Dlaczego lipcowa data jest ważna.

I nie chodzi mje o 22 lipca ale o dziś – o 21 lipca!

No ktoś wie? Albo kojarzy ? Albo pamięta? Ja nie pamiętam, bo mje tu nie było. Jeszcze.

A był rok 2008. Znaczy trochu dawno.

Był 21 lipca i było gorąco. Pojawił się ON. Kot, co od niego pochodzą inne koty no i JA.

I naprawianie kotów od niego pochodzi i tymczasy i FSZYTSKO.

I tytuł tego bloga.

To już wiecie?

Dziś to by było 9 lat. Ale już go nei ma z nami, tak jakby ciałem.

Ale jest Fszędzie i Zafsze, bo jest tera Mała i Julian i ja jestem i Baba Milejdi i w cholerę innych gnojków było i będą.

I ludzie znajomi i zaprzyjaźnieni od gór do morza i Matka Z.

I Zuzanna z tustym zadem.

21 lipca 2008 roku Duża adoptowała se KEFIRA.

Był chory i biedny. Ale był git, powaga. Mózg tego zespołu, bez niego to bym chyba w politykę poszedł ale on mje nauczył sensu i roztropności. Tera ja jestem mózgiem.

Nie miał zębów i jednej łapy ale mjał to COŚ.

No to obczajcie przedtem i jak już był u nas:

i jeszcze trochę co pofspominamy, co? Niżej macie pokaz slajdów, se strzałki klikajcie.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Dziewięć lat temu szczerbaty kuternoga wziął i Dużej życie zmjenił. Powaga.

Najlepszego Kefir kumplu, gdziekolwiek jesteś. No.

Żem się wzruszył.

Reklamy

Miałem przyjaciela.

No i już nie mam.

Jak tu mjeszkam kilka lat to żem go zafsze widział – z balkonu. Na początku się awanturował jak gUpi jak nas widział a potem my się przyjaźnie obczajali.

Ja żem paczył, on paczył. Zresztą to ich było dwóch i se pilnowali tu dobytku firmy na dole. Ale szczekali, no rzecz niebywała, psy i szczekały. No i skończyło się tak, że ich ktoś otruł. Byli obaj chorzy w cholerę, wet do nich przyjeżdżał codziennie, kroplówki robił, a oni byli słabi, chudzi. I jeden umarł.

A drugi dalej się ze mną kumplował. Tymczasy i gnojki od razu leciały na koniec balkonu obczajać psa. My go nazywali Pies, bo nawet nie wiedzieliśmy jak ma na imię. Pjes i tyle.

Jak szczekał, nawet Duża opczajała, czy co się złego nie dzieje. W dzień se spał w takim małym ogródku i jadł. A jak zamykali interes to on latał i pilnował. Miał kumpla ludzkiego, co tam nocami siedział i zawsze dawał mu smakołyki. Znaczy człowiek dawał psu, nie odwrotnie. Parówki mu przynosił, Pies był mega szczęśliwy i se siedzieli w nocy.

W weekendy to przyjeżdżała do niego psia kumpela wielce szykowna i szlachetnego pochodzenia i się bawili, żeby się tam nie nudził.

Tak nam dni leciały. Były takie mega zimy po drodze a Pjes miał mega ciepłą budę z drzwiami z folii a wolał se spać na ziemi albo ryć w śniegu. Taki arktyczny trochu pies. Gonił kuny i gówniarzy, co po dachu latali. Zimą miał ciepłą wodę w misce a latem cień w zagródce. No i się gapił na mje.

Ostatnio nam wychudnął i taki się zrobił stary. No jak ja, jak Baba, zwykła rzecz. Ale słaby się zrobił, ledwo chodził i się okazało, że od jakiegoś czasu walczy z rakiem. Że wątroba uszkodzona, może nawet od tego otrucia. No i nie da się nic zrobić.

To siedzieli ludzie tam w ogródku z Psem. Tulili go i byli z nim póki można. Kawę brali i tam na ziemi siadali, coby z nim pobyć na zapas. I Pies zniknął z ogródka. I jego buda też.

Jest cicho rano. Za cicho. Duża też patrzy, gdzie Pies. Nie ma i nie będzie.

Miał na imię Hanys.P1190257

Wjersz z obrazem.

