Dziecko BOBEK :) czyli o potędze kochania.

No właśnie, się dziś fszyscy zachwycają dzieciami słodkimi a ja Wam przypomnę nasze dziecko tymczasowe  Maję – znaczy BOBKA ze świętego miasta na Cz.  przyjechała , cała w kupie i brudzie. Taka była. Nie chodziła i nie chodzi. Ale nie o to chodzi.

Ma dom, ma rodzinę ludzko-koci-psią i ją lubią i to jest ważne, a nie czy nogi działają. I zwieracze. Jak się kocha i chce  to się da radę z pieluchami, powaga.

Paczcie – Bobek – szczęśliwy tera jest i my się też cieszymy. Pozdro dla domu Bobka. Moi ziomale to som.

 

Wszystkim dzieciom życzymy kochania. Reszta się wtedy sama ułoży.

No.

o źródłach obłędu i kulawym Rumianku

Filozoficznie żem chciał wyczaić, skąd się biorą rzeczy gupie, jak pusta miska albo szaleństwa ludzkie albo obłędne wrzaski po nocach (nie moje, ja się nie drę, ja się KOMUNIKUJĘ).

Świat jest pełen dziwności i żem szukał jak i skąd. Te nasze tymczasy i pacjenci – te to niektóre mają tysiące pomysłów gupich niebywale.

Ale mje olśniło, jak Duży ostatnio powiedział o jednym z tych naszych tymczasów „temu to na dekiel wali przez te jaja” no i mje olśniło. Pewnie jaja som przyczyną obłędu. Duży też się musi z obłędem zmagać w takim razie.

A ja se spokojnie filozofuję i mje bezjajeczność przed obłędem broni. W końcu Duży wje, co mówi. Zwykle.

Bo czasem mówi „nie, nie Morfeusz” , „nie teraz”, „nie dziś”, „wybij sobie z głowy” i tak przez pół godziny a potem i TAK idziemy na przechadzkę, bo podobno wyję. A w życiu –  ja się KOMUNIKUJĘ.

To tera kulawy Rumianek: przyjechał na obczajenie, czy coś się da zrobić z jego nogą. Jest mega obłędny (pewnie od tych jaj) i lata po chacie z wrzaskiem. Fszyscy, co go widzą, go kochają. Oprócz Zuzanny rzecz jasna. Macie: jest obłędnie słodki.

 

Otrząsłem się i cytuję klasyków.

No więc tak: Po pjerwsze – Babcia już jest ok a żem się w cholerę zasromał, że ona tak choruje przeze mje. Może nie chcieć, żebym przyjeżdżał a tam mają git balkon. Może mje wybaczy. By mi zależało, mają tam też fajowe chrupy do robienia kupy (znaczy wspomagające procesy przyswajania w jelitach). I balkon.

No nic, się obaczy. A może zauważyliście, że użyłem słowa wielce archaicznego? Znaczy starego? To od tego, że się zanurzam w klasykę. Sikać albo nie sikać, oto jest pytanie.

No i zadaje je niejaki Hamlet. Z Poznania. Z Fundacji Animal Security.

On w sumie jest czarno biały i się spotkał z ciężarówką, co mu połamała tył okrutnie, puzzle mjał z miednicy zrobione. Dobra dusza mu pomogła a on ją jeszcze ukąsił z bólu i go obserwowali na wściekłość. Nie jest wściekły, może trochę nerwowy.

Od tego spotkania z ciężarówką Hamlet nie chodził i musiał się sklejać w klatce a potem się okazało, że za nic nie sika sam! Za nic!  I tu zaczyna się wyciskanie i wysikiwanie, czyli koniec z Szekspirami i powrót do podkładów.

Strasznie go ciężko odsikać, cały jest spięty i napięty. U nas ma się wyluzować i nad pęcherzem zapanować. Niełatwe. Ale się staramy. Jest łysy na tyłku, bo mu chcieli ogon opciąć, bo lata mu luźno, ale mu zostawili. Hamlet jest gadatliwy i strachliwy wjelce. Od tej strachliwości to jest agresywny czasem w gębie, wybaczam mu.

Paczcie:

Jest mje przykro. I Matylda.

