka, jak te śmietanki Kefira, taka się zrobiła zniknięta.

Duża mówi, że dzień był piękny i słoneczny i na cmentarzu było widać już zieleń taką, jak na wiosnę i niebo takie niebjeskie. I Babę pożegnalimy, chociaż nie tak zupełnie, bo ona paczy na nas chyba, ja wiem, że ona jest tutaj.

Ja bym na jej poduszce się nie położył, jeszcze mje moje jedyne oko miłe.

Baba. Z piętnastu lat życia tylko dwa była tu, ale JAKIE to były lata.

Paczcie, jak Baba latem se ziewała:

https://drive.google.com/open?id=0B4tfb1sHxTQ8ZXlMbTJhM2diUkk

Śpij Tetydo Babo Milejdi, obiecuję, że nie bendę Ci siedział na poduszce.