Zuza i Julian w jednym stali domu.

P1190258

To jest tytuł.

A tera lecimy:

Tusta Zuzanna nie lubi nikogo

a tu kot Julian przeszedł jej drogą.

Kuleje i leje pod siebie koleżka,

dlatego na dole w drapaku mieszka.

Z pęcherzem problem, kupę se gubi

i jako jedyny Fszystkich nas lubi.

My zaś gromadnie, jak rzadko w zgodzie

chcemy mu spuścić łomot za rogiem.

Jemu to wisi i nie przeszkadza,

gupi bo młody – gęba go zdradza.

Trza go naprawić, nogi i resztę,

bo przecież przed nim całe życie jeszcze.

Jest super fajny i gadatliwy,

może ktoś sprawi, że będzie szczęśliwy?

—————————————————————————————————————————–No. Żeby mje nie było, że jestem romatykowy, nie jestem. Ale mu dobrze życzę, bo jest git chłopak i Duzi mówią, że zarombisty. Wesoły, towarzyski, zabawowy a zdrowie się MUSI poprawić. Jemu się wypadek przydarzył, zaczasnął się w jakiejś kratce czy klapie i popsuł się od pasa w dół. Ale ma taki DT, co go pięknie naprawił, że coś chodzi a nie sunie a tera jeszcze Duża go naprawia.

To jest Julian – szuka domu. Jest z Poznania.

P1190254

 

Albowiem spokój jest we mje. I miłość wokół mje. I Suchar.

Rozmyślałem. O hałosie, chaosie i o hałasie świata. I że to nie mam sensu, się denerwować. Bo świat się durnie toczy i jak żeś spokojny to ci lżej.

Dedykuję Wam, co się szarpiecie w śfiecie – Wam dedykuję ten oto film:

https://drive.google.com/open?id=0B4tfb1sHxTQ8RFhIbVVEQWxrdzQ

Ja i pacjentka Matylda pokazujemy Wam, że nie ma na nas wpływu zgiełk fszechświata. Ani odkurzacz samsunga.

Aha – Matylda jest w domu z pacjentką Małgosią, bo się pokochały. O tak:

https://drive.google.com/open?id=0B4tfb1sHxTQ8Tmx5dV9mLTBYcHc’

https://drive.google.com/open?id=0B4tfb1sHxTQ8M1hlY0g2ZjNTRFk

i DOM je obie wziął. To coś niebywałego i se pomyślcie – dwie nieco chore baby ale takie kochane. Przyjechały se osobno i wyjechały razem 🙂

I jeszcze powiem, że mam mokro. 

Mam dwóch kotów – babę i gnojka i oba leją pod siebie i nie chcom pieluch. Sami se wyobraźcie, jak jest. Pokażę ich niebawem, nie umią chodzić i leją gdzie popadnie.

I jeszcze Matka Zastępcza takiego obdartusa znalazła i złowiła – dziki i wielce pokiereszowany. Jak kto chce pomóc – stare koce, legowiska, polary i takie tam zbieramy dla niego. Kosz wjelki z wikliny by my chcieli. Będzie miał taki kąt bezpieczny i karmy też szukamy, no i karma to już nieużywana powinna  być :).

Żeby mógł se spokojnie zdrowy żyć pod opieką ale samodzielnie, bo jest to kocur wielce jajeczny (ale już niedługo) i nie jest domowy.

To jest Suchar, znaczy Biszkopt:

https://drive.google.com/open?id=0B4tfb1sHxTQ8Z2JheldWOU1UeHc

 

Pogłoski o Babach. Dementuję.

Już normalnie internety mje huczą, że mam babę pokazać, nawet już nowe baby – jakby one były tu w wjększej ilości.

Demencjuję , demontuję czy coś.

Baby są takie:

Zuzanna – nasza na zawsze. Charakteryzuje jom zez i tUstość.

Milejdi – nasza na zawsze. Ważne cechy:  wredność oczuf, chudość.

To są te baby:

IMG_4774

Matylda – na DT , nie ogarnia przestrzeni i jej to nie przeszkadza.

Małgorzata – pacjentka, cwane stworzenie i bezczelne, kocha Matyldę aż jej do łysości szyję wylizuje.