W cholerę żem źle zrobił, bo żem ukąsił Babcię. I ona ma teraz problemy duże przeze mnie i moje zęby. Poważnie. Bym chciał, żeby jej się ręka naprawiła bo jest okrutnie opuchnięta i ona leki bierze i słabo się naprawia póki co.

Ma kto pomysł na opuchnięcie?

Żem narobił klopsa jak nic. Nie chciałem. Wjecie, jaki jestem.

Gupio mi. Duża się martwi też. Ją użarłem też kiedyś tak okrutnie ale już jestem inniejszy i spokojniejszy od paru lat. Czasem coś mi odbija. Z tego śrutu chyba.

A u nas jest taka Matylda, tu jej historia niewesoła, mało nie umarła:

http://kotylion.pl/matylda-ze-schroniska-nasza-nowa-podopieczna-prosi-o-wsparcie/#more-33714

i żeby się nauczyła łazić porządnie to się naprawia, paczcie jaka ładna baba, no nie?

Matylda jest z Kotyliona z Łodzi. Jak coś – szuka domu ALE wymaga specjalnej opieki, znaczy uwagi bo nie jest sprawna na 100 %. Ale jest git baba, mje się nie boi.

Pomyślcie ciepło o Babci, bo mje nadal gUpio. Poważna sprawa się zrobiła.

Jak przebywałem wśród zieleni i co z tego wynikło + dobre wieści.

Zacznę od ważnych informacji: te psiaki z mjasta na Ś. są już w swoim domu, bo je adoptowali. Git.

I druga wjelce git sprawa – pacjentka Kropka zabrała ze sobą do wjelkiego miasta na W. no kogo? Pimpka! Duża Kropki wzięła se Pimpka do kompletu, bo Kropka tyłek ciąga a Pimpek się wywala, takie wiódł ślepy kulawego. No i się lubją. I tera tam w domu fszyscy się zakochują w tym chudym gUpku.

No nic, niech psiaki i Pimpek mają git życie. Dziękujemy i my i Neko z Wrocławia :).

A tera o majówce. Pogoda do zwieracza odbytu jest (Duża mje zakazała pisać słowa na d).

No i jak taka pogoda, to żem przeniósł zieleń traw do wnętsza i mam kostrzewę siną i inne tam we wnętrzu.

Skorzystałem z tego udogodnienia i poszłem potem spać. Potem to tylko żem zauważył, że oba wielkie i puchate koce, co na nich spałem, się piorą. Powiązałem to z faktem, że zeżarłem te trawy. Trochu. A fakt, mogłem je wyrzygać na podłogę a trafiłem „bingo” w oba koce.

No nic, będę jutro też obcował z zielenią ale nie dadzą mje koca chyba na kanapę.

Wesołej majówki.

Miasto na Ś. i historia przyjaźni.

Duża mówi, że miasto ładne, że żywe i fajne całkiem i mają Czerwonego Barona (taki lotnik z dawnej wojny) i sale z nietoperzami (w leśnictwie takie coś mają) i mają dzika w herbie i pluszowe dziki można tam kupić i dobre ciasta i Fszystko.

I zna tam jednych takich Dużych, co mają git koty. Stare i Fstrętne jak ja 🙂 a wjelce kochane.

No i w tym mieŚcie na Ś. jest schronisko. Wygląda odpowiedzialnie i że mjasto jest małe, to nie jest łatwo o domy.

To żem postanowił Wam pokazać prawdziwą przyjaźń, co tam czeka.

Psią przyjaźń, co można do niej dołączyć i chłopaków se adoptować.

Jak kto ma tam niedaleko – zajrzyjcie do psów i kotów a jak kto ma daleko, to na fejsa skoczcie polubić.

A teraz poznajcie git psów: Jeżyk i Śnieżek (ale imiona są trudne dla mje), ale psy są wielce super:

http://schroniskoswidnica.pl/index.php/2017/03/18/jezyk-i-sniezek/

 

 

no i Kropka. I Tosia.

ale nim Kropkę pokażę, to jeszcze Wam powiem, że Iskierka, co ją chyba pamiętacie??? No więc Iskierka ma się dobrze i jest całkiem git w domu i ją lubieją, ale jej się w sumie nie da nie lubić. Ma ona takiego stajla, że podbija serca.