To te baby jak się gryzą i kochają a potem odpoczywają.

P1190207

Mała – pacjentka – nie chodzi i nie sika sama i jest pjękna bo czarna. Straszny wypadek jej się zdarzył ale ma dom   ją bardzo kochają. Lubi jak widać koszyki.

Ja jestem rodzynkiem i jak widzicie łeb mi opada i z budki wypada od tego Fszystkiego. Uprzednio żem wycisł łapami Babę Milejdi z tej budki.

P1190240

Nasyciłem Was wieściami?

 

Za grosz powagi czyli seniorka destruktorka.

Będzie o Babie Milejdi. Bo niby to takie płaskie i jak nieżywe i chude że aż ją wstyd obcym pokazać, bo jakby my ją głodzili, paczcie:

P1190058

P1190063A we środę se latała. Latała od ściany do ściany, w sfoim świecie i się darła. No nic, niech lata, byle nie po mnie.

I nagle  jak coś walło i jak się rozprysło i hukło i Duża podskoczyła leci ratować a Baba se siedzi na łóżku i udaje słitaśne kociątko. Tylko lampa się buja a żarówka w szczontkach się wala.

No i było sprzątania wiele i zagadek JAK Baba to zrobiła? Czym Baba jest napędzana?  I dlaczego za pińć minut znów wygląda jak trącona przez auto?

Potem ja i ona pojechaliśmy do wJelkiego miasta. I znów tam latała ale chociaż nie robiła destrukcji. Ja też nie. Byłem grzeczny.  Zachwycałem manierami.

P1020062

W odróżnieniu od latającej Baby, co eksplorowała Fszystko:

P1020057

No i to był nasz długi weekend. Baby: Zuzanna, Małgorzata i Matylda zostały se w domu i Matka Z. nad nimi czuwała. Poruszę temat tych Bab w kolejnym odcinku.

Miłej niedzieli. Wjęcej chrupek.

Pies. Pjes. No po prostu Misia.

Normalnie bym się zajął problemami, jakie mamy MY koty i się nimi zajmę niebawem znaczy fkrótce.

Ale jest sprawa, znaczy jest MISIA.

To jest to, co o niej wiadomo, cytujem fundację, co ją wzięła pod opiekę. Fajna ta Misia i wiadomo też, że jest mega grzeczna i  jest przyjazna do innych zwierząt psów i kotów i nauczona czystości. Waży 6 kilo, czyli jest mniej wjęcej taka jak ja, czyli wielce git.

A teraz cytat:

Domku na jesień swojego życia szuka śliczna, malutka babunia Misia. Misia ma na pewno ponad 10 lat…Ile ponad? Nie wiemy. Wiem, że jak na swój wiek jest żywiołową i dość energiczną damą. Sunia nie jest wysterylizowana. Zdjęcia rtg i usg nie wykazały jakiś zmian w ciałku suni.
Wiemy, że Misia to babunia, że wszyscy wolą szczeniaki, ale może Komuś z Was Drodzy Państwo ta starsza damulka skradnie serduszko ❤️
Kontakt w sprawie Misi 608 282 467

Wczoraj Misia przeszła badania weterynaryjne. Jak na jej podeszły wiek to jest w niezłej kondycji.
Same badania to prześwietlenie, usg, które sporo kosztują. Odrobaczyliśmy Misię, zachipujemy i zaszczepimy. Sami widzicie ile tego do zapłaty nie wspominając o hoteliku.
Misia oczywiście szuka człowieka, który da jej miłość i bezpieczeństwo.
Oto dane do przelewu dla Misi
Stowarzyszenie pomocy zwierzętom
„Arka dla zwierząt”
ul.Gorzowska 10
66-500 Strzelce Kraj
Nr konta do wpłat
Bank BGŻ BN Paribas S.A.
18 2030 0045 1110 0000 0409 1920
tytuł darowizna dla potrzebujących zwierząt -Misia
SWIFT GOPZPLPW

 

To już wjecie Fszytsko. Ale jeszcze Wam ją pokażę:

Bym prosił  jak kto ma FB to udostępniać co żem napisał i szukamy pjątaków i DOMU dla Misi.

No.

Mięso bez mięsa i Wiki.