No my to nadal trzymamy kciuki, żeby było git na zawsze. Ona se mieszka jako jedyny kot a że ona lubi ludzi, to jest nieźle. My się tam cieszymy, bo to ważne, żeby koty miały miłe domy z opieką i lubieniem. Na zdjęciach to ona wciąż wygląda jak śpiąca albo co. No ale ona nigdy tam fotogeniczna nie była. No i ma na imię Tosia, dzięx za foty z domu 🙂

No a jak się napatrzycie na nią, to zapraszam na film z mega akcją, powaga, się dzieje, w roli głównej i jedynej pacjentka Kropka, co jest postrzelona i niech temu „szczelcowi” w dupsku wypali wiatrówka.

https://drive.google.com/open?id=0B4tfb1sHxTQ8Yzc0UFM1bk1xeEE

a tu jak się próbuje naprawiać a Pimpek jom nadzoruje jak widzimy.

No to tyle mam wieści ale mniemam, że Wam się podobają. Co?

 

 

come back. znaczy powrót i gnojki na pokładzie.

Żem przegiął z milczeniem, ale jak ja milczę, to oznacza, że żem jest mocno zajęty. I tak też jest. W same samiutkie śwjęta przyjechały dwa gnojki. Jeden Pimpek, co go może pamiętacie a drugi to taka Kropka, co ma własny dom i nie chodzi. No i próbujemy, ale oba przypadki są trudne.
Jakby nie paczeć, jest wesoło. Gnojek Pimpek to kamikadze czy coś, bo jak ja śpię, on mje po głowie liże. Wjecie, łapę mam ciężką. Ale on mnie tak zadziwia, że żem zapomniał łapę podnieść. Tylko za pomocą oka się dziwiłem. I zasnąłem.
A ta druga baba to baba Kropka – niby młoda ale wielka i gadatliwa. I suwa tyłek, bo ją poszczelili i cud, że żyje.  Najpierw Zuzanna se wypluwała płuca z syczenia i nie mogła nadążyć z warczeniem, ale jej przeszło.
Teraz się okazuje, ze pacjenci trzymają sztamę i ganiają się jak umią razem. Jedno się potyka, drugie tyłek ciągnie i rzucają w siebie piłkami. Poważnie. Bierze taki gnojek piłkę czy myszkę w zęby i pluje na odległość. Wjelką popularnością cieszą się znów zatyczki do uszów. Pimpek eksploruje pod poduszką Dużej z zapałem, żeby je znaleźć. Kropka z zatyczką w paszczy suwa się po chacie.
Duzi sprzątają po Kropce szczególnie. Ale jak ona gada! Woła bo głodna, bo pogłaskać, bo chce na kanapę a nie umi. Albo tak woła, bo się nudzi. Dziś o 2 nad ranem się nudziła, Pimpek spał, to Duża wylazła się bawić chwilę z Kropką. Baba Kropka bulgotała komicznie z uciechy.
Oba lubjeją balkon i wędkę bird. czyli ptak I jeść.
Ja tam se paczę, zawsze jakaś rozrywka. Nauczyłem Pimpka żreć trawę na balkonie.
Na razie poziom podstawowy czyli „pożeraj i ugniataj tyłkiem w donicy”, ale niebawem przejdziemy krok dalej do „rzygaj trawą na pościel”.
Pimpek jest pojętna bestia, da radę.
Zapytam Dużą od Kropki, może pozwoli ją pokazać tutaj. Może Was ona ciekawi. Póki co ja planuję spać, Pimpek lata i się odbija od ścian, Kropka zrobiła kupę do szyny w szafie suwanej i Duża mjała szczęście, że nie przesuwała se tych dżwi, tylko zauważyła kupę.
Aha, pacjenci dostali worek zabawek i tera Fszyscy mamy jazdę, ja żem wybrał największe piłki.
Mje się kojarzą z łbem kota, co go można z liścia walnąć.
Niebawem będzie wjęcej wieści.

Wielki dzień.

Znaczy się musicie zgadnąć, o co mje chodzi.

Podpowiedź mam taką: ma to związek z Dużą i upływem czasu. Znaczy ze starzeniem się co dotyka Fszystkich, nawet mje.

A tu jeszcze podpowiedź: prezenty som z tej okazji dziwaczne – o:

P1180942

Jak zgadniecie, to możecie skomentować tu tym Waszym zgadnięciem. A ja idę powitać Księcia Pana.