Byliśmy zaaferowani, bo nam się magia z dywanu popsuła i Rumianek się bardzo pochorował, tydzień w szpitalu siedział z gorączką i mu nie przechodziło. Fszytskie złe choroby wykluczyli i w końcu Rumianek się ogarnął i mjał dobrą temperaturę i do DT pojechał.

Ja żem znowu miał problem z jelitami i to poważny i jak mi minął, to mje wrócił znowu i Fszyscy byli przejęci a kuweta byłą zajęta. Stale. Przeze mje.

Jakoś opanowałem to z pomocą leków i troski Matki Zastępczej. No. Dzięx. Za zdrowotny spacer szczególnie.

A Duzi byli na wJelkiej w wielkim mieście imprezie z jedzeniem bez mjęsa i nabiału (Vegan Food Festival w Browarze mIeszczańskim).

Jedli klopsy bez klopsów i chłodniki bez mleka i im smakowało, Duża tak je w sumie codziennie ale i Dużemu smakowało też.

I były tam fundacje: Otwarte Klatki i Viva!, co jej częścią jest KOTYlion, co ja jestem od nich. I wrocławskie schronisko było i psy, co by je wzięli Duzi najlepjej ze sobą, bo fajne i jeden był w moim wieku trochu.

No i Neko było też, i przy pjerogach wegańskich cegiełki na koty były.

I było wjelce git i Duzi dali do każdej skarbonki coś i se sery bez mleka przywieźli.

A to WIKI – ta duża psica z naszą Dużą.

Wiki czeka we Wrocławiu, w schronisku – czeka długo a jest mega miła i przytulna. I małe i duże i młode i dorosłe, w cholerę ich jest, domów szukają, sami wiecie.

Te, które były na wegańskiej imprezie normalnie wesołe, miłe, ułożone i umiejące prawie Fszytsko. I tylko trochu miejsca w sercu i na kanapie chcą.

Naprawdę git, że ja z tym moim tyłkiem i wrzaskiem mam dom i mam co chcem. I tego i Wam życzę.

 

 

 

 

Powrót woniejącego dywanu i magii.

Może pamiętacie Bogdana – co to był naprawiany i dla niego Duża kupiła stary dywan, żeby mógł chodzić i się nie ślizgać. Dywan miał moc, Bogdan się nauczył znów chodzić. U góry jestem JA, poniżej Bogdan.

P1170175

Potem był Piasek – też mu dywan (i aparatura do rehabilitacji) pomagały stanąć na nogi. Piasek się zrewanżował osikując dywan doszczątkowo znaczy kompletnie a miał w tym fprawę, bo miał jaja.

P1170728

Duża pocięła go (znaczy dywan, nie Piaska) na 4 części, żeby mieć więcej dywanów magicznych.  Oddała jeden czy dwa fundacji, żeby moc była z nimi też, ale przedtem Duża dała dywan do prania.

Duży to co zostało go schował zacnie i dywan i jego magia se siedziały w jakimś garażu.

Aż przyszedł czas na powrót magii  – choć Rumiankowi raczej nie pomoże, ale żeby było ciekawiej w domu, Duża znów położyła dywan. Czy tam jego szczątek.

I mimo tego prania i enzymów śmierdzi niebywale. Się bukiet rozwija szczególnie jak słońce na nim jest. Mje nie przeszkadza, fajnie się leży.

P1010658

I jak mówiłem – Rumianek ma bardzo popsutą nóżkę i jemu nie pomoże  😦 ale!!!!  Pomógł Matyldzie!

Matylda była bardzo chora, nam się widziało, że chciała za TM. Naprawdę, Duża ręce załamała, wet w sumie też. W kuwecie leżała, nie myła się, nie jadła a wyniki miała git i wszystkie, nawet jakieś wjelce zagraniczne i kosztowne.

Naprawiali ją długo. Ale się naprawiła nieco – mniemam, że od leżenia na dywanie.

Bo dywan bardzo lubi, leży i się z nim stapia wizułalnie, bo jest taka w ciapki jak dywan. Można na nią wdepnąć.

I jeszcze – na tym śmierdzącym dywanie bawi się z Rumiankiem – znaczy on ją męczy i gryzie (bo to gnojek klops jest) a ona mu uszka wylizuje.

Magiczny jest ten dywan, nie ma